Z serii swobodne przemyślenia Clinta:
Sporego kopa w uzdrawianiu relacji z samym sobą i Bogiem daje podejście, które nazywam "celebracją i akceptacją rzeczywistości, yey!" - w skrócie CIARY. Nazwa jest taka, bo od praktykowania tego podejścia powinny Was przejść ciary po Sushumnie z wrażenia.

Krokiem pierwszym jest akceptacja. Jesteś tutaj i teraz. Ciężko pracujesz na swój wymarzony związek, na uwierzenie we własną moc, osiągnięcie bogactwa, zrezygnowanie z negatywnych nawyków lub cokolwiek innego. Chciałbyś mieć to wszystko już teraz, w tej chwili, ale wiesz że to niemożliwe. Jak się z tym czujesz? Czy jest Ci źle, smutno, czy czujesz gniew lub żal do siebie za błędy przeszłości? Dobrze wiesz, że sam się wpakowałeś w swoje ograniczenia, że jesteś ich głównym sponsorem. Twoje decyzje doprowadziły do tego, gdzie jesteś i jak jesteś. Całe lata pracy będą potrzebne aby dojść do tego i tamtego. I co robić w międzyczasie, kiedy jeszcze pracujesz, kiedy jeszcze nie osiągnąłeś tego i tamtego?
Uśmiechnij się do siebie. Uśmiechnij się do siebie popełniającego te wszystkiego błędy. Nie traktuj ich śmiertelnie poważnie. Powiedzmy, że zaprzepaściłeś najlepszy związek swojego istnienia, znienawidziłeś siebie i Boga, zacząłeś się oszukiwać, zaślepiać emocjami, poczułeś ból utraty, nienawiść, żądze i strach, zacząłeś upadać na samo dno, zabijając, ćpając, niszcząc i dając lekcje Lucyferowi z bycia złym badassem. Wyrządziłeś sobie całe mnóstwo krzywdy. No i co teraz chcesz z tym zrobić? Chcesz się krzywdzić dalej przez kary, pokuty, obwiniane, żale, pretensje, gniew i nieakceptacje? Daj sobie spokój. To wszystko to tylko przedłużenie tego co było wcześniej, mające tylko inną formę. W każdej chwili możesz zaakceptować i pokochać siebie takim jakim jesteś, razem z tym całym bagażem. To nie jest żaden wysiłek, a wręcz przeciwnie - to jest zwykłe odpuszczenie. Jak możesz twierdzić, że potrafisz dźwigać na sobie 5 ton kamieni, a zwykłe zrzucenie ich jest już za dużym wysiłkiem? Miej do siebie na tyle szacunku, żeby się tak bezczelnie nie oszukiwać. Akceptuj to co jest, niezależnie od tego jakie by nie było. Akceptacja to nie jest poddanie się, ani bierność. Akceptacja to przepełniona spokojem świadomość odpowiedzialności za siebie, poczucie sensu i działania doskonałych mechanizmów wszechświata.
Krok drugi to radosna celebracja - siebie, życia i Boga.
Jesteś tak kochaną i wspaniałą istotką, że nie ma słów które potrafiłyby to oddać. Przytul mocno tego niewinnego aniołka, powiedz mu jak bardzo go kochasz i wspierasz. Bądź po jego stronie, bo tylko on jest w Tobie prawdziwy - nie wspieraj urojeń, nie czyń ich ważniejszymi od tego czym jesteś naprawdę.
Pozwól sobie także na czerpanie pełnej radości z każdej chwili swojego życia. Bądź świadomy i koncentruj się na Boskich cechach przy codziennych czynnościach. Kiedy smarujesz chleb masłem to niech to nie będzie mechaniczna czynność podczas której nawet nie jesteś obecny myślami. Przygotowuj ten posiłek dla siebie z miłością, czuj wdzięczność za to że sprawiasz sobie radość dobrym posiłkiem, ciesz się przyjemnością swobodnie wdychanego powietrza, zerknij sobie przez okno ciesząc oczy pięknymi drzewami. Pozwól sobie czuć błogość z samego istnienia. Obserwuj otoczenie z radością, tam wszędzie są przejawy Boga. Uśmiechaj się widząc cudze szczęście i poczuj wdzięczność za to, że jest ono tak wspaniałe i bezwarunkowo dostępne. Obdarzaj się nim. Szczodrze.
