Kaja - nie chcę już zażynac się, by oddawać mamie, bankom, opłacac mieszkanie itp.;
Jestem już zmęczona, że od 9 lat wyrzekałam się i odmawiałam sobie tego, co mnie realnie by uszczęśliwiało i co jest dla mnie większym priorytetem niż posiadanie mieszkania. Jestem zmęczona tym, że od 9 lat wiekszość moich dochodów idzie na spłatę kredytów i tak naprawdę mam poczucie, ze choć zarabiam relatywnie sporo, to "i tak nic teraz z tego dla siebie nie mam" - bo posiadanie mieszkania na własność nie było ani moim marzeniem, ani potrzebą. Mieszkanie nie było nigdy moim priorytetem; wczesniej żyło mi się super, kiedy wynajmowałam mieszkanie i niczego mi nie brakowało. Owszem, teraz juz je polubiłam i doceniam... ale nie mam już ochoty dalej się męczyć, by zaspokoic cudze wizje w temacie "co mam osiągnąć w życiu i co jest w nim ważne"; Ta sytuacja nie pozwala mi puścić poczucia braku, a kredyty - jak to Maciejka słusznie napisała wcześniej - wysysają energię;
Dlatego przez najbliższe dwa tygodnie modlę się i otwieram na najlepsze rozwiazanie - i jak nie pojawi się inne wyjście - sprzedaję mieszkanie; De facto i tak nie jest moje, tylko banku ;-) ... i to jeszcze przez 11 lat.
Wynajem i tak wyniesie mnie o połowę taniej niż obecne obciążenia.
No i szczerze mówiąc, nóż mi się w kieszeni otwiera na myśl, ze spłaciłam przez te 9 lat 85000 zł ...a z kredytu na razie ubyło dopiero 35000 zł; A przez te 11 lat pozostałe dobiłabym do sumy dwa razy wyższej niż realnie wzięłam kredyt. Po prostu teraz jestem bardziej świadoma, niż wtedy kiedy brałam kredyt i dałam się wpędzić w tą sytuację - i nie bawi mnie to.
Zresztą wynajmując mieszkanie człowiek jest mniej uwiązany do miejsca i nie jest obciążony kredytami. To dodatkowy plus.