Darek
Jasne, że nie chodzi o to, żeby tylko o rozwoju gadać, ale sorry - co ja mam powiedzieć, gdy rozpoczyna się wielka dyskusja o tym, które piwo lepsze? Czemu miałbym rozmawiać o piłce nożnej, skoro nigdy mnie to nie ciekawiło, a wręcz nudziło? Co mam dodać od siebie, gdy rozmowa dotyczy okolicznych klubów, a ja nie bywam w takich miejscach (nie wiem jak można się wytrzymać przy tak głośnej muzyce i ostro nieprzytomnym towarzystwie). Czy mam też udawać, że przeżywam emocjonalnie jakieś bzdury, które mnie nie ruszają w ogóle? (ktoś coś tam zrobił i wielki dramat).
Jedyne tematy, które się częściej powtarzają, a w których mam już coś do powiedzenia to te związane z samą uczelnią i tym co się na niej dzieje. To sprawia, że czuje się w takim towarzystwie jak ktoś kompletnie bezpłciowy, nieciekawy osobnik co w połączeniu z pozostałą jeszcze nieśmiałością tworzy smutny obraz. Momentami się czuje jak ta ofiara, jaką byłem dwa lata temu, choć na szczęście już bez większych emocji (bez panicznego lęku, dosrywania sobie za to, itd). Mam jeszcze opory przed odzywaniem się w większym towarzystwie (kilkanaście osób), bo czuje że nie warto, że i tak nikogo nie obchodzi to co chce powiedzieć, bo i tak nie mam nic ciekawego dla nich do zaoferowania.
W dodatku jak zwykle wszystko się układa tak, że lgną do mnie największe ochlejusy i najmniej ciekawe towarzystwo, trafiam z nimi do jednych grup projektowych, itd. Jest też kilka osób, którym dobrze z oczu patrzy, więc będę musiał się jakoś przebić do nich, choć boje się że dla nich też nie będę wystarczający interesujący. Eh, brakuje mi jeszcze wprawy w gadce-szmatce
