Z tego, co widzę na poziomie dusz, zawsze jest współtworzenie. Czyli nie jest tak, że spotkało mnie coś nieprzyjemnego, choć na całym poziomie siebie tego nie chciałem. Zawsze jest jakieś "zaproszenie".
Zwalanie winy na coś, na kogoś, sprawia, że traci się świadomość swojego udziału w kreacji jakiejś sytuacji. Oddaje się swoją moc na coś z zewnątrz. Często wynika to z tego, że dusza nie chce się przyznać do zła, które sama czyniła, więc obwinia kogoś innego, przenosząc jak iluzjonista uwagę.
Nikt nie może komuś zrobić krzywdy, jeżeli ktoś nie będzie miał "zaproszenia" na poziomie duszy.
Fakt, z tego, co widzę, jakaś dusza może zaatakować poprzez dziury, czy traumy w innej duszy. Np. jeżeli dusza odrzuca miłość, pojawiają się takie, które będą jej to odbierać. Ale, taka dusza na jakimś poziomie nie chciała tej miłości, więc lustro to pokaże: ktoś się pojawi, kto tę miłość zabierze, kto tę miłość zniszczy itd..
W ogóle zwalanie winy na kogoś, to bazuje na odrzucaniu w sobie mocy, odpowiedzialności - to nie ja robię, to on, on jest winny itd., ja jestem niewinny.
Często istnieje też mechanizm u dusz, jak napisałem powyżej, że sama wchodzi w substytut dobra, bycia dobrą itd., często kiedy kiedyś sama bardzo krzywdziła i czyniła źle, żeby wyprzeć to ze swojej świadomości, i często zaczyna obwiniać innych. To inni są źli, ja jestem dobra, przecież dobrze czynię itd. Takie ogłupianie samej siebie, okłamywanie samej siebie.
Nawet Szatan ma duszę. Zbuntowaną silnie przeciw boskości itd., ale ma.
Dusze nie są takie święte. Czyniły różne zło. A teraz często te, które najbardziej krzywdziły kiedyś próbują udawać "aniołków", świętych. Zajmują się duchowością itd., robią dobre rzeczy, często za darmo, odpokutowują.
Wszystko jednak - tak uważam - wynika, to błądzenie u dusz z nieświadomości, jaka jest prawda, z nieświadomości swojej prawdy, z życia w kłamstwie i podejmowaniu decyzji na tym bazujących.
Jak czasami ktoś mi wysyła zdjęcia do wglądów to od razu widzę, jak za uśmiechem, miną miłości i dobra, schowane są różne tożsamości duszy, które nazywam diabełkami. Dusze to ukrywają, często wybierają sobie właściwe do tego dobre, miłe osobowości, tak, żeby nikt nie dowiedział się, co tam w duszy jest.
Tak to na dzień dzisiejszy widzę.