No właśnie Inga, chodziło mi o te mózgi. One mają różne nastawienia. Jak się z nimi wchodzi w kontakt to dostrzega się że zachowują się jak odrębne osoby. Np. wiecznie zestresowany u mnie mózg brzucha czuł się samotny, nieszczęśliwy i przestraszony. Mózg splotu natomiast czuł żal wobec mózgu brzucha ale był mniej zestresowany. Mózg 3 oka był u mnie znowu arogancki i pewny siebie.
I jak tak spacerowałem sobie świadomością po tych różnych mózgach w swoim ciele to zauważyłem że dotąd utożsamiałem się ze świadomością w głowie na wysokości oczu. A gdy przeniosłem się świadomością do np. splotu to myślałem całkowicie innaczej i innaczej patrzyłem na świat. Coś jak bym zmieniał tryb i patrzał na świat przez inny pryzmat. Wtedy to mnie zaskoczyło i zapytałem terapeute - to kim ja właściwie jestem ? hehe a on na to = no właśnie dobre pytanie

Czyli jestem świadomością
Ogólnie praca za pomocą WHH jest taka specyficzna. Ja miałem bardzo duzo oporów bo podejście w tej metodzie było dla mnie totalną abstrakcją. Mój umysł chciał ogarnąć jak to działa połączyć to z tym co do tej pory wiedziałem na temat uzdrawiania życia za pomocą innych metod. Szukałem jakiegoś schematu, powiązania do struktury pracy nad sobą jak np. dochodzenie do przyczyn problemu, zgłebianie coraz głębszych warstw i uwalnianie a w WHH nie ma czegoś takiego. To całkowicie różny sposób pracy który ciężko przełknąć jak ktoś jest przywiązany do takich umysłowych rozkminek i analiz jak ja.
Np. w jednym ćwiczeniu wyobrażałem sobie scene gdzie każdy mózg ciała musiałem zwizualizować sobie jako osobę która tam stoi na tej scenie, widzieć jej wyraz twarzy lub chociaż czuć energie. Najlepiej było wyobrazić sobie to jak najdokładniej. I każdy kolejno mózg konfrontowałem z innym żeby odczuć jakie emocje się między nimi rozgrywają.
Takie troche głupie to jest i umysł często się buntuje. Ja byłem bardzo niechętnie nastawiony do tej metody bo właśnie było sporo takich irracjonalnych elementów, dziwacznych ćwiczeń i niewierzyłem poprostu że to działa.
Być może ta metoda poprostu nie jest dla mnie. W każdym razie wizualizować troche trzeba umieć.
Jedno ćwiczenie które mi średnio wychodziło to było to zatapienie się w słońcu.
Nie pemiętam początku tego ćwiczenia ale było takie coś że pakowało się do pudełka różne aspekty których się nieakceptuje i jakieś inne rzeczy których się np. obawialiśmy lub mieliśmy do niech stosunek. O ! właśnie, pakowało się rzeczy do których miało się jakiś spaczony stosunek emocjonalny. Bo to ćwiczenie wogule polegało na tym żeby zmienić nastawienie do pewnych spraw, zmienić swój stosunek np. do kobiet czy do innych rzeczy.
Ja np. pakowałem do pudełka damską rękę

z pomalowanymi paznokciami co symbolizowało taką kobiecą arogancję i odrzucenie ze strony kobiet którego się bałem. Pakowałem tą ręke do pudełka, jak również swój wstyd który też przybrał w tym ćwiczeniu pewien symbol, już niepamiętam jak mi się wtedy skojarzył. Ale te uczucia które się czuło to nadawało się im symboliczny wygląd, coś z czym się nam dana emocja kojarzyła, wizualizowało się ten wygląd = symbol danego uczucia i pakowało się je do pudełek.
Potem te pudełka wsadzało się do swojego wnętrza, tak jakby zjadało i gdy już tam były to wyobrażało się sobie że słońce nas przyciąga z ziemi a my coraz bardziej się oddalamy widząć z góry jak wszystko staję się coraz mniejsze i mniejsze aż wkońcu znajdujemy się na orbicie i potem coraz bliżej, zbliżamy się do słońca które nie parzy ale jest miłe i ciepłe pełne miłości w dotyku. Słońce symbolizowało w tym ćwiczeniu boską matrycę czyli pierwotną miłość, coś z czego wszystko pochodzi, Wszystko trzeba sobie powoli wizualizować jak najdokładniej czuć jak wtapiamy się w słońce a potem że stopniowo wędrujemy do jego centrum i tam wyrzucamy z siebie te pudełka.
Pudełka otwierają się i wychodzą z nich te wszystkie emocje - symbole i rozpuszczają się w złoto pomarańczowym płynie wraz z nami samymi. Wyobrażamy sobie jak płyn nas wypełnia, wypełnia każdą komórke ciała i tych symboli również co potrafi być trudne.
Wkońcu dochodzi się do momentu że zarówno my jak i pudełka z zawartością rozpuszczamy się, mieszamy się ze sobą i stajemy się jednolitą substancją że już nieda się rozróżnić co było czym. Stajemy się tak jakby nicością.
Tutaj sie gubiłem bo niepotrafiłem sobie tego wyobrazić, poczuć ze moja świadomość (ja), że ja jestem tym płynem. No ale w tym samym momencie co się rozpuścimy przychodzi etap że nasza swiadomość rośnie jak balon. Cały czas jesteśmy w centrum słońca. Poszerzamy świadomosć, jesteśmy coraz więksi aż wkońcu stajemy się całym słońcem i tu ćwiczenie się kończy.
Podobno wielu ludzi ma wrażenie po tym ćwiczeniu jakby ich świadomość wypełniała cały pokój i czują że jest im ciasno.
Ja tego niedoświadczyłem. Pewnie dlatego że kiepsko u mnie z wizualizacją.
To ćwiczenie można robić w wannie, podobno woda lepiej działa na umiejętność wyobrażenia sobie tego słonecznego rozpuszczalnika, tego płynu w tym śłońcu.
Prawda że dziwaczne ?
Tulia, Korneliax

dzięki miło mi
Jeśli ja teraz fajnie pisze to co będzie jak odblokuje swoje mówcze i pisarskie talenty ? :]