Clint

Powodzenia w uzdrawianiu.
Z moich obserwacji widzę, że z pracą jest tak, że pewnych rzeczy nie widać, mam na myśli wzorce. Do momentu gdy nie zacznie się działać w temacie. Dopiero pojawiają się sytuacje które rożne nasze braki obnażają. Do tej pory spały sobie spokojnie, a my nie mieliśmy o nich pojęcia.
Ja mam tak, że co jakiś czas znajduję dość sprawnie pracę, gdy tego faktycznie chcę. Czasem nawet mam więcej niż jedna opcja do wyboru.
I wywala, oj wywala niestety. Ja to uzdrawiam, a wtedy tracę tą pracę. Najpierw sobie myślę, że szkoda, bo cześć tego co tam było było fajne, mam tam jakieś poczucie straty, zastanawiałam się nawet czy to czasem nie ja sprowokowałam i czegoś cennego przez to nie straciłam.
Ale po pewnym czasie okazuje się, że zupełnie nie. Ostatnio po moim odejściu, okazało się, że sytuacja w samej pracy znacznie się zmieniła na dużo gorszą. Np moja kierowniczka (prawie połówka) zaczęła bardziej szaleć i atakować pracowników( o czym sama mi nawet powiedziała, zagadując do mnie po jakimś czasie), poszła w jeszcze "mroczniejszą" stronę, a ja w zupełnie przeciwnym kierunku. Poza tym okazało się, że dziewczyny zaczęły pracować po 13 godzin dziennie, czasem po kilka dni z rzędu, gdzie wcześniej było ustalone 8 godzin. Ja już bym na takie coś na pewno nie poszła. Wygląda to tak, że wyciągnęłam z tej pracy to co dla mnie było dobre, uzdrowiłam to co było do uzdrowienie i odpadłam.
I tak co nowa praca, okazuje się dużo lepsza, ale też nie doskonała. Jest dokładanie taka na miarę moich obciążeń i tego co przepracowane. A ja tak sobie uzdrawiam stopniowo. Nie idzie to może w bardzo szybkim tempie, ale nie skupiam się w swoim rozwoju tylko na tym temacie, ale ogólnie na różnych rzeczach, które akurat się pojawiają.
Tak mam akurat, że pracuję nad wieloma tematami równolegle.