Potem zeszły presje i przymusy, a ja nawet nie zauważyłem kiedy odpuszczenie zamieniło się w totalny olew i wolną amerykankę. To co sobie robię na co dzień jest chore i niweczy sporą część mojej pracy nad sobą.
Wciągnęło Cię to, bo w ten sposób uciekałeś (od siebie) i dlatego robiłeś to nie do końca świadomie.
Nie znam lepszego sposobu na pozycie się niechcianych nawyków i przywiązań, niż pozwolenie sobie na wszystko bez żadnych graniczeń (totalna wolność). Ale jest jeden warunek: trzeba to robić świadomie, bez uciekania.
Wtedy okazuje się, że na niekorzystne rzeczy przechodzi ochota i albo nie robisz ich już wcale, albo raz spróbujesz i tym się „zaspokoisz”. Ale potrzebna jest totalna szarość oraz uczciwość wobec siebie i nieuciekanie w nieświadomość (czyli objęcie świadomością i zaakceptowanie wszystkiego, co boli, od czego zawsze uciekliśmy).
Muszę się czymś ciekawym zająć, bo większość z tego wynika ze zwykłej nudy.
Wystarczy, że przestaniesz od siebie uciekać (odrzucać siebie). Wtedy zobaczysz, że wcale nie jesteś nudny

Co do wzorców odrzucenia - chodzi o to, że dzielimy się na części i oceniamy: "ta jest dobra, a tamta zła". Złą wypieramy, odrzucamy (a potem - za naszym przykładem - robią to też inni ludzie). Tym samym tracimy jedność i czujemy się nieszczęsliwi, bo czegoś nam brakuje. Tęsknimy za jednością, dlatego biegamy za innymi ludźmi, wierzymy w osobowego Boga, że dali nam to, co utraciliśmy wypierając częsci nas.
Co więcej, wypierając "złą" część nas, zawężamy świadomość, bo nie chcemy tego widzieć. A niska świadomość przyczynia się do kolejnych kłopotów.
A tymczasem wystarczy objąć świadomością wszystko, co w nas jest. Nie udawać, że tego nie ma. Zauważać wszystko i akceptować. To pierwszy krok do czucia się ze sobą dobrze
