Jolanta,
no Ciebie to ja naprawde podziwiam, bo uwazam ze masz charakter, ze potrafisz takie radykalne ciecia zrobic w realu a nie tylko o tym mowic, bo kobiety czesto boja sie ze sa za slabe, ze sobie nie poradza, i narzekaja, gorzknieja,a lata leca... A jak jest dziecko to tez juz odpowiedzialnosc inna...masz racje, lepiej jak dziecko rosnie w rodzinie w ktorej jest milosc niz by mialo chlonac zla atmosfere, czy jakies tam patologie.
"Co do wsparcia ze strony rodzicow- bylo i jest mi milo wspierac mame i brata (tato nie zyje), bo oni ciagle nas wspierali i jest to naturalne, choc nie musze.I mama nie wymaga- wrecz sie nieraz broni przed prezentami."
wierze Ci, to fajne uczucie moc komus cos dac, dawanie jest fajne. Twoja mama nieraz broni sie przed prezentami :-) moja tez taka byla :-) kochana bardzo. I strasznie zaluje ze jej juz nie ma bo bym ja rozpieszczala jak tylko bym mogla.
Jak dorastalam, a ona jeszcze zyla, to powiedzialam jej - nie wiem skad mi to w ogole wtedy przyszlo do glowy - ze bede pracowac w Niemczech i przysle jej moherkowy sweterek - bo bardzo o nim wtedy marzyla...niestety nie zdazylam.
Moj maz z kolei jest Polakiem, tez pracowal tu jak szczur na poczatku i swoje przeszedl..ale z matka jest bardzo zwiazany emocjonalnie, to sa skrajne uczucia, od nienawisci, az do checi dania gwiazdki z nieba. Ona mimo ze rzadzila sie jego rzeczami i wywierala presje, narzucala sie i kontrolowala nawet jak byl juz dorosly, to jednak jak przyszlo co do czego - potrafila sie za nim wstawic w szkole, albo jak cos zbroil,czy w czyms mu pomoc waznym, itd. ale wtedy jeszcze nie byla alkoholiczka, choc lubila wypic sobie i imprezy. Ona mu powtarza ze go kocha bardzo, wysciska go jak przyjedzie do PL. A za chwile zrobi cos co go obciazy finansowo i dla niej to oczywiste ze on zaplaci. Taka hustawka. Tu calus, a za chwile kop.Dla niej liczy sie tylko kasa. Czasem maz wysle jej jakies pieniadze to na drugi dzien ona juz jest ubzdryngolona. Wtedy on sie pieni, wyzywa, obiecuje sobie ze jej juz nic nie wysle, a za jakis czas serce mu zmieknie i znow to samo. Ona juz tyle razy zrobila go w jajo, tyle razy klamala, manipulowala. On to widzi tez i wie o tym, ze nie warto. Ale daje jej szanse wciaz od nowa. Ja swego czasu wrecz jej nienawidzilam, i chcialam wyleczyc sie z tej nienawisci ( bo mi tez nie raz dala popalic) i w sumie to nie wiem czy mi sie to tak calkiem udalo.W kazdym razie wspieram mojego meza w jego decyzjach odnosnie matki nawet jak mi sie nie podobaja bo np. uwazam ze ona na cos nie zasluguje. Ale siedze cicho bo nie chce jeszcze ja mu dokladac. Ja wiem ze on ja kocha, a ja staram sie ja akceptowac taka jaka jest( ale to od niedawna- dopiero kiedy zrozumialam ze sama sobie szkodze pielegnowaniem uraz). Raz przyjechala do nas na swieta. Postanowilam sobie ze bede bardzo mila dla niej, choc wtedy jej szczerze nienawidzilam. Ona ogolnie lubi walke, rywalizacje, takie klimaty. A tu zonk. Swieta byly nawet fajne. Duzo sie smialismy wszyscy razem. Odegralismy dobry teatr i wszyscy bylismy swiadomi!!! ze to jest teatr.Teraz od czasu do czasu nachodza mnie takie mysli pelne urazy w stosunku do niej , wtedy przekierowuje je tak: to jest jej karma, jej uczynki, mnie nic do tego, ja jestem czysta, wolna, nienaruszalna.
"Patrzac na ich rodzine i stosunki czuje smutek- moze cos mi sie uda dla nich zrobic mam juz pomysl- ale zycze sobie i im aby ich stosunki sie kiedys polepszyly

"
Jolka, jesli masz pomysl, to zycze zeby przyniosl sukces. Bo tam potrzeba uzdrowienia, tak jak miedzy moim mezem(jedynakiem) a jego matka.