Tak sobie pomyślałam o przeszłości, Karina, i niedalekiej przeszłości [ bo wiele zmian we mnie jest dość świeżych], że ja od zawsze miałam w sobie wyrobione pewne kanały dostępu informacji, szybko odświeżyłam w tym życiu swoja intuicję, to co rozwijałam w poprzednich zyciach w temacie rozwoju duchowego. Ale:) to wszystko szło przez obciążenia, i każde moje stwierdzenie,nawet jeśli dość czyste w samej informacji- szło wraz z tym obciążeniem, te obciążenia były z wątku tzw przedwiecznych, doprowadzenia mnie przez nich do parteru by zrobić ze mnie finalnie Archa. Moje centrum duszy, czyli to co jest w okolicach serca, pod obojczykiem - miało i jeszcze ma lęki z tamtego okresu, traumy, potwierdzane dodatkowo w dzieciństwie, a przez takie energie, jesli idzie nawet najczystrze uświadomienie- to jest one dla innych po prostu nieprzyjemne, pretensjonalne i czuć ze idą za tym lęki i niska samoocena. I to silne lęki bo wywołane szokiem.
Teraz gdy pracuję nad gruntowaniem swojej samooceny, bezpieczeństwa na poziomie rdzenia duszy, na poziomie starych emocji w okolicy serca- łatwiej mi o bezinteresowność. Bo im mniej lęków, tym więcej łagodności i miłości. Bo im wolniejsza dusza tym bezpieczniej może wyrazić swój "dorobek". Im więcej tych dobroci, tym coraz więcej mądrości i wglądów. Im bardziej rozwija się bezinteresowność tym większa świadomość. Bo świadomość poszerza się gdy nie jest ona wykorzystywana wbrew innym a na porzytek własnego ego, tylko dla dobra innych, ale głównie dla jednoczenia się ze sobą, z Bogiem, ze światłem, z przyjmowaniem tego czym jest Bóg, absolut, jakkolwiek to ludzie nazywają.