wiem, ze sama nie lubie sie zmuszac do robienia czegos- ale jak mam zmienic fakt, ze moja corka choc ma 13 lat -nie chce myc zebow- pozwolic nie myc??? ciagle jej przypominamy bo wiem, ze nawet potrafila by nie myc nawet miesiac ....to jest kompromis tak jak ze sprzataniem....nie sprzata ...bo nie ....bo moze w koncu matke krew zaleje i sama posprzata...ona nie ma nic przeciwko aby inni za nia wszystko robili.....- przeszkadza ci balagan w moim pokoju to posprzataj- moze to tylko bunt nastolatki....ale pewne rzeczy trzeba robic- gotowac, zmywac, pracowac - ja staram sie przy tych czynnosciach nie spinac i lubie to robic ....ale moja corka nie ...co wtedy?
Jolanta,
W stosunku do dziecka trzeba zachować się nieco inaczej.
Po pierwsze, dziecko przychodzi na świat z nierozwiniętym ciałem i umysłem. Co prawda nie jesteśmy naszym ciałem i umysłem, ale są one nam potrzebne do życia na Ziemi. Dlatego trzeba je rozwijać (by w pewnym momencie przekroczyć, no ale to już inna sprawa). Można nawet powiedzieć, że aby zrealizować tkwiący w każdym dziecku potencjał, trzeba mieć dostatecznie rozwinięty umysł i ciało. Do tego potrzebni nam są rodzice (opiekunowie).
To naturalne, że w takim zakresie, w jakim jest to potrzebne (czyli w takim zakresie, w jakim umysł dziecka jest jeszcze nie w pełni rozwinięty), rodzice kontrolują dziecko. Nie wymagamy przecież od 2 latka, że będzie wiedział, jak się postępuje z zapałkami, czy innymi niebezpiecznymi narzędziami. To normalne, że rodzic będzie musiał podjąć decyzję za niego i odebrać mu zapałki. Bo umysł dziecka nie jest jeszcze na tyle rozwinięty, by mogło ono myśleć logicznie. To nie znaczy oczywiście, że dziecko jest głupie. Nie, bo mądrość, to co innego niż logika.
Jednak w zdrowych warunkach ta kontrola powinna być znikoma. Dziecko uczy się przez naśladownictwo, więc nie trzeba zbyt mocno ingerować w jego rozwój. Wręcz przeciwnie. Im mniej ingerencji, tym lepiej. Dziecko tak traktowane będzie podejmować najlepsze dla siebie decyzje (bo nie będzie musiało się buntować), więc wiadomo, że wtedy można pozwalać mu jak najczęściej robić to, na co ma ochotę.
Inaczej w sytuacji, gdy dziecko nie było tak wychowywane od początku. Wtedy pozwolenie mu na wszystko, co chce, niekoniecznie przyniesie dobre rezultaty. To tak, jak gdybyś wypuściła kogoś na głęboką wodę, bez uprzedniego nauczenia go, jak pływać (niekoniecznie musiałby się utopić, ale duże szanse, że tak właśnie by się stało). Tego nie radziłabym robić

Oczywiście zbyt duża kontrola też nie byłaby dobrym rozwiązaniem. Trzeba znaleźć drogę środka.
Ty też musisz ustąpić, a nawet musisz to zrobić jako pierwsza. Pokaż jej, że szanujesz jej wolność, jej wolę, że jej ufasz, pozwalając decydować o sobie. Daj jej całkowitą wolność w takich obszarach, w których jej ewentualne błędne decyzje nie wpłyną na jej zdrowie, czy życie. Np. w kwestii pokoju. Niech nie sprząta, jak nie chce. Przecież to jej pokój. Co Cię obchodzi nieporządek w tym miejscu?
Natomiast co do innych kwestii – porozmawiaj z nią szczerze i bez emocji. Powiedz jej, że jest członkiem wspólnoty i jak każdy inny członek powinna ponosić pewne ciężary na jej rzecz. Ustal jakieś zasady, np. niech zmywa kilka razy w tygodniu w ustalone dni, czy coś takiego.
W takich kwestiach jak mycie zębów (czyli tam, gdzie jej samowola mogłaby wpłynąć na jej zdrowie) nie ustępuj. Ale zmień taktykę. Spróbuj jej wytłumaczyć, dlaczego mycie zębów jest takie ważne, a jeśli to nie poskutkuje (zakładam, że już to zrobiłaś i nie poskutkowało), poproś ją, żeby zrobiła to dla Ciebie. Powiedz jej, że jej zdrowie jest dla Ciebie bardzo ważne i że bardzo Ci na tym zależy. I że nie ustąpisz. Możesz jej zaproponować coś na wymianę, że Ty też zrobisz coś, na czym jej zależy. I przestrzegaj wykonywania umów.
Po prostu podejdź do niej z szacunkiem, akceptacją i miłością. Przestrzegaj wyznaczonych zasad i bądź konsekwentna. Gdy dziecko widzi, że rodzic robi pewne rzeczy dla jego dobra (gdy się przekonuje na własnej skórze o jego dobrej woli), to w końcu odpuszcza. Ono zazwyczaj wypróbowuje rodzica (czy rodzic kocha, czy nie), wypróbowuje też granice wyznaczone przez rodzica. Dlatego trzeba być czujnym. Przy kochającym i silnym rodzicu dziecko czuje się bezpiecznie i o to głównie mu chodzi. Choć już nastolatkowi coraz bardziej chodzi o wolność. Dlatego trzeba mu ją dać

W ogóle bardzo polecam czytać książki o tym, jak wychowywać dzieci. Mnie bardzo spodobały się te (dużo się z nich dowiedziałam): „Wymarzone dzieciństwo: jak wychować szczęśliwe dziecko, unikając błędów naszych rodziców” J. Woititz, „Pewne siebie i szczęśliwe dziecko. 5 zasad budowania poczucia własnej wartości u dzieci” E. Anderson, G. Redman, C. Rogers oraz „Księga dzieci. Nie bój się być sobą” Osho.
Przydadzą się szczególnie rodzicom, choć właściwie każdemu będą pomocne, bo można się z nich dowiedzieć, jak postępować z własnym, wewnętrznym dzieckiem
