Według mnie są 2 rodzaje kreacji. Podobnie jak jest działanie i niedziałanie (np. taoizm).
(1) Kreacja ze sztucznej tożsamości (ego). Podstawą takiej kreacji jest wiara w nieprawdę. Ze czegoś nam brakuje, że coś jest nie tak z nami itd. Zaczynamy w czymś takim od nieprawdy, w jaką wierzymy. Więc każda budowla na tej nieprawdzie, będzie wzmacniać jej realność, realność iluzji. Z czasem, zejdzie to poza świadomość, ale dalej będzie. Taka kreacja powoduje zamykanie się na coś więcej. Zamykamy się w kokonie iluzji, w śnie. Mamy swoją kreację, doświadczamy jej, ale to jest jak doświadczanie świata snu podczas spania. To sen, to nie rzeczywistość.
(2) Kreacja z poziomu siebie rzeczywistego. Można to nazwać podobnie jak działanie-niedziałanie, niekreacją. Już nie ego kreuje, ale kreacja dzieje się. Jest wyrazem czegoś, co jest w nas. Jest w nas miłość, miłość wyraża się na milion sposobów, np. nawet, że mieszkamy w fajnym mieszkanku, pojawiamy się w związku fajnym itd.. Życie w takim mieszkanku jest wyrazem miłości do siebie, która jest w nas. Taka kreacja wyraża rzeczywistość w nas. To dzieje się praktycznie samo. Dlatego podobnie, jak w taoizmie, można nazwać to niekreacją. Kto inny kreuje niż poprzednio. Z innego miejsca kreacja zaczyna się. Tutaj kreacja jest wyrazem czegoś, co już w nas jest.
Tą drugą kreację - z tego, co widzę, co zauważyłem ze swoich wglądów itd. - blokuje ta pierwsza. Coś chcemy, wpychamy się w różne obszary, bo chcemy, żeby były po naszemu, ale po naszemu w sensie zgodnie z tym, jak chce ego, czy sztuczna tożsamość, w której tkwimy. A ona - czy musi wiedzieć, co tak naprawdę jest dla nas najlepsze? Czy na pewno najlepsza jest dla nas ta i ta praca? Czy na pewno najlepszy dla nas jest ten i ten partner, czy ta i ta partnerka?
Badałem ostatnio afirmacje w przestrzeni duszy, którą widzę i zauważyłem właśnie, że wiele z nich, które się stosuje, odcina świadomość na głębokim poziomie duszy, od traum duszy, a niżej od jej rzeczywistych aspektów. Tworzy się taki wir najpierw, potem kokon, i tam zamykana jest część świadomości. Od środka jest pięknie, ale z zewnątrz widać, że to kokon, jakaś zamknięta przestrzeń.
Sprawdzałem różne afirmacje i niektóre mam wrażenie osłabiają opór duszy przed jej rzeczywistymi aspektami. Ale też, zacząłem je sprawdzać po kilka razy, wymawiać kilka razy i zauważyłem, że to jest złe, bo wtedy robię to z intencją usunięcia tego oporu. Zacząłem robić to ze sztucznej tożsamości. A jak siedzę w iluzorycznym siebie, walcząc z iluzją, tak naprawdę wzmacniam tą iluzję, powołuję ją do życia.
Np. takie afirmacje: "To w porządku, gdy wyrażam miłość". Czuję, że jak to powie się raz, świadomie i tyle, tylko raz, wtedy to osłabia opór. Ale jak zacznie się to wałkować z intencją usunięcia oporu przed miłością, wtedy ten opór się tylko wzmacnia.
W ogóle od dłuższego czasu pracuję z puszczaniem kontroli w różnych obszarach życia i efekty mnie zadowalają. Gdy przestaję kontrolować, wychodzi na powierzchnię świadomości coś fajniejszego, być może to moja wyższa jaźń, być może ja prawdziwy. Wtedy jest takie płynięcie. Rożne rzeczy same się dzieją. Robię sobie sesję, nie muszę się przejmować, co dalej, nie muszę się wysilać, napinać, samo się dzieje. Podobnie z wglądami. Kiedyś robiłem wglądy w dusze i był tam wysiłek, chciałem mieć wgląd, chciałem, żeby się to udało. Teraz, odprężam się, nie idę za impulsami, żeby coś tam zrobić, gdy czuję, że to sztuczne tożsamości, aż w końcu jest moment, gdy pojawia się taka obojętność na to, czy będę miał wgląd, czy nie, i wtedy właśnie zaczyna się wgląd.
Ostatnio powoli testuję też z kreacją w takiej formie. Czucie intencji i puszczenie wszystkiego, kontroli itd. Kontrola wypływa ze sztucznych tożsamości. Widzę to tak, że jak jakaś sztuczna tożsamość w nas kontroluje jakiś obszar w nas, w naszym życiu, nasze prawdziwe ja stoi w tym miejscu i czeka. Kontrola ze sztucznej tożsamości można powiedzieć, że jest taką blokadą na zadziałanie z poziomu naszego prawdziwego ja.
Jak ktoś zechce, będę mógł kiedyś napisać, co robiłem, żeby ta kontrola znikała. Głównie stosowałem tzw. mapki, jak wyczuwałem, że jakaś sztuczna tożsamość chce przejąć pałeczkę, robiłem mapkę. Wtedy znikały. I kontrola zmniejszała się danego procesu. Tutaj opisuję tę technikę:
http://terapiaduszy.pl/o-mapach-mysli-wiecej/. Robiłem np. wglądy i czułem, że chcę na siłę coś osiągnąć, więc robiłem mapkę, zaczynałem np. od myśli "musi mi się udać ten wgląd" itd. W końcu na tyle kontroli znikało, że pojawiał się stan obojętności, czy będzie wgląd, czy nie, i wgląd... zaczynał się dziać. Samo się działo. Czasami wtrącała się znowu jakaś sztuczna tożsamość, ale znowu robiłem mapkę, i odpadała, znikała. I tak dalej. Nie dzieje się to oczywiście w ciągu tygodnia, miesiąca itd. Zrobiłem pewnie z ponad 3000 mapek i dalej jest wiele we mnie kontroli, ale porównując z tym, co kiedyś, dużo mniej.
Ja np. wolę stosować takie mapki zamiast afirmacji, bo wtedy dochodzę do sztucznej tożsamości, przez którą normalnie pisałbym afirmację. Np. czuję pustkę, nie ma we mnie miłości. Zamiast pisać afirmację "kocham siebie itd.", ja wolałem robić mapkę od myśli np. "muszę kochać siebie", "chcę, żeby miłość była we mnie", "chcę kochać siebie" itd. W pewnym momencie odpada sztuczna tożsamość i znika ta chęć, że muszę siebie pokochać. Nie ma miłości we mnie, ok. Nie muszę z tym już walczyć, że nie ma we mnie miłości.