Black Rose
No właśnie. Tylko nie jestem pewna, czy to jest jego karmiczna intencja wobec mnie konkretnie, bo on tak się podobnie zachowuje wobec innych ludzi. I w sumie każdego to wkurza. Nie dotyczy to tylko mnie. Myślę, że on ma takie intencje wobec siebie i wobec życia. I chyba nie ma intencji rozwoju i zmiany. A ja mam już dość roli ofiary, kogoś komu się ciągle dowala i uprzykrza życie. Wszyscy w otoczeniu: ja , jego tata, ciocia, dziadkowie robią dla niego wiele miłych rzeczy, fundują wakacje, dają kasę, zabierają na wycieczki, a on ludziom dowala. Najchętniej by siedział przy komputerze i telewizorze cały dzień, a jak go wyciągniemy gdzieś( w jego odczuciu zmusimy) na wycieczkę, gdzie jest masa atrakcji i on nawet się dobrze bawi, to potem się mści, potrafi całkiem długo i wytrwale, to jest chyba jeden z jego sposobów dobrej zabawy. Do dzieci nie pójdzie się bawić bo się boi...a jak już pójdzie to kreuje faktycznie jakieś walki, ataki, albo jego atakują, albo on się wyżywa na tych, co są pokojowo nastawieni. Rzadko jest tak, by się z kimś harmonijnie pobawił. I tak w kółko.
Nawet zwykłe codzienne mycie zębów jest ciężkie, bo trzeba go zmuszać, a potem znów ma powód by się mścić. Problem jest z myciem, sprzątaniem, jedzeniem. A to niby rodzice są odpowiedzialni...potem to ja muszę z nim jeździć po szpitalach, lekarzach. Nawet zaprosić nikogo nie mogę, gdy jest ze mną, bo nie można pogadać, takie jazdy zaczyna robić i przeszkadzać, że nie da rady, w krótkim czasie wszyscy mają dość tego spotkania. Nie mówiąc już o ciągłych wyzwiskach, jazdach, pretensjonalnym nastawieniu. No i jak zaczęłam się bardziej otwierać na wspólne spędzanie czasu, to też się okazało, że to co ja bym chciała z nim porobić to on akurat nie chce. Jak ja jedno, to on zupełnie coś innego.
Ostatnio powiedział mojej siostrze, że lubi dowalać mamie0_O
Spijam śmietankę tych jego intencji. I mam już serdecznie dość. Wcześniej myślałam, że ja nie chcę mieć dzieci, ale już jest więc muszę się poświęcić, choć tego nie cierpię. Ale co zrobić. Teraz coraz bardziej widzę, że to chodzi o jego intencje. O tą konkretnie osobę, choć nie wiem czy chciałabym dziecko jakiekolwiek inne, karmę rodzica mam juz niby na 100. Może to dlatego. Jeszcze uzdrawiam różne elementy u siebie i też nie jest do końca czysto, ale to bardziej właśnie taka odpowiedzialność, czy to, że dziecko mnie ogranicza. Nie wiem czy jest możliwe mieć dziecko i nie czuć się ograniczonym, nie ponosić skutków jego intencji. Albo czy można mieć dziecko z tak czystymi intencjami, harmonizujące, że jest fajnie.
Czy może uzdrowiony w pełni temat zakłada, że człowiek sobie uświadamia, że bycie rodzicem jest do bani i nie można w tym się spełnić, być szczęśliwym, w harmonii i uzdrowienie polega na pozbyciu się złudzeń. Może bycie rodzicem zawsze wiąże się z tym współuzależnieniem, bo to taka już rola i na tym polega.