Clint
jak to mówią: ciasny ale własny;)
No u mnie temat przyjemności w pracy, czy w ogóle wypłynął. Czuję zakazy by czuć radość i przyjemność bo...to strata czasu. Nie mogę sobie pozwolić na to, muszę "dać radę", wypełniać obowiązki, walczyć o byt, o lepsze materialnie warunki.
Czuję się po kilku miesiącach baaardzo zmęczona. Dopadły mnie jakieś takie wzorce ciężkości, nieprzytomności, trans zmęczenia, ból ciała.
A co ciekawe( bo nigdy tego nie miałam) niechęć do życia, takie zmęczenie życiem, ból istnienia.
Jedyna moja przyjemność, choć tak w sumie nie powinnam tego nazwać, bardziej zadowolenie, że udaje mi się, daje radę, jestem dość dobra, ogarniam swoją rzeczywistość, jestem odpowiedzialna,
zorganizowana, jak coś sobie wyznaczę jako cel to to osiągam, no i jestem wytrwała w swoich dążeniach. Ale cena jaką za to płacę jest bardzo wysoka.
Poczułam, że rozumiem ludzi, którzy po kilkunastu, czasem po kilkudziesięciu latach życia w taki sposób, użerania się z materią( ja i tak mam całkiem nieźle uważam poukładane w pś i ogólnie otoczeniu, w porównaniu do przeciętnego obywatela) chcą chorować i umierać.
Moja pś uważa, że trzeba się zajmować konstruktywnymi działaniami, które mają na celu zabezpieczyć i poprawić jakość materialnego życia. Materia i tylko tyle. Przyjemność, zabawa, radość
to strata cennego czasu. Żygać się chce.
Tak mi wywaliło własnie po medytce Leszka na przyjemność, po kilku razach odsłuchania.
No i afki na harmonie i milosc zrobiły swoje;)
Przy okazji sobie uświadomiłam co dla mnie może być spełnieniem, przynajmniej część aspektów, różnych dziedzin. I boje sie ze troche późno na to, albo że zycia mi nie starczy. Dużo mam talentów, boje się coś zaangażować bardziej, że stracę tą resztę. A muszę się zaangażowac by być w czymś naprawdę dobra, zarabiać na tym.
Poza tym mam takie talenty zainteresowania, że powinnam być jakąś znaną piosenkarką, tancerką, artystką, czy kimś takim, a najlepiej wszystko na raz:P a nie pracować na etacie.
Tylko samoocena mi na to nie pozwoliła. A miałam taką opcję drogi zycia i się nie zdecydowałam.
Nie wiem dlaczego, czy może być tak, że to niska samoocena, czy karma "nie pozwoliła"?
Albo coś/ktoś mnie przyciągnął tutaj do Polski by być zwykłym szarym ludkiem i rozwijać sie duchowo:P
Czuje że moja dusza chce się spełniać przez sztukę, śpiew, taniec, modeling(?!), no i jakieś tam uzdrawianie duchowe. W taki sposób siebie przejawiać. A moja samoocena jest tak od tego odbiegająca, że czuję że jestem totalnie w lesie. Moje wzorce zupełnie w inną stronę mnie kierują.