Dzisiaj mi wyszła bardzo ciekawa rzecz związana z upadkiem świadomości.
Modliłem się i wypełniałem miłością, aż w pewnym momencie poczułem że wkładam za dużo wysiłku w to i robię to nieco na siłę. Skierowałem więc uwagę na to i przypomniałem sobie jak to po upadku nie mogąc wrócić, zacząłem wkładać ogromny i rozpaczliwy wysiłek w to, aby wypełnić się miłością i móc wrócić. Oczywiście im bardziej się wysilałem tym bardziej się odcinałem od miłości, ale wtedy tego nie wiedziałem. I tak do dziś wyglądała sytuacja - nawet w tym życiu próbowałem ogromnym wysiłkiem stworzyć związek i nic z tego nie wychodziło. Rozpaczliwa i pozbawiona sensu walka.
W każdym razie puściłem ten wysiłek i poczułem się bardzo dziwnie. Poczułem ogromny spokój, ulgę i takie dziwne uczucie że wróciłem. Poczułem się jakbym wrócił do świata miłości z którego pochodzimy, jednocześnie pozostając tutaj - co zresztą nie jest niczym dziwnym, bo to są wzajemnie przenikające się płaszczyzny. To spora ulga dla mojej pś, która już nie musi się wysilać ucieczką z materii

No i muszę przyznać, że to dla mnie zaskoczenie, bo nie spodziewałem się takiego powrotu

I teraz dopiero rozumiem inspiracje od WJ sprzed dwóch miesięcy - że w temacie związku mam przestać się wysilać z tym kreowaniem i po prostu skupić na przyjmowaniu
