Dziś sobie uświadomiłam w sesji, jak bardzo pś chce budować siebie, na bazie indywidualizacji. I co ciekawe, odkryłam, ze chcialam być super oryginalną i wyindywidualizowaną istotą z pośród innych indywidualizujących. Aby to osiągnąć pakowałam w siebie masę sprzeczności. Żebym gdziekolwiek się pojawię była bardziej wyjątkowa i niepowtarzalna od innych aniołków.
Więc gdy trafiałam na magów, nie chciałam być do końca jednym z nich, bo to by było za proste, chciałam wtedy przejawiać więcej swojej Boskiej natury, co było inne w porównaniu z otoczeniem. I odwrotnie, w każdych klimatach chciałam być inna. To powodowało, że w końcu zaczęłam czuć, że wszędzie jestem niedopasowana, ale jakie poczucie wewnętrznej satysfakcji miałam;) Niestety była to dość smutna satysfakcja. Do tego gdzieś zrodziło się we mnie przekonanie, że w ten sposób, nie ulegając do konca jakiemuś trendowi, czy strukturze ja zachowuję siebie. Byłam wtedy z siebie dumna;)
Teraz w sesji poczułam strach, że to utracę, a wtedy będę nikim, nieatrakcyjna dla nikogo i nudna. Bo tak właśnie kojarzę się sobie, bez nakładek indywidualizacji.
Do tego był silny lęk, że przestanę być wartościowa i atrakcyjna dla bliskich mi aniołków.
Na szczęście uświadomiłam sobie, że podtrzymując swoją indywidualizację, nadal jestem dla nich nie atrakcyjna i nie pasująca i nigdy nie będę, bo taki był cel od samego początku, choć nie było świadomości dalszych konsekwencji. Odpuściły mi też jazdy z zazdrością, gdy bliski aniołek wybierał inne anielice, bo one miały coś jeszcze innego niż ja, niby coś ekstra Boskiego. Tak na prawdę to wcale nie chodziło o to co realnie Boskie( jak mi wmawiano), tylko drugi białoastralny biegun, energie, które gwarantowały, że do prawdziwej miłości, harmonii i Boga sie nie wróci.
Gdy ja chciałam wracać do Boga, to byłam odrzucana, choć tak na prawdę nigdy nie było dotychczas sytuacji bym chciala realnie wracać, na czystych intencjach, bo były to koncepcje powrotu wg białych lub czarnych pomysłów.