Asiu, z tym astralem itp to jest gruba rzecz i nie czuje sie chyba na silach, zeby w ogole chciec w to wchodzic opisujac. Uwazam, ze skoro to jest, to jakby nie bylo idealne, jest to potrzebne, jako jakis etap - ktory jednak wraz z dojrzewaniem kiedys sie przekroczy. Myslalam troche o tym jakis czas temu, czasem mnie kusilo, zeby moze cos napisac od siebie, ale poczulam, ze skoro nie jestem wewnatrz tego 'programu' to moze nie powinnam interferowac w sprawy tych, ktorzy sa gdzie indziej niz ja. Podobnie bylo z tematem aya, mimo, ze doceniam co do mnie z nia przyszlo i uwazam, ze byc moze jest tu kilka osob, ktore rowniez moglyby skorzystac, to nie zamierzalam otwierac watku ze wzgledu na hmm pewien rodzaj odpowiedzialonosci w stosunku do tych, ktorzy sa niegotowi, a moze tak wymeczeni swoja karma, ze szukaliby drogi na skroty, obojetnie jakiej, byle dzialalo. A to nie o to chodzi.
Co ja widze w tych reakcjach tutaj to taka cudowa 'bute', i rozpoznaje ja, bo sama kiedys tam bylam, ciagle bywam, to jest zamkniecie swiadomosci i dzialanie z ego. Widze tez pewna tendencje, ktora nie wiem czy uda mi sie opisac tak jak to czuje, ale sprobuje. Chodzi o dzialanie z poziomu sredniego ja, ktore mowi WJa co robic, juz kiedys o tym wspominalam, nadal mi sie ten temat krystalizuje, widac wazny dla mnie. To jest dzialanie z leku, brak akceptacji tego co jest. W religii mowilo sie o tym 'jak trwoga to do Boga', tutaj to przybiera to subtelniejszy wydzwiek, ale schemat jest ten sam, a u jego podstaw lezy lek. Leszek czesto powtarza, ze zeby cos zmienic trzeba najpierw to zaakceptowac, ale widac, ze ten etap sie jakos omija. Trzeba wejsc w to co jest, realnie to zobaczyc. Przytomnie, nie znieczulac sie, dac sobie czas i przestrzen na to by zadzialaly wyzsze energie, a nie manipulowac rzeczywistoscia, by sie cos juz teraz natychmiast zdarzylo. Dobrze jest pielegnowac w sobie ufnosc, cierpliwosc. Warto sobie uswiadomic ile razy zaczynaliscie cos afirmowac albo pracowac z dekretami glownie z poczucia braku?
Jednym z takich cudowych slow - kluczy jest 'korzystne'. I fajnie jesli ta korzystnosc przychodzi z gory jako zrodla inspiracji, niefajnie jesli srednie ja ocenia co jest, a co nie jest korzystne. Trzeba patrzec szerzej niz przez pryzmat chwilowych niedogodnosci. Jednakze dla osob, ktore do tej pory byly szargane wywalankami z nizszego ja (a jest tutaj takich troche) wspiecie sie na poziom dzialania ze sredniego jest postepem. Pozniej idzie sie poza to, przekracza kolejny etap. Dlatego ja nie widze za bardzo sensu w wydawaniu opinii i zazwyczaj trzymam jezyk za zebami, bo moja sciezka jest inna. I, tak na marginesie, dlatego pomyslalam o tym cudowym blogu, gdzie moznaby sie dzielic swoimi wgladami, bez udzielania rad, zagladalby ten kto chce, kiedy chce.
Wygodnie jest chowac sie za tym co dane srodowisko wypracowalo, ale trzeba pamietac, ze bez wzgledu na to jak bardzo dane nauki nie byly oswiecajace, maja sens tylko do momentu, gdy staje sie samotnie twarza w twarz z tym co jest. Bez oceniania. Bez proby zmiany tego. Tam dopiero jest spokoj. I tam wlasnie zabija sie tego Budde ktorego sie spotkalo i idzie sie dalej. Kazde uswiadomienie jest koncem procesu, za nim jest Nowe. I dopoki nie mamy spokoju w sobie nt tego nieznanego to nasza praca nie jest skonczona. Grupa, jakkolwiek by nie byla inspirujaca na danym etapie utrwala schemat, ulatwia jedno, a utrudnia drugie.
Ale juz mi sie nie chce chyba pisac wiecej, sobota mi ucieka
PS: Mirek, fajne z tym przekazem.