Ci od WHH twierdzą, że gdy moment poczęcia jest wolny od traum, to przypomina zaślubiny pary królewskiej. Jak to przeczytałam po raz pierwszy, to wydało mi się to zabawne:). Teraz gdy uzdrowiłam większość traum zapłodnienia i zbliżam się do końca, faktycznie coś takiego zaczyna się wyłaniać, może nie dosłownie, bo nie mam korony ani berła;), ale to co się dzieje między plemnikiem i jajeczkiem stało się bardziej kurtuazyjne (jak na dworach;) lżejsze, przepełnione radością oczekiwania i miłością.
Na początku scenerie przepełnione były lękiem i agresją głównie, wraz z uzdrawianiem sceneria ulega zmianie sama z siebie, jakby zmieniał się zapis.