I tu mi przychodzi do głowy, że karma to jest takie usprawiedliwienie dla tego, ze nie podejmuję decyzji co wybieram i uznanie, ze mam taką moc, aby wybierać w każdej sekundzie swego życia co chcę, zeby było, działo się w moim zyciu, a co nie. Trochę takie wyjście z roli ofiary. Wybaczcie, ale takie luźne, bieżące przemyślenia sobie tu wrzucam.