Autor Wątek: Kącik Oczyszczania  (Przeczytany 413624 razy)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-26, 23:12:00 »
Dzisiaj zleciał na mnie dość solidny kubeł zimnej wody, uświadamiający mi jak dużo jeszcze we mnie z UNA. Strasznie na co dzień zaniżam sobie wibracje - jedzeniem, muzyką, filmami i wieloma innymi rzeczami. Marnuje ogroooomne ilości czasu na bzdury, zamulanie się przy kompie, dostrajanie się do jakich smutnych czy dramatycznych nut i masę innych szkodliwych czynności.

Gdy presjonowałem się na rozwój przez pierwszy rok swojego rd, odrzuciłem na siłę wiele rzeczy - nie było to zbyt dobre, ale spędzanie wolnego czasu wtedy wyglądało dużo lepiej. Potem zeszły presje i przymusy, a ja nawet nie zauważyłem kiedy odpuszczenie zamieniło się w totalny olew i wolną amerykankę. To co sobie robię na co dzień jest chore i niweczy sporą część mojej pracy nad sobą. Muszę się czymś ciekawym zająć, bo większość z tego wynika ze zwykłej nudy.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-26, 18:51:13 »
Amelka-
wiesz ciesze sie, ze tak duzo napisalas- my jako partnerki nie mozemy sie mieszac- jasne, bo cokolwiek sie zrobi w sytuacji Twojego meza bedzie zle- da kase - napije sie, nie da kasy bedzie zlosc albo wyrzuty sumienia. Nas to boli ale mozemy przebaczyc, zaakceptowac i prosic, modlic albo kreowac cos lepszego. Bo zmiany sa mozliwe. Nieraz myle- moze zrobic cos na przekor- cos na co druga strona nie jest przygotowana....np.reagowac na nerwowa sytuacje- smiechem, albo zamiast sie dreczyc - isc na spacer, albo na lody nawet samemu..cos co wiesz ze robisz inaczej niz zwykle.Mozesz poradzic mezowi, aby jej przebaczyl i nie czul sie odpowiedzialny....to trudne i ja mysle...ze nie mozna o niej zle mowic....ja tez staram sie ja zrozumiec...moze ma powody...moze jest nieszczesliwa....jednak jak pisze Anna Atras- rodzice odnawiaja w nas wzorce lub problemy, ktore  my musimy przerobic...moze to ma sens, ze ona taka jest i Ty albo Twoj maz macie cos do zrobienia, albo przerobienia , albo do zrozumienia, przebaczenia itd. dopuki tak sie nie stanie - stoicie w miejscu...
polecam Tobie strone Anny Atras i jej dorobek....pozdrowienia....idziemy na miasto zaszalec....pa

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-05-24, 19:06:22 »
Jolanta,

no Ciebie to ja naprawde podziwiam, bo uwazam ze masz charakter, ze potrafisz takie radykalne ciecia zrobic w realu a nie tylko o tym mowic, bo kobiety czesto boja sie ze sa za slabe, ze sobie nie poradza, i narzekaja, gorzknieja,a lata leca... A jak jest dziecko to tez juz odpowiedzialnosc inna...masz racje, lepiej jak dziecko rosnie w rodzinie w ktorej jest milosc niz by mialo chlonac zla atmosfere, czy jakies tam patologie.   

"Co do wsparcia ze strony rodzicow- bylo i jest mi milo wspierac mame i brata (tato nie zyje), bo oni ciagle nas wspierali i jest to naturalne, choc nie musze.I mama nie wymaga- wrecz sie nieraz broni przed prezentami."

wierze Ci, to fajne uczucie moc komus cos dac, dawanie jest fajne. Twoja mama nieraz broni sie przed prezentami :-) moja tez taka byla :-) kochana bardzo. I strasznie zaluje ze jej juz nie ma bo bym ja rozpieszczala jak tylko bym mogla.
Jak dorastalam, a ona jeszcze zyla, to powiedzialam jej - nie wiem skad mi to w ogole wtedy przyszlo do glowy - ze bede pracowac w Niemczech i przysle jej moherkowy sweterek - bo bardzo o nim wtedy marzyla...niestety nie zdazylam.

Moj maz z kolei jest Polakiem, tez pracowal tu jak szczur na poczatku i swoje przeszedl..ale z matka jest bardzo zwiazany emocjonalnie, to sa skrajne uczucia, od nienawisci, az do checi dania gwiazdki z nieba. Ona mimo ze rzadzila sie jego rzeczami i wywierala presje, narzucala sie i kontrolowala nawet jak byl juz dorosly, to jednak jak przyszlo co do czego - potrafila sie za nim wstawic w szkole, albo jak cos zbroil,czy w czyms mu pomoc waznym, itd. ale wtedy jeszcze nie byla alkoholiczka, choc lubila wypic sobie i imprezy. Ona mu powtarza ze go kocha bardzo, wysciska go jak przyjedzie do PL. A za chwile zrobi cos co go obciazy finansowo i dla niej to oczywiste ze on zaplaci. Taka hustawka. Tu calus, a za chwile kop.Dla niej liczy sie tylko kasa. Czasem maz wysle jej jakies pieniadze to na drugi dzien ona juz jest ubzdryngolona. Wtedy on sie pieni, wyzywa, obiecuje sobie ze jej juz nic nie wysle, a za jakis czas serce mu zmieknie i znow to samo. Ona juz tyle razy zrobila go w jajo, tyle razy klamala, manipulowala. On to widzi tez i wie o tym, ze nie warto. Ale daje jej szanse wciaz od nowa. Ja swego czasu wrecz jej nienawidzilam, i chcialam wyleczyc sie z tej nienawisci ( bo mi tez nie raz dala popalic) i w sumie to nie wiem czy mi sie to tak calkiem udalo.W kazdym razie wspieram mojego meza w jego decyzjach odnosnie matki nawet jak mi sie nie podobaja bo np. uwazam ze ona na cos nie zasluguje. Ale siedze cicho bo nie chce jeszcze ja mu dokladac. Ja wiem ze on ja kocha, a ja staram sie ja akceptowac taka jaka jest( ale to od niedawna- dopiero kiedy zrozumialam ze sama sobie szkodze pielegnowaniem uraz). Raz przyjechala do nas na swieta. Postanowilam sobie ze bede bardzo mila dla niej, choc wtedy jej szczerze nienawidzilam. Ona ogolnie lubi walke, rywalizacje, takie klimaty. A tu zonk. Swieta byly nawet fajne. Duzo sie smialismy wszyscy razem. Odegralismy dobry teatr i wszyscy bylismy swiadomi!!! ze to jest teatr.Teraz od czasu do czasu nachodza mnie takie mysli pelne urazy w stosunku do niej , wtedy przekierowuje je tak: to jest jej karma, jej uczynki, mnie nic do tego, ja jestem czysta, wolna, nienaruszalna.


"Patrzac na ich rodzine i stosunki czuje smutek- moze cos mi sie uda dla nich zrobic mam juz pomysl- ale zycze sobie i im aby ich stosunki sie kiedys polepszyly :)"

Jolka, jesli masz pomysl, to zycze zeby przyniosl sukces. Bo tam potrzeba uzdrowienia, tak jak miedzy moim mezem(jedynakiem) a jego matka.


Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-24, 13:28:36 »
Amelka, to co Ty piszesz pasuje do mnie- ja tez w Niemczech startowalam od poczatku- ok najpierw mialam wsparcie meza ale to bylo jakby przygotowanie do dalszego samodzielnego zycia.
Po paru latach czulam, ze musze sama zawalczyc - odeszlam od meza z dzieckiem z pierwszego malzenstwa ( pierwszy maz polak byl leniwy pil za duzo i nie pasowalismy do siebie) , nie biorac prawie nic ze soba- nowe miasto, ludzie- praca nie najlepsza ale teraz wiem na ile mnie stac i wiem, ze cokolwiek sie stanie w zyciu dam sobie rade.

Co do wsparcia ze strony rodzicow- bylo i jest mi milo wspierac mame i brata (tato nie zyje), bo oni ciagle nas wspierali i jest to naturalne, choc nie musze.I mama nie wymaga- wrecz sie nieraz broni przed prezentami.

Maz obecny mial podobnie jak Twoj maz, chociaz matka mu nic nie zabierala- nigdy go nie finansowala i pomagala- musial zawsze kazdy grosz odkladac i patrzec jak sredni brat jawnie byl rozpieszczany finansowo- pchala i nadal pcha w niego kase- to go bolalo i boli nadal. Coz -Jego matka jest bardzo zlosliwa i tak jak pisalas - trzyma wszystkich za jaja, nie moglam tego zniesc  i jej samej na poczatku - teraz nie musze- bo nie utrzymujemy kontaktow.

Teraz moj maz rekompensuje sobie brak kontaktow ze swoja mama - moja mama, bo ta jest kochana- choc nie moga rozmawiac- on uczy sie polskiego i szanuja sie bardzo wspolnie (oboje sa Rybkami zodiakalnymi).
Patrzac na ich rodzine i stosunki czuje smutek- moze cos mi sie uda dla nich zrobic mam juz pomysl- ale zycze sobie i im aby ich stosunki sie kiedys polepszyly :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-21, 23:33:54 »
Zeszła ze mnie ta złość i jakąś godzinę temu jak rozmawiałem z ojcem, to jakoś tak wyszły te tematy i tym razem jego nastawienie było całkowicie inne. Nie tylko nie było nic o wymaganiu czegoś ode mnie, ale wręcz gdy mówiłem, że chciałbym robić tą podyplomówkę z wyceny jeśli będzie taka możliwość na 5 roku, to dawał do zrozumienia tak jakby zamierzał sam za to zapłacić, mimo iż deklarowałem że sam sobie ją opłacę. Zobaczymy jak to wyjdzie.

Uff, mam wrażenie że emocjonalna ściana z powodu której widziałem całą sytuację w krzywym zwierciadle zeszła i tym samym otwarła mi nowe możliwości, a także uwolniła od iluzji przeszkód, które by pewnie nawet się ostatecznie nie pojawiły :P

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-05-21, 23:23:15 »
Clint, pewnie, że w sytuacji takiej jak Twoja należy się wsparcie od rodziców. Nie daj się zwieść!
Zresztą, gdy opisywałeś ich (a szczególnie ojca) nastawienie do tych kwestii i sposób, w jaki byłeś traktowany, to "nóż się w kieszeni otwierał".  Bądź pewny swoich praw i nie "spuszczaj z tonu" :)

Żeby nie było niedomówień - wcale nie jestem zwolenniczką  pomagania dorosłym dzieciom ponad miarę, na zasadzie obowiązku. Wręcz przeciwnie. Jak ktoś nie ma chęci, to niech nie pomaga, ale pewne obowiązki wobec nie do końca jeszcze samodzielnych dzieci powinny zostać spełnione. I jeśli ktoś się decyduje na dziecko, to powinien się z tym liczyć.



Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-05-21, 18:41:26 »
Clint,

moja tesciowa dysponowala wg swojego uznania rzeczami mojego meza, jak byl dzieckiem, mowiac przy tym: " jak sobie kupisz to bedzie twoje" i rozdawala innym dzieciom np. jego zabawki ktore dostal wczesniej od kogos w prezencie. Dzieciak przychodzil ze szkoly, patrzy a na polce nie ma np. jego ulubionego resoraka.Mamusia wziela i dala synkowi swojej kolezanki. Moj maz jako dziecko nie mial praw zadnych do jakiejs swojej wlasnosci. Tu sytuacja juz dawno sie odwrocila, bo mamuska juz kilkakrotnie bylaby pod mostem gdyby nie syn. Mamuska rzadzi dalej i wszystkich "trzyma za jaja". Dlatego rozumiem tez Twoja zlosc i frustracje bo problem troche pokrewny jest.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-21, 18:23:11 »
Przeniosłem dyskusję o tym co się należy, a co się nie należy od rodziców do miejsca w którym będzie lepiej pasować :P

Ze mnie wylazło zaskakująco dużo gniewu, teraz jak się nieco uspokoiłem to widzę, że to głównie jest złość na rodziców za to, że wg nich mi się nigdy nic nie należało, do niczego nie miałem prawa, a jak tylko sytuacja się odwraca, to nagle im się coś należy i ja mam się martwić, dostosowywać i poświęcać. Złość o to, że ja muszę coś, czego oni nie musieli, bo się wykpili pozycją silniejszego.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-05-21, 18:20:51 »
Clint,

chyba tez przyznasz ze nie ma co dalej toczyc tej dyskusji :-) w kazdym razie zycze Ci zeby jak najlepiej Ci sie wiodlo :-) ze studiami, wkraczaniem w doroslosc i w ogole :-)

sei glücklich!

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-21, 17:43:45 »
Cytuj
I tak, i nie. Skoro powinnam, wiec czuje sie w pewien sposob zobowiazana
Ale to poczucie zobowiązania to już jest tylko wywałka. Prawdziwe zobowiązanie jest wtedy, kiedy jest "muszę". Przy nie wykonaniu tego, co się "powinno" nic się realnie nie dzieje, nie można wyciągnąć konsekwencji - jedynie grozi negatywna reakcja otoczenia, ale otoczeniem się nie trzeba przejmować.

Cytuj
ale to brzmi jak pretensja...
To jest pretensja, bo mi wywala :D

Cytuj
No prosze Cie. O wyciaganiu kasy przez rodzicow to ja Ci moge duuuzo opowiedziec...matka mojego meza non stop funduje synkowi niespodzianki ktore ida w setki euro a bywalo ze i w tysiace.( bo przeholowala z chlaniem )
Zawsze się trafi ktoś kto miał gorzej - nie interesuje mnie cudza zła karma.

Cytuj
Natomiast dolozenie sie do mieszkania W PRZYPADKU TAKIEJ POTRZEBY nie jest moim zdaniem wyciaganiem kasy
Nawet jeśli ta potrzeba zrodzi się tylko i wyłącznie z ich nieumiejętnego rozdysponowania pieniędzmi? Wybacz, ale dla mnie facet w zegarku za 2 tysiące nie jest przekonujący, gdy mówi o kłopotach finansowych.

Cytuj
Moze i prawo Ci to gwarantuje, ale....
zawsze mozesz studiowac zaocznie i sie utrzymywac samemu.
Wszystko można (choć akurat mojej specjalności nie ma na zaocznych, a kierunek sam w sobie mnie nie interesuje), ale to jeszcze nie znaczy że muszę czy chcę. Mam prawo do studiowania dziennie i zamierzam z tego prawa korzystać.

Cytuj
Powolywac sie na prawo? chyba musialabym nie miec swojej dumy.
Duma to jeden z najidiotyczniejszych wynalazków ludzkości - dla mnie to obce pojęcie.

Cytuj
Clint,
ja Cie nie chcialam wkurzyc. Lubie Cie.
Spoko, ja Cię nie traktuje jako powodu mojej złości - tym powodem jest mój emocjonalny stosunek do całej sprawy :)

Cytuj
Niewinnosc i pewnosc siebie? A gdzie duma?
Pozostanę przy niewinności i pewności siebie :)

Cytuj
A tu sobie zaprzeczasz:
"Nie wymagam i nie wymagałem nigdy niczego od nich"
kontra:
"Mogę jednak wymagać, aby mnie przez ten ostatni rok studiów utrzymywali"
"napisałem o moim wymaganiu co do tej jednej tylko rzeczy"
"mam prawo do pewnych wymagań "
No dobra, wcześniej dawałem się traktować jak nie mających żadnych praw śmieć, który nie zasługuje na nic i ma się cieszyć ochłapami, które łaskawie dostaje. Teraz jeszcze powymagam sobie ostatnią rzecz jaka mi się należy, a gdy skończę studia - niech sobie robią co chcą. Biorąc pod uwagę, że całe życie siedziałem cicho i dawałem się stłamsić - to to jedno wymaganie nie jest naprawdę niczym wielkim.

Cytuj
Mozna wkroczyc w doroslosc bez wsparcia rodzicow, uwierz mi.
Ale ja przecież cały czas pisze, że nie oczekuje na żadne wsparcie i jestem gotowy zając tym sam. Chcę tylko mieć możliwość spokojnego skończenia studiów.

Cytuj
A to nie jest Twoja sprawa co oni zrobili z pieniedzmi ktore sami zarobili.
Oczywiście że nie jest to moja sprawa. Tak samo nie będzie moją sprawą, że z tego powodu chcą ode mnie jakiś pieniędzy przed skończeniem studiów.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-05-21, 17:11:00 »
Clint, Clint, Clint!


Ja Ciebie nie oceniam, bron Boze. To ze tak sie wypowiedziales - miales swoje uczucia z tym zwiazane a moze i siegaly one znacznie glebiej. Z kolei mnie poruszyl Twoj post, bo tez dotknal we mnie jakiegos uczucia zwiazanego z obserwowaniem dzisiejszego swiata.

"Jest różnica między "powinno się", a "muszę".

I tak, i nie. Skoro powinnam, wiec czuje sie w pewien sposob zobowiazana. A to mnie wewnetrznie zmusza, czuje sie "zmuszona" przez okolicznosci, obowiazujace normy, tradycje, czy co tam jeszcze - wiec powinnam. W potocznym wyrazaniu sie moga to byc synonimy.


"Tak jak wcześniej nie mogłem liczyć na rodziców, bo nie chcieli dawać, to teraz nie mogę na nich liczyć, bo być może niedługo nie będą mieli możliwości cokolwiek dać."
ale to brzmi jak pretensja...

"Mam nadzieje, że ten ostatni rok studiów jakoś się sytuacja potoczy dobrze, aby nie było większych dram i wyciągania ode mnie kasy za mieszkanie u nich"

No prosze Cie. O wyciaganiu kasy przez rodzicow to ja Ci moge duuuzo opowiedziec...matka mojego meza non stop funduje synkowi niespodzianki ktore ida w setki euro a bywalo ze i w tysiace.( bo przeholowala z chlaniem )Natomiast dolozenie sie do mieszkania W PRZYPADKU TAKIEJ POTRZEBY nie jest moim zdaniem wyciaganiem kasy. To jest nawet w pewnym sensie dydaktyczne. Ale wiesz, z drugiej strony ja nie zyje w Twoim domu i w zasadzie nic nie wiem, wiec nie bierz tak do siebie wszystkiego co pisze. Po prostu widze jaka jest mlodziez dzisiaj, 10- letni syn mojej kolezanki zwyzywal ojca przy obiedzie,ze za malo zarabia przez co on (syn) nie ma tego co by chcial miec. Tatus nie reagowal, za to ja mialam ochote malego strzelic raz a porzadnie. Bezstresowe wychowanie, jego mac.

"Mogę jednak wymagać, aby mnie przez ten ostatni rok studiów utrzymywali i nie kazali się dopłacać do domu"
Moze i prawo Ci to gwarantuje, ale....
zawsze mozesz studiowac zaocznie i sie utrzymywac samemu.
Powolywac sie na prawo? chyba musialabym nie miec swojej dumy. Jak mnie by rodzice nie chcieli utrzymywac, to nie! laski bez! przynajmniej nic by mi potem nie wyrzygali
:-)

"Zabawnie mi wywaliło - napisałem o moim wymaganiu co do tej jednej tylko rzeczy i pojawia się cały wykład kreujący mnie na kompletnego nieroba, który tylko żąda i wymaga. Taka sama reakcja jaką zawsze dostawałem od tatusia i która mnie wciąż nieźle wkurza"
Clint,
ja Cie nie chcialam wkurzyc. Lubie Cie.

"Z lekka to mnie zniesmacza, że w momencie kiedy wkraczam w dorosłość i tak naprawdę powinienem być w tym momencie wspierany przez nich "
Mozna wkroczyc w doroslosc bez wsparcia rodzicow, uwierz mi. Pewnie ze wygodniej i przyjemniej jest miec to wsparcie. Spojrz na to z innej strony: jesli zajdzie koniecznosc, ze bedziesz musial poradzic sobie sam, nie bedziesz dumny z siebie? Nie urosniesz w sile? nawet jesli Cie to zmeczy... to nie jestes jeszcze starym dziadkiem, zregenerujesz sie :-)

"Koniec jednak tego dobrego - mam prawo do pewnych wymagań i nie będę dawał sobie wejść na poczucie winy oparte na przekłamanych wizjach. Jeśli dojdzie co do czego będzie mi potrzebne dużo poczucia niewinności i pewności siebie, żeby się nie dać złamać. Ja też mam swoje prawa."

Wow, wow, wow! Alez Cie wzielo.
 Niewinnosc i pewnosc siebie? A gdzie duma?

A tu sobie zaprzeczasz:
"Nie wymagam i nie wymagałem nigdy niczego od nich"
kontra:
"Mogę jednak wymagać, aby mnie przez ten ostatni rok studiów utrzymywali"
"napisałem o moim wymaganiu co do tej jednej tylko rzeczy"
"mam prawo do pewnych wymagań "

"Oni przez ostatnie kilka miesięcy przepieprzyli zupełnie niepotrzebnie więcej kasy niż potrzeba na moje roczne utrzymanie"
A to nie jest Twoja sprawa co oni zrobili z pieniedzmi ktore sami zarobili.
Jak bedziesz sam zarabial, tez nie bedziesz chcial aby komentowali na co i ile wydajesz SWOJE pieniadze. Czy nie?



 
 


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-21, 16:12:26 »
Jest różnica między "powinno się", a "muszę". Nie wymagam i nie wymagałem nigdy niczego od nich bo nigdy też nie miałem takiego prawa i przez całe życie na każdym kroku wysłuchiwałem, że NIC mi się nie należy.

Jeśli rodzice decydują się na dziecko, to jest pewien zakres rzeczy, które wobec tego dziecka muszą robić, takie które powinni oraz takie, które mogą. Według mnie pomoc w wystartowaniu w dorosłe życie, jest tym elementem, który powinno się robić, jeśli oczywiście są na to środki.

Ja od rodziców żadnej pomocy nie wymagam, nastawiłem się na samodzielną drogę i jestem gotowy nią kroczyć. Mogę jednak wymagać, aby mnie przez ten ostatni rok studiów utrzymywali i nie kazali się dopłacać do domu, ponieważ gwarantuje mi to samo prawo. Oni przez ostatnie kilka miesięcy przepieprzyli zupełnie niepotrzebnie więcej kasy niż potrzeba na moje roczne utrzymanie, więc nie widzę powodu, aby miało to wymaganie być nie w porządku wobec nich.

Zabawnie mi wywaliło - napisałem o moim wymaganiu co do tej jednej tylko rzeczy i pojawia się cały wykład kreujący mnie na kompletnego nieroba, który tylko żąda i wymaga. Taka sama reakcja jaką zawsze dostawałem od tatusia i która mnie wciąż nieźle wkurza.

Koniec jednak tego dobrego - mam prawo do pewnych wymagań i nie będę dawał sobie wejść na poczucie winy oparte na przekłamanych wizjach. Jeśli dojdzie co do czego będzie mi potrzebne dużo poczucia niewinności i pewności siebie, żeby się nie dać złamać. Ja też mam swoje prawa.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-05-21, 15:09:16 »
Ja przyjechalam do Niemiec z jedna walizka. Mialam takie cisnienie na wyjazd ze mialam juz spakowana walizke choc jeszcze nie wiedzialam dokad pojade i co bede robic. Walizka lezala przygotowana a ja chodzilam do lasu blagac o mozliwosc wyjazdu i zaklinac wszechswiat. Moja mama od wielu lat nie zyla, a moj ojciec jak zrobil obiad to jadl go sam - mnie nawet do stolu nie zaprosil. Nie dal mi ani zlotowki, nigdy i na nic. Jedzenie kupowal tylko dla siebie. Zeby miec na bilet i start w Niemczech robilam ankiety z ludzmi ktorych zaczepialam na ulicy. Tyle razy w wielu momentach musialam sie przelamac. Wyjechalam dosc szybko - wszechswiat zareagowal. Pracy nikt mi nie zalatwil, zrobilam to sama. Nikogo tu nie znalam. Kaleczylam jezyk jak nie wiem co, przez co wiele mozliwosci przeszlo mi kolo nosa. Ale czulam sie silna. Nigdy nie przyszlo mi nawet do glowy ze moglabym od kogos wymagac zeby mnie finansowal. Moze to dlatego ze pochodzilam z niezamoznej rodziny...wysylalam ojcu pieniadze, paczki na swieta szly tonami do PL. Jakaz bylam dumna. Nie mialam swiadczen, sobie nic nie kupowalam, meble mialam z ulicy. Ciuchy zreszta tez. Buty nawet. Jak pomysle gdzie bylam wtedy a gdzie jestem teraz...Jak obserwuje tych co przyjezdzaja do obcego kraju, ktorzy maja wylacznie wymagania...W ogole ludzie maja wylacznie wymagania. Ty masz, to ty mi DAJ. Niewazne ile cie to kosztowalo. Masz to daj, bo mi sie nalezy. Wysylalam ojcu pieniadze, cieszylam sie, jak kupil sobie za to plaszcz, czy nowy odkurzacz. Tylko byl zonk, jak przyjezdzalam do domu na pare dni. Nie bylo rozmowy o tym jak sobie radze. W ogole nie bylo rozmowy. Ja nie bylam wazna. Wazne byly pieniadze ktore dawalam. W koncu uslyszalam ze MUSZE dawac. No i wtedy przestalam bo poczulam ze tu nie o mnie chodzi tylko o pieniadze, czulam sie uprzedmiotowiona. Wlasciwie to malo kto we mnie wierzyl, patrzyli na mnie jak na krolika doswiadczalnego. Mowilam, ze jest ciezko, to kiwali glowami. Teraz jak mowie ze jest fajnie, ze pracuje 3 godziny dziennie, ze sporo podrozuje, to nie ma juz tylu oczu wpatrzonych we mnie jak w tamtych ciezkich czasach. Ja nie uwazam ze to cos zlego jak mozna uzyskac od kogos finansowe wsparcie. Nie cierpie tylko jak ktos stawia sprawe w ten sposob, ze POWINIEN dostac to wsparcie, na przyklad dziecko domaga sie wsparcia finansowego od rodzica. Masz dwie rece, nogi, glowe, to ich uzyj. W tej czy odwrotnej kolejnosci. Kazdy bedzie kiedys stary, bedzie mu sie gorzej myslalo, nie bedzie nadazal za swiatem, ktory idzie do przodu w ogromnym tempie. Nie ma nic zlego w pewnym spowolnieniu. Co w tym dziwnego ze ktos dalej mysli kategoriami sprzed 20 lat. Tacy sa ludzie.   

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-21, 10:20:45 »
Przeziębiłem się i trochę nie potrafię na ten temat myśleć, ale postaram się odpowiedzieć:
Cytuj
Swego czasu miałem dość wiele sesji w których przewijał mi się motyw, ze nie rozumiem dlaczego istnieje to co nieboskie, dlaczego ludzie w ogóle to wybierają, jaki w tym sens, po co to, itd.
Od dziecka miałem podobnie, tylko u mnie dotyczyło to wybierania ludzkich wymysłów (np filmów obyczajowych, plotek, wkurzania się na kogoś) zamiast tego co istnieje naprawdę. Czyli czemu ludzie mieli obsesję na punkcie ludzi.

Cytuj
A to właśnie te próby zrozumienia tego popieprzenia w bardzo dużym stopniu w nie wplątywały - coś co mogłoby by być neutralnym elementem tła, stawało się wrzodem na tyłku.
No, w końcu nauczyłem się to rozumieć. I nawet mogę obejrzeć jakiś taki film, ba, podyskutować o nim. Tylko to tak męczy i tyle energii wymaga...

W ogóle doszedłem do tego że coś od tych ludzi chcę. Że pewnie jak się z nimi dogadam, jak będę częścią grupy, to coś dostanę -- tylko mam takiego świra na tym punkcie, że nigdy bym się nie poczuł wystarczająco zaakceptowany, że zawsze potrzebował bym więcej.
No i -- że pewnie sam sobie mogę dać to co chcę, dokładniej to Bóg może mi to dać :) Tylko że nie czuję się w porządku z czuciem się samemu tak fajnie. Zawsze tak było, a przecież inni ludzie potrzebowali tylu innych rzeczy aby poczuć się fajnie, jak ja mam prawo czuć się super nie robiąc nic? ;)
No i wreszcie upartość, że pś nie popuści, że już dostanie od tych ludzi "to co ukrywają." No i wtedy ta złość, że jeszcze nic z tego ;)

<wiem że jeszcze dużo fajnych rzeczy napisaliście, i dziękuję :) teraz lekko rozgorączkowanym, więc nie odpiszę>

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2012-05-20, 13:42:44 »
Interesujący tytuł :)

Ja mam zdolność rozumienia innych tzn. potrafię zrozumieć ich sytuację, to co przeżywają, często tok myślenia.
Dla mnie stało się to przekleństwem, bo często przyjmowałam ich argumenty i rezygnowałam z siebie i swoich wartości.
Długo trwało zanim zrozumiałam, że to że kogoś rozumiem, nie oznacza, że zaraz muszę się z nim zgadzać i robić jak on chce. A teraz coraz rzadziej chce mi się kogokolwiek rozumieć (tzn. wchodzić w jego skórę).