Zgadza się, boli. Ale często tak trudno odnaleźć, co naprawdę boli? Co jest powodem bólu?
Mnie ostatnio wreszcie się ukazało,że mnie bolało, iż inni, tacy ważni, "wybrani", tacy mądrzy, tacy wartościowi, nie mogą, nie potrafią, nie dają rady. A ja.... "takie nic" i daję radę.
Było mi z tego powodu bardzo, bardzo przykro poprzez tysiące lat i żeby nie sprawiać jeszcze wiekszej przykrości moim Mistrzom i Awatarom, wyrzekłam się mocy duchowych, których oni nie mieli. Załozyłem sobie bardzo bolesne ograniczenia. A na dodatek to wszystko było podszyte zapewnieniami moich guru, że najwazniejsze to rozwijać skromność i zwalczać ego. Siddhis wg nich to były tylko owoce rozdętego ego. Od kiedy więc przyjąłem tę tezę, dodatkowo walczyłem ze swymi mocami duchowymi i tłamsiłem je w sobie coraz bardziej. Jak mi kilka dni temu puściła część ograniczeń, to od razu przyspieszyły się procesy wypalania węzłów karmicznych w kilku tematach.
No a dziś werszcie puściły mi ograniczenia,żeby nie sprawiać przykrości moim guru.
Jestem bezpieczny i w porządku, gdy mnie doskonale coś wychodzi, podczas gdy inni partaczą.
Jeszcze troche czasu,żeby to ugruntować, bo czuje, że temat z gatunku cięzkich.