Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 415558 razy)

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-09, 23:48:28 »
Felicite, mam wrażenie, że nasza dyskusja rozbija się głównie o kwestie semantyczne. Inaczej rozumiemy "robienie czegoś na siłę" i "robienie tego, czego się w danej chwili chce". Bo można to rozumieć rozmaicie i w zależności od znaczenia albo zrobić sobie krzywdę i jednym i drugim, albo i jednym i drugim przysporzyć korzyści:)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-09, 23:06:04 »
Natomiast nie zrównywałbym prowokowania tkwiących w podświadomości negatywizmów z gwałtem na niej, czy jakiejś wysiłkowej pracy.


Toteż ja nie zrównuję :) Uważam, że wszystko zależy od sposobu, w jaki się to robi.
Powstrzymywanie się od snu po to, żeby w stanie zmęczenia puściły mechanizmy obronne podświadomości jest dla mnie niczym innym, jak zastosowaniem siły na sobie po to, żeby zmusić się do współpracy. Można w ten sposób osiągnąć zamierzony cel, ale uważam, że w ogólnym rozrachunku przyniesie to więcej szkody, niż pożytku. Skutkiem stosowania w stosunku do siebie przymusu jest bowiem utrata zaufania do siebie.
Zgadzam się z twierdzeniem, że nie każda intensywna praktyka jest nienaturalna, czy negatywnie działająca. Ale też nigdy nic podobnego nie twierdziłam! Ba, nawet powoływałam się na jedną z takich b. intensywnie działających praktyk, jaką niewątpliwie jest pozwolenie sobie na obżarstwo w celach obserwacji siebie i dojścia o przyczyn nałogu.
Nie chodzi o to, żeby rozwijać się duchowo uciekać od intensywności doznać, czy przeżyć, ale o to, żeby nie działać wbrew sobie, do niczego się nie zmuszać, a wręcz przeciwnie – na wszystko sobie pozwalać.

A to, że robimy coś inaczej, niż zwykle, niż jesteśmy przyzwyczajeni (np. nie śpimy, nie jemy, szybciej oddychamy), nie oznacza sprzeczności z naturą - zresztą, piszesz o tym poniekąd w poście skierowanym do Clinta:)


Nie zrozumiałeś nie – nie chodziło mi o to, żeby ustalić, co jest dla mnie dobre, a co złe i jedno robić, a drugiego nie. Chodziło mi o to, żeby robić to, czego w tej chwili chcę (w zgodzie z sobą), a nie coś przeciwnego (czyli na przekór sobie). Żeby to robić, trzeba być spontanicznym i otwartym na zmiany, a nie zakładać, że co miesiąc coś tam, coś tam (jak mawiał Yyyrek z BigBradera ;), albo że co noc będę smacznie spać w ciepłym łóżeczku. Do tego, żeby żyć w zgodzie z sobą i niczego nie robić na siłę potrzebna jest elastyczność.
Czyli jeśli chce mi się spać, to śpię, a nie zmuszam się do całonocnego czuwania. Jeśli natomiast  siostra ma imprezę w domu, a ja się denerwuję, tzn. że chcę się w tej chwili denerwować, bo gdybym chciała spać, to bym spała (człowiek jest w stanie spać nawet przydużym hałasie). A więc pozwalam sobie na te emocje (akceptuję je) i nadal obserwuję siebie i robię to, czego chcę :) W ten sposób nie opieram się rzeczywistości, nie tracę energii na walkę, a poza tym wzrasta moje zaufanie do siebie, bo wiem, że nie zrobię niczego wbrew sobie.

Dla niektórych są niezbędne, bo bez wykorzenienia pewnych wzroców spontaniczne życie w zgodzie ze sobą, o którym piszesz, jest praktycznie niemożliwe.

To jest moim zdaniem błędne przekonanie, że żeby sobie  lajtowo żyć, to najpierw trzeba się do czegoś zmusić, by coś tam usunąć. To nie jest prawda. Doświadczyłam tego na własnej skórze.
Jeszcze nie tak dawno zmuszałam się do wielu rzeczy, byłam przekonana, że bez tego się nie da czegoś tam osiągnąć, itp. Dopiero gdy zabrałam się poważnie do uzdrawiania dzieciństwa, doszło do mnie, że traktuję siebie tak, jak traktowali mnie rodzice, czyli w taki sposób, w jaki (prawie) wszyscy rodzice traktują siebie i swoje dzieci. Czyli tak, jak to jest normalnie przyjęte w naszym społeczeństwie. Chodzi o przymusy, nakazy, zakazy, naciski, reguły, a wszystko to podszyte lękiem i brakiem zaufania.
Żyjemy w tym od zawsze (wychowaliśmy się w tym, to było dla nas jak powietrze), więc trudno się dziwić, że nie dostrzegamy tego, że to jest nienormalne i że takie podejście zatruwa nam życie i zwyczajnie nas blokuje.
Kiedy takie cos zaczyna się dostrzegać, to wtedy zwraca się uwagę nie tylko na siłowe podejście w metodach rozwoju duchowego, ale nawet na zbyt ciasne gumki w skarpetkach, które do tej pory – dziwnym sposobem – nie uciskały, a nagle zaczynają ;)
Tak więc żeby żyć harmonijnie, w zgodzie z sobą, wcale nie trzeba niczego wykorzeniać (zwłaszcza na siłę), ale odwrotnie, zaakceptować się takim, jakim się jest, z wszystkimi niedoskonałościami.
Innymi słowy zmienić do siebie podejście (i to o 180 stopni). Niczego nie chcieć zmienić, do niczego siebie nie zmuszać, na wszystko sobie pozwalać. W ten sposób życie zaczyna nabierać barw, bo człowiek zaczyna sam się sobie podobać, kochać siebie, czuć się dobrze sam ze sobą. Okazuje się, że niczego się nie trzeba bać, można sobie zaufać, no i przy tym dobrze się bawić :) Czego chcieć więcej?
Nie jest to łatwe, nie jest to proces szybki, ale naprawdę warto to zrobić dla siebie i dla swojego dobrego samopoczucia :)

Jeśli potrafisz się skutecznie rozwijać bez tych bardziej intensywnych metod, to tylko się cieszyć:)

Hej! A kto Ci powiedział, że ja nie stosuję intensywnych metod? Błędny wniosek. U mnie też hardkory lecą, tyle że coraz lepiej to znoszę (bo nie stosuję tego wbrew sobie, a wtedy to staje się dużo łatwiejsze do przetrzymania, no i wtedy nie jest to już hardkor :p). Chodzi też o to, że coraz bardziej lubię siebie, coraz lepiej mi ze sobą, a kiedy coś takiego się czuje, to nic człowiekowi nie straszne. Bo cokolwiek („złego”) bym nie zrobiła, cokolwiek („złego”) by się nie stało, to wiem, że znajdę u siebie zrozumienie i akceptację. A wtedy to cała reszta mi wisi :P
Tzn. jeśli idzie o ścisłość, to mniej więcej tak jest. Bo jest jeszcze wiele spraw, których w sobie nie akceptuję. No ale z każdym dniem jest coraz lepiej :)

Dziękuję za info o świetle słonecznym i księżycowym. To logiczne z tym zrównoważonym działaniem światła odbitego w księżycu.
No i już wiem, co mi się nie zgadzało w wypowiedzi Babjiego - jakoś mi się nie chce wierzyć, żeby odbite światło słoneczne miało moc uzdrawiania wszystkiego w ciele. Wydaje mi się to mocno przesadzone.

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-09, 18:27:37 »
Felicite - rozumiem Twoje stanowisko i w pełni zgadzam się, że rozwój duchowy powinien być jak najbardziej miły i przyjemny. Natomiast nie zrównywałbym prowokowania tkwiących w podświadomości negatywizmów z gwałtem na niej, czy jakiejś wysiłkowej pracy. Chodzi mi o świadome poruszenie tych negatywizmów, pozwolenie, by doszły do głosu w danej chwili, kiedy mamy czas i miejsce na ich uwolnienie. Gwałtem na podświadomości jest autohipnoza, wtykanie jej czegoś na siłę. Jeśli słuchasz jej odpowiedzi, to nie ma przecież mowy o przemocy. Oczywiście, jedne praktyki są bardziej intensywne, inne mniej - każdemu odpowiada co innego, w zależności od struktury podświadomości, obciążeń itd. Te bardzo intensywne nie są jednak "nienaturalne". Dla niektórych są niezbędne, bo bez wykorzenienia pewnych wzroców spontaniczne życie w zgodzie ze sobą, o którym piszesz, jest praktycznie niemożliwe. A to, że robimy coś inaczej, niż zwykle, niż jesteśmy przyzwyczajeni (np. nie śpimy, nie jemy, szybciej oddychamy), nie oznacza sprzeczności z naturą - zresztą, piszesz o tym poniekąd w poście skierowanym do Clinta:) Jeśli potrafisz się skutecznie rozwijać bez tych bardziej intensywnych metod, to tylko się cieszyć:)
Światło słoneczne generalnie jest zdrowe, pod warunkiem, że nie dozujemy go zbyt wiele na raz (jak np. podczas leżenia plackiem na plaży w południe). Dlatego zalecany jest kontakt skóry z nim w godzinach porannych lub wieczornych, można też się wówczas w Słońce powpatrywać. Odbite od Księżyca światło słoneczne ma zapewne wyjątkowo zrównoważone działanie.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-09, 17:45:04 »
Clint, wiem, że już po sprawie, ale możesz być kiedyś znów w takiej sytuacji, więc napiszę Ci, jak ja sobie poradziłam w podobnej.
Ostatnio miałam tak silne wywałki w nocy, że nie spałam kilka dni pod rząd (tzn. spałam, ale b. krótko).
Do tej pory, gdy miałam coś takiego, to wkurzałam się na to, prorokowałam, że będę w dzień total niewyspana (i faktycznie potem nie mogłam normalnie funkcjonować) i w ogóle był pogrom i rzeź niewiniątek. A tym razem wzięłam to od innej strony. Pomyślałam sobie: a kto powiedział, że mam teraz spać, a może wcale nie? Skoro nie śpię, tzn. że tak ma być! Czyli luz i akceptacja :) Wzięłam się więc za coś konstruktywnego (czyli za uwalnianie) i tak spędzałam noce. W ogóle robiłam to, na co miałam ochotę :)) Jeśli mi wywalało - uwalniałam, jeśli nie, to sobie robiłam coś innego. A w dzień - mega zdziwienie! - zero zmęczenia (no może niewielkie czasem, raz na dzień, mnie łapało. No ale takie zmęczenie to mnie łapie częściej nawet jak śpię ;)). Niesamowite doświadczenie :)
Wkurzenie i inne emocje pojawiają się wtedy, gdy zakładasz coś, co się nie przydarza, gdy masz ideały, gdy myślisz, że coś trzeba, itd.
A tymczasem chodzi o to, żeby puścić kontrolę i przyznać, że nie wiesz, co w tej chwili dla Ciebie najlepsze (bo tego nie wiesz). A moze impra siorki jest dla Ciebie tym, co na tę chwilę najbardziej Ci potrzebne? A nawet jeśli nie, to co się stanie, jeśli nie prześpisz jednej nocki? Może chodzi o to, żebyś przestał patrzeć na swoje życie w określony sposób? A może chodzi o zaakceptowanie emocji, które pojawiają się zawsze wtedy, gdy ktoś chce Cię ograniczyć?
Kluczem do zadowolenia jest akceptacja tego, co jest i tego, że nie masz pojęcia, co powinno być, więc poddajesz się temu, co jest bez żadnych oczekiwań. I wtedy masz szansę wyciągnąć dla siebie coś dobrego, nawet z takiego doświadczenia jak Twoje :)
[akceptacje = puszczenie kontroli, pozwolenie cy coś, przed czym się bronimy, działo się]

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-09, 17:30:27 »
Felicite - nie jest to znowu takie działanie na siłę, o ile odpowiednio przygotuje się do takiej praktyki (właściwie większość metod pracy z podświadomością w jakiś sposób "sztucznie" prowokuje tkwiące w niej negatywizmy; w regresingu np. jest to oddech reichowski, w afirmacji - silna, pozytywna sugestia).

Tylko że praca nad wychodzącymi na wierzch obciążeniami, czy to przy pomocy regresingu, czy afirmacji, to jednak trochę co innego niż – tak jak to ująłeś – sztuczne wywoływanie negatywów z podświadomości niespaniem w nocy.
Ale zdaje się wiem, o co Orrowi chodziło z tym wyrywaniem wzorców z korzeniami.
Np. gdy ktoś ma jakiś nałóg i nie może przestać, powiedzmy – jeść, to dobrze jest wejść w to totalnie, tzn. pozwolić sobie na totalne obżarstwo po to, żeby zobaczyć, co ciągnie i dlaczego. Tylko trzeba być przy tym w pełni świadomym, bo inaczej byłoby to kolejny, nic nie wznoszący wyskok żarłoka ;)
Najczęściej jednak nie trzeba w to wchodzić, wystarczy to sobie wyobrazić. To też dobrze działa.
No ale to się robi w określonym celu i ma to swoje granice. Nie chodzi o to, żeby ciągle się obżerać i żeby ciągle wychodziły emocje (nie czarujmy się – jak będziemy się non stop obżerać, to emocje non stop będą wychodzić, nawet jeśli uprzednio wyleczymy się z nałogu obżarstwa). A przede wszystkim chodzi tutaj o pozwolenie sobie na coś, do czego bardzo ciągnie, a nie o zmuszanie się do tego (jak jest w przypadku niespania).
Jeśli więc kogoś ciągnie do ekstremalnych przeżyć, to niech nie śpi. Niech obserwuje. Ale jak się wyleczy, to dobrze by było, żeby sobie pozwolił spać ;)
Chodzi o to, że nie jest to naturalna metoda rozwoju. Ja jestem zwolenniczką życia w harmonii z samą sobą, czyli czegoś takiego: jeśli chce mi się spać, to pozwalam sobie spać, jeśli chce mi się jeść, to jem, jeśli chce mi się cieszyć, to się cieszę, a jeśli mi wywala, to pozwalam sobie czuć się fatalnie i pomagam sobie (akceptuję to i uwalniam). Czyli nic na siłę. Chodzi o traktowanie siebie z szacunkiem i łagodnością, a nie niespanie specjalnie po to, żeby coś z siebie na siłę wyciągnąć. I to regularnie co miesiąc.
Mnie się coś takiego nie podoba, ale oczywiście namawiam nikogo, by tego nie stosował. Jak się komuś podoba, to czemu nie? Widocznie będzie mu to do czegoś potrzebne, bo nawet negatywne doświadczenia przydają się w życiu do czegoś :) Nie zgadzam się jednak z myślą, że jest to praktyka zasadniczo pomagająca w rozwoju duchowym. Z powyższych względów.

No i oczywiście co innego, gdy nie można spać z innych powodów. Wtedy faktycznie można połączyć nieprzyjemne z pożytecznym ;) Zresztą z każdego doświadczenia można wyciągnąć pozytyw.


(właściwie większość metod pracy z podświadomością w jakiś sposób "sztucznie" prowokuje tkwiące w niej negatywizmy; w regresingu np. jest to oddech reichowski, w afirmacji - silna, pozytywna sugestia).

Nie do końca się z Tobą zgadzam.
Po pierwsze, nie jest tak, że każdy korzysta z danej metody w ten sam sposób. Np. Ty afirmując stosujesz "silną, pozytywną sugestię" i tym samym sztucznie prowokujesz negatywizmy tkwiące w pś, a ja nie.
Dla mnie proces afirmacyjny ma zmierzać do odkrycia (uświadomienia sobie) prawdy, a nie przekonania pś-ki do tego, w co wierzę. Dlatego przede wszystkim próbuję zrozumieć, skąd wynika błędne przekonanie i dlaczego pś tak trzyma się starych schematów. I otwieram się na zrozumienie. To przypomina raczej dialog z pś, a nie narzucanie swojego zdania. Nie ma w tym miejsca na rozwiązania siłowe :)
Tak więc niekoniecznie jest tak, jak napisałeś, czyli że „większość metod pracy z podświadomością w jakiś sposób "sztucznie" prowokuje tkwiące w niej negatywizmy”.

Po drugie, ja bardzo uważam na to, żeby właśnie takich metod nie stosować (takich, które są jednoznacznie siłowe, albo takich, które moja pś postrzega jako rozwiązania siłowe). Bo to mija się z celem. Podświadomość wtedy nie współpracuje tylko się opiera i praca nad sobą tą metodą idzie opornie. A można osiągnąć wiele więcej taką metodą, która jest akceptowana przez pś, czyli taką w której nie trzeba sztucznie prowokować negatywizmów tkwiących w podświadomości.
Moim zdaniem właśnie na tym polega rozwój – żeby znaleźć dla siebie taką metodę pracy nad sobą, która nie będzie zmuszaniem się do czegokolwiek, nie będzie gwałceniem siebie, karmieniem siebie czymś sztucznym, tylko przyjemnością. Przecież w rozwoju chodzi o to, żeby odkryć siebie prawdziwego i cieszyć się z bycia sobą i z sobą.
Dlatego dobrze jest coraz bardziej odkrywać to, co lubimy najbardziej i to właśnie robić. Rozwój duchowy może naprawdę być przyjemnością, a nie ciężką pracą nad sobą. W sumie jeśli jest ciężką pracą, tzn. że coś nie halo. A przynajmniej ja takiemu rozwojowi mówię zdecydowane NIE :P
To dlatego uważam, że dobrze jest zastanowić się nad tym, które z metod są akceptowane przez pś, a które nie. A to często jest kwestią indywidualną.
Przykładem niech będzie wspomniany przez Ciebie oddech reichowski. Mnie np. odrzuca od niego (między innymi dlatego nie pasuje mi regresing). Stosowanie go przynosiło mi znikome rezultaty. Dlatego porzuciłam to, na rzecz innych metod, co do których moja pś nie miała żadnych oporów. Nie muszę jej gwałcić, nie muszę stosować siłowych rozwiązań, ani sztucznie niczego wywoływać, dlatego też praca nad sobą przebiega dużo łatwiej, szybciej i jest przyjemniejsza.
Gdybym lubiła oddychać w ten sposób, to bym oddychała, ale że nie lubię, to wybieram coś innego, coś co dla mnie jest dużo przyjemniejsze :) A oddech niech sobie stosują ci, co to lubią (a takich osób  jest całkiem sporo, i dobrze).

Z Księżycem chodzi prawdopodobnie o uzdrawiające światło słoneczne, które odbija.

Tzn. w jaki sposób to światło uzdrawia? Jeśli o to chodzi, to dlaczego nie uzdrawia za dnia? Dlaczego lepsze jest światło odbite? Przecież gdyby tak było, to wszyscy byliby zdrowi, bo wszyscy poddajemy się działaniu światła słonecznego. Hmm... nasuwa mi się wiele pytań :) Możesz to wyjaśnić?

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-09, 00:11:07 »
Wiem jak to działa, ale to nie sprawi że poczucie niezadowolenia samo się rozpłynie - zresztą wystarczy że się nie nakręcam teraz tym, tylko sobie siedzę na kompie ze słuchawkami na uszach. Lekki dyskomfort jest, ale nie jest tak źle bo ostatecznie zjawiły się tylko trzy dziewczyny i w stosunkowo spokojnej atmosferze chleją sobie wódę.

Po za tym to niezadowolenie to ledwie wierzchnia warstwa co najmniej kilku różnych obciążeń, które się składają na uczucie niechęci i kilka innych negatywnych emocji w stosunku do tego typu sytuacji. Się z czasem uzdrowi.

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-08, 23:52:49 »
Clint,

w każdym razie warto nie być niezadowolonym w takiej sytuacji, będzie to sprzyjało nieprzyciąganiu podobnych w przyszłości. Sam przecież wiesz, jak to działa.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-06-08, 21:46:52 »
Clint

a nie mozesz sobie zalozyc stopery do uszu? super tlumia halas :-)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-06-08, 16:13:42 »
Mateusz
Jeżeli obciążenia karmiczne były jedynym spoiwem relacji to tak naprawdę niczego nie straciłeś. Te panie były najwyraźniej zainteresowane tylko odtwarzaniem tych obciążeń, a skoro zabrałeś im taką możliwość to też musiały zapewne szukać kogoś innego :P

Piotr
Może spróbuje dzisiaj jakieś obserwacji siebie czy cokolwiek innego, ale nie wiem czy znajdę motywacje w takim klimacie - z reguły mi się odechciewa w tego typu sytuacjach cokolwiek duchowego robić.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-08, 16:02:28 »
BlackRose
Miałem podobnie. W przypadku partnerek karmicznych to nawet wpadałem w panikę. Zacząłem odreagowywać prawie samoistnie te, które mi się podobały z wzajemnością i które wydzwaniały po kilka godzin tygodniowo. Rozmowy bardzo mi sie podobały i... po odreagowaniu karmy z nimi z dnia na dzień kontakty się urywały. Kiedy pytałem co sie stało, one nie potrafiły na to odpowiedzieć, skończyła się potrzeba kontaktowania się. Zastanawiałem się czy nie przestać uwalniać, bo zostanę w końcu sam, stąd ta moja panika.
Z mężczyznami miałem troche inaczej. Kontakty opierały się na sprawach, które nas łączyły w obecnych warunkach.
To co pisałem tak się przejawiało w większości, ale sa też inne realacje, które nie "ulegały" wpływom odreagowań w regresingu.

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-08, 14:20:13 »
Felicite - nie jest to znowu takie działanie na siłę, o ile odpowiednio przygotuje się do takiej praktyki (właściwie większość metod pracy z podświadomością w jakiś sposób "sztucznie" prowokuje tkwiące w niej negatywizmy; w regresingu np. jest to oddech reichowski, w afirmacji - silna, pozytywna sugestia).
Z Księżycem chodzi prawdopodobnie o uzdrawiające światło słoneczne, które odbija.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-08, 14:05:07 »
Piotr, aha.
Ja nie jestem zwolenniczką wyciągania czegokolwiek z podświadomości na siłę. Wystarczy mi to, co wychodzi na bieżąco, a jeśli coś nie wychodzi, to znaczy, że jeszcze nie jestem gotowa. Staram się nie działać na siłę i niczego sztucznie nie wywoływać.
Postów też nie lubię, więc myślę, że ta metoda nie dla mnie.
Zresztą jak się okazało, nieprzespana noc wcale nie musi skutkować obniżeniem samopoczucia, wręcz przeciwnie! Jeśli się akceptuje to, że się nie śpi (bo np. wywala), to rano można wstać z łóżka w świetnym nastroju i czuć się fantastycznie: fizycznie i psychicznie :)

A z tym księżycem ciekawe. Co prawda wygląda mi to nieco magicznie, ale może to być ciekawe doświadczenie :)

Piotr

  • Wiadomości: 788
  • Płeć: Mężczyzna
    • Kultura aryjska
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-06-08, 13:10:41 »
Felicite,

tak, chodzi o to, że wtedy więcej wychodzi na wierzch. Wydawałoby się, że jeśli ktoś ma "wystarczająco dużo" "wywałek" przy normalnej dla siebie ilości snu, taka praktyka może nie być dla niego wskazana, ale niekoniecznie - to coś w rodzaju postu. Zapewne pojawia się wtedy możliwość dotarcia głębiej, wyrwania pewnych wzorców z korzeniami. To jednak dość wymagająca praktyka, bo oczywiście niełatwo o skuteczną samoobserwację po nieprzespanej nocy:) Leonard Orr proponuje nie spać raz w miesiącu, w czasie pełni (powołując się na Babajiego, który twierdzi, iż "patrzenie na Księżyc ma siłę uzdrowienia wszystkiego w ludzkim ciele").
« Ostatnia zmiana: 2012-06-08, 13:13:04 wysłana przez Piotr »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-06-08, 12:23:43 »
Dzisiaj w pełni zrozumiałam, to, że wszystkie relacje społeczne są odbiciem relacji z rodzicami. Moje relacje z ludźmi są powierzchowne. Jeżeli już są to bazują na traumach, na które się łapię i tym samym czuje się uzależniona lub manipulowana. I to tak od dzieciństwa sobie powielam. Chyba za dużo widzę. Staram się doceniać te koleżanki, które mam, jednak widzę, że jestem im potrzebna tylko w jakimś celu". Np jeżeli chodzi o dokumenty, załatwienie czegoś, projektowanie na mnie lęków, aby przetrwać jakąś sytuację. Zawsze tak było, że oczyściłam się, uzdrowiłam traumę i ta osoba już się nie odzywała. Nic nas nie łączyło, nie było o czym rozmawiać.

Tak się ocknęłam dzisiaj, i zobaczyłam na czym to bazuje, jak to się w moim życiu nagminnie powtarza. Za dużo dostrzegam, o co komu chodzi. Gdy już odreaguję to okazuje się, że pozostaje pustka. Zaczynam cenić sobie naprawdę wartościowe relacje, chociaż mam ich bardzo mało w życiu. Reszcie chcę odpuscić. Stawiałam wysokie wymagania ludziom. Widzę, że tych moich koleżanek, po prostu nie stać na nic wiecej niż mi dają, tak samo jak i ja się nie otwieram bo wiem że by mnie nie zrozumiały.

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-06-08, 10:11:23 »
Można też w ogóle nie kłaść się spać i zobaczyć jakie myśli będą pojawiały się w ciągu dnia po przerwie od snu (taki zabieg raz na jakiś czas poleca Leonard Orr - dobre efekty podobno daje wpatrywanie się w Księżyc).

Czy chodzi tylko o to, że z podświadomości wychodzi wtedy więcej rzeczy (bo zazwyczaj po nieprzespanej nocy mamy obniżony nastrój) i dlatego warto się obserwować, czy o coś więcej? Możesz napisać dokładniej? Dzięki :)