Zupełnie o co innego mi chodzi.
Widzę, że często ludzie, którzy uważając się za katolików, wejdą w jakieś praktyki duchowe, które pokazują im zupełnie inną rzeczywistość duchową, zaczynają mieć problemy z lojalnością i poczuciem winy.
Znam chrześcijan, którym nie przeszkadza formalna przynależność do K.K. Znam też takich, ktorzy wybaczyć sobie nie moga, że próbowali poprawić jakość swego życia metodami z katolicyzmem nie mającymi punktów stycznych (konflikt wartości - katolicyzm = cierpiętnictwo, zaś huna, joga, rebirthing = szczęście osobiste).