Zgadzam się z tym co pisze Olga. Od siebie dodam, że nie wszyscy ludzie, ale zapewne spora część wchodzi w takie rzeczy szukając drogi na skróty. No bo to się wydaje takie łatwe i piękne - wypić sobie coś, przetrwać ostre przeczyszczenie i być czyściutkim.
Tak jakby rozwój polegał tylko na tym, że się wywala z siebie syfy. Dużo ludzi w rozwoju podchodzi do siebie tak mechanicznie - coś się wywala, coś się wpuszcza i jest. A przecież zdrowy i pełny rozwój duchowy to przede wszystkim poznawanie siebie, nawiązywanie kontaktu z własnym wnętrzem, ocieplanie relacji z sobą, odkrywanie swoich możliwości, doświadczanie i wypróbowywanie tego wszystkiego w praktyce, itd. To nie jest zwyczajne wywalenie jednego, żeby zastąpić to drugim. Jak ktoś tak myśli, to ja się nie dziwie że potem przychodzą do głowy pomysły, żeby sobie odblokowywać naturalne bariery ochronne umysłu w imię przyspieszonego oczyszczania - gdzie w tym cierpliwość i szacunek do siebie?
Ja wolę żeby dane obciążenia wychodziły ze mnie w odpowiednim dla nich czasie, żeby to był wynik wzrastającej miłości do siebie i zmian w świadomości, a nie mechaniczne przeczyszczenie. I mimo, że nie boję się swoich emocji, bo tyle już przeszedłem skrajnych stanów emocjonalnych, że wiem że byłbym w stanie poradzić sobie z tak intensywnym czyszczeniem, ale nie chce tego robić. Nie widzę w tym nawet sensu - bo to tak jakby kończyć w trybie przyspieszonym szkołę, tylko po to, aby zdobyć ten tytuł naukowy. No i niby na końcu się ma ten papierek, tylko co z tego skoro nie wyniosło się zbyt wiele z nauki? Ja wolę wszystko przerabiać porządnie w swoim czasie i mieć pewność, że zostanie zrozumiane i uświadomione to, co powinno być zrozumiane i uświadomione.
No bo to jest tak jak przy naszej medycynie - uzdrawia się objawy choroby i człowiek się potem czuje lepiej, bo nie ma tych objawów. Rzecz w tym, że wciąż są nieuzdrowione przyczyny i one siedzą i jeszcze dadzą o sobie znać. Myślę, że tutaj jest podobnie - takie przeczyszczenie daje dużą ulgę i na pewno człowiek jest w stanie się czuć dużo lepiej bez tego bagażu, ale co z tego skoro intencje się zbyt mocno nie zmienią (no wiadomo, że coś tam się pewnie i uświadomi i zmieni, ale to raczej niewiele) i to jest tylko kwestia czasu, aż to wszystko się odnowi.
Zresztą to standard, że większość ludzi woli pić magiczne napoje niż na spokojnie uczyć się jak po prostu kochać siebie i dawać sobie tą miłość, która przeczyszcza przecież z dużo większą mocą, ale też łagodnością i subtelnością niż takie bajery. Warto zaakceptować swoje tempo zmian i oczyszczania zamiast na siłę wymuszać jego przyspieszenie.