Autor Wątek: Wpływ relacji z matką na życie  (Przeczytany 10587 razy)

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-14, 16:28:16 »
Zastanawiając się nad tą klątwą, doszłam do tego że mama rzuciła ją na mnie z powodu rywalizowania ze mną. Mama nie chciała abym była od niej w czymkolwiek lepsza, bo wtedy spadła by jej samoocena. Ta rywalizacja rozpoczęła się w czasach gdy walczyłyśmy jako magowie a teraz tylko jest kontynuowana.
Zrobiłam przegląd bliskich mi kobiet i okazało się że wszystkie ze mną rywalizowały.
Moje obie siostry, moje najlepsze koleżanki, moje najbliższe współpracownice.
A ostatnią jest ta pani z pracy o której tu pisałam. Z powodu rywalizowania ze mną narzucała na mnie uroków, chociaż naprawdę w niczym jej nie zagrażam.
Straciłam do niej calą sympatię i nie współczułam jej gdy mówiła o swojej chorobie. Przestałam ją lubić.

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-13, 19:07:32 »
Mariusz - Dziękuję !
Wiem o tym co nieco  i spróbuję.
Ale w praktyce to łatwe nie jest.
My się z synem nie kontaktujemy.
Idę tam raz na pół roku , lub co 2- 3 m-ce.
Synowej mama jest tam codziennie i rządzą we dwie !
Ja tam jestem skrępowana. I bardzo źle się czuję po każdej wizycie u nich .
Syn już nie raz mówił , że rzuci to wszystko w cholerę, ale dzieci nie chce zostawić tak jak jego ojciec zostawił jego.
Pat. . .
Klasyczny.
A wariant b) - nie do zaakceptowania dla mnie :)
Za bardzo go kocham.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-13, 17:50:26 »
Viola
Te choroby w rodzinie pojawiły się po odcięciu od ciebie rodziny?

A ja mam kolejną klątwę, tym razem od mamy. „oby ci się nic nie udało”, oby ci nic nie wyszło . Rzuciła ją na mnie gdy byłam w  1 klasie podstawówki.
Potem to doładowywała zniechęcając mnie do wszystkiego mówiąc żebym nawet tego nie próbowała bo i tak mi się to nie uda. Bo takiej jak ty nic nie wychodzi, nawet nie próbuj. A ja po tym czułam się jakby ona mnie oblała jakąś zastygającą mazią.
I nic przez całe życie mi się nie udaje, tak bardzo że nie mam ochoty niczego robić wiedząc że i tak mi się nie uda.
Myślałam że uda mi się poradzić z tą klątwą ale się przestraszyłam że jak mi się zacznie udawać to będę lepsza od mamy. A z mamą bardzo mocno rywalizowałam jako mag po czym ona wygrała  i zrobiła ze mnie miazgę. Boję się klątw i wolę jej nie prowokować. Mama nie pozwoli abym była od niej lepsza. Tak się jej boję że nie mogę sprzątać aby nie być od niej lepsza w sprzątaniu.

Zresztą ta klątwa nie pozwoli na to abym sobie z nią poradziła, bo wtedy by mi się coś udało.

Viola

  • Wiadomości: 18
  • Płeć: Kobieta
  • Violetta Górka, masaż lomi-lomi, intuicyjny- zabiegi i szkolenia, Reiki, energoterapia, konsultacje, analizy, sesje Bars,
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-12, 23:45:26 »

Witajcie Kochani,
zaciekawił mnie ten wątek.
 Moje relacje z matką jeszcze nie są uzdrowione niestety. Jej wpływ na moje życie był ogromny, kazda decyzję podejmowałam z myślą w głowie - co na to powie mama?, co mama zrobiłaby na moim miejscu?itp... Nie uświadamiałam sobie tego przez bardzo długi czas, bylo dla mnie oczywiste,że należy brać z matki przykład.......jaka bylam ślepa!!!

 Pewne wydarzenia w moim życiu uświadomiły mi jak wielka presję nakłada na mnie, wyzwalając we mnie wyrzuty sumienia gdy próbowałam  robić swoje. Jak wiele wysiłku kosztowało mnie wówczas dążenie do własnych celów.....teraz wydaje mi sie to wręcz niemozliwe, .... a jednak tak było!
Nie miałam juz sił aby z nia walczyć,  aby skutecznie realizować własne zamiary, postanowiłam odciąć sie od niej mentalnie. Wyrywałam jej macki z własnej aury, z serca, z głowy.... otaczałam sie Światlem, modliłam się, przebaczałam.
Unikałam wizyt w domu rodzinnym, a każda kończyła się okropnym bólem głowy z lewej strony i brakiem energii przez kilka następnych dni.
To wynikało z moich słabości! Kiedy popracowałam nad sobą, matka przestała mieć na mnie taki wpływ.
Chciałabym odnieść sie do słow  Ingi, ponieważ podobna sytuacja zdarzyła sie u mnie w relacji z ojcem ...
 
.....A ja zrozumiałam jej ostatnie zachowania. W poniedziałek zobaczyła mnie i zauważyła że ja dzięki lepszemu samopoczuciu przestałam ją karmić energią. Z braku energi się rozchorowała a potem przyszła się za to zemścić atakując mnie na serce.

.....uzdrawiałam relację z ojcem, miałam wypalanie węzłów u Olgi ( polecam!!!! jest świetna!!!!) i przy okazji odcięła mnie od negatywnych wpływów rodziny, skutek był taki, że po 6 dniach dostałam tel,że ojciec pluje krwia i nie moze  jeść. Badania wykazały nieoperacyjnego guza w płucach. to było w pażdzierniku. Od tej pory raz jest w lepszej formie raz w gorszej, dodam jeszcze,że młodsza siostra ( jego pupilka) ma sie coraz gorzej, choroba tarczycy, wrzody żołądka, zapalenia jelit, poronienie 3 tyg temu- dziewczyna ma dopiero 26lat!


Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-03-12, 21:59:37 »
Najlepiej to zacząc od uzdrowienia własnej relacji z tymi osobami, bo tylko wtedy będziemy uzdrawiać z czystymi intencjami i nie będziemy wnosić nieczystych, co może pogorszyć sytuację (np skłócić nas z tymi osobami dodatkowo). TO zakłada całkowite zwrócenie wolności sobie i im. Czyli niewinność bez względu na to, że nie byliśmy doskonałą mamusią, prawo( a własciwie obowiązek)do zajmowania się zawsze na pierwszym miejscu sobą.

Jak oczyścisz tą relację w pełni czyli będziesz wolna to mogą się stać dwie rzeczy
a/ syn dostroi sie do twoich wyższych wibracji i otrzeźwieje w jakimś stopniu
b/ syn dalej będzie brnął w karmę ale ciebie to nie będzie obchodzić
Widziałem sytuację u jednej zaawansowanej w rozwoju osoby, której dziecko wybrało obniżenie wibracji. Zaczęło pić, palić itp itd. Jej moce duchowe na nic się nie zdały. Zostało się odciąć i unieżależnić akceptując, że wola tej osoby może byc inna niż nasza.

Zwykle jak teściowa próbuje coś naprawić w małżeństwie syna lub córki to zostaje wrogiem nr 1 obojga. Naprawde w takiej sytuacji lepiej zajmować się sobą. Można się pomodlić o Najwyższe Dobro dla nich bez określania na czym ma ono polegać

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-03-12, 20:18:27 »
Witajcie kochani !
Obserwuję wasze posty już od kilku miesięcy, ale dopiero teraz odważyłam się. Poza tym nie bardzo wiedziałam jak to sie robi i jedna z was - Aniołków,  naprowadziła mnie jak to zrobić. Pół roku temu byłam "computer illiterate" :)
Regresera zrobiłam sto  ( czyli około 17 ) lat  temu w Poroninie .
Ale wycofalam się - to jest temat baardzo długi :)
a TU i TERAZ ?
Ruszył mnie temat - MAMA.
Sama nie byłam idealną, teraz żałuję. Powodów było cale mnóstwo ( samotna, 23-letnia mama w połowie studiów w czasach PRL-u, wyśmiewano się ze mnie i dzieci się śmiały z mojego synka, nie chciały się z nim bawić bo " ty nie masz taty" - TAK BYŁO ! :)  etc ), ale nie mam zamiaru zwalać  na okoliczności.
Żałuję, że nie dałam mu całej unconditional love na jaką to dziecko zasługiwało i . . . lałam go gdy "zasłużył". Choć bajeczki też były, gł "Kubuś Puchatek". Ale on od 17 lat pamięta  tylko lanie . . .  W porównaniu do dzisiejszych standardów - był aniołem ( którym tak w ogóle jest :)   ).
Efekt ?
Wybrał sobie, choć nie chciał za bardzo na stałe, taką babę, która go nienawidzi ( strzyga) i konsekwentnie niszczy. I robi to w białych rękawiczkach !
A co do tego,  jaką ona jest mamą !
Tego nie da się ująć w słowach. I ja nie chcę nawet tego tu opisywać. Ale dr Mengele z Auschitz , u niej mógłby korepetycje pobierać.
Do tego pat jest tak klasyczny - że nie ma ( jak  na razie ) jak tej mendy przyłapać.
Syn jest już szpakowatym 35 latkiem, jest późno w domu , jest na dość wysokim stanowisku i wierzy . . . jej :(
 W to co ona mówi.
A mówić to ona potrafi !
Truje mu i skłóca go z dziećmi, światem, ze mną .
 .Ja z kolei od  ciągłych zmartwień, mam problemy m in z kręgosłupem , a dotąd sprawiałam wrażenie osoby pełnej życia. I męczę się z tym patem klasycznym  tak już 7 lat !
A maluszki ?
Oba Aniołki i oba wycieńczone.
Szczegółów tu nie napiszę - są zbyt drastyczne i nie to jest teraz istotne.
Tylko tak myślę o tych moich cudnych wnusiątkach, co z nimi będzie ? ? ?
 
I jak tak widzę co tutaj piszecie, jakie są konsekwencje  WPŁYWU MATKI  na życie to mi się włosy jeżą na głowie .
Jej wpływ  ?
Na nie ? !
Jezu !
Wiem, że już nie chcą !Chcą zmiany na lepsze , ale są za małe, żeby coś mogły !
Jeżeli chodzi o sprawy prawne - wiem, znam . Są w rodzinie prawnicy.

Chodzi mi bardziej o ujęcie sprawy karmiczne, z Bożą pomocą.
Ponoć  wnusia nie ma ochoty planować długiego pobytu tutaj .
Oba maluchy tak w ogóle, nie chciały się urodzić - mała - cofnęła się podczas rodzenia ! I to całkowicie !
Pielęgniarki były w szoku - niektóre po raz pierwszy  takie coś widziały !
A mały ? klasyk   - pępowina wokół szyjki.
Piszę to,  aby to ujrzało światło dzienne, etc.
Może to coś da ?
Zmieni na lepsze ?
U nas ?
U kogoś ? . . .









Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-12, 17:11:36 »
Jestem zadowolona ze zmiany jaka zaszła we mnie od poprzedniej rozmowy z mamą. Dużo sobie w tym czasie uświadomiłam na jej temat, co nie było łatwe ze względu na lęki przed zobaczeniem prawdy.
Aby się zmusić do uświadomienia sobie jakiejś trudnej prawdy, czegoś czego się boję zobaczyć muszę stosować jakieś środki przymusu. Tym razem były to swiadome cierpienia fizyczne, których sobie nie żałowałam i które trwaly przez kilka dni aż w końcu skapitulowałam.
Najpierw słyszałam głos w głowie że cierpię dla Jezusa i że te cierpienia z związku z tym są słodkie. Gdy cierpienia nie ustawały to zgodziłam się dostrzec że tak naprawdę to wcale nie cierpię dla Jezusa tylko dla mamy, bo to nie Jezus tylko mama potrzebuje moich cierpień. Dalej cierpiałam ciągle powtarzając sobie że to przecież dla mamy więc opłaca mi się cierpieć. W koncu skapitulowałam i uświadomiłam sobie coś przerażającego. Coś najbardziej przerażającego dla małego dziecka. Że mama zabija mnie swoim głosem. Słyszałam jej głos, który miał wibracje śmierci i którego panicznie się bałam. Bałam się że do mnie zadzwoni a ten głos, jego dźwięk i barwa, będzie mnie zabijał. Jak to możliwe że matka własnym głosem zabija dziecko. Tak bardzo nie chciałam słyszeć już nigdy tego przerażającego głosu.
Na drugi dzień w czasie sesji oddechowej uświadomiłam sobie coś kolejnego. Wprawdzie mama została usunięta ze mnie i już nie słyszę jak mnie atakuje ale ona nadal to robi. Ona teraz z daleka cały czas mi śle złe życzenia, bije we mnie ciemną energią a ja ciągle żyję w strachu. Zrozumiałam że te lęki które mam są wynikiem jej życzeń. A ona mi życzy abym straciła pracę i zdechła z głodu, abym była chora, aby mi nic nie wychodziło, abym sobie nie radziła w życiu i była we wszystkim najgorsza. Zawsze się boję gdy wychodzę z domu. Teraz wyraźnie słyszałam jak mnie obrzuca życzeniami aby mnie spotkało coś złego i aby nic mi się nie udało. Zrozumiałam skąd się biorą moje lęki. A ja to wszystko przyjmuję bo przecież to od mamy a mama wie najlepiej i jest najmądrzejsza.
Po tych uświadomieniach moje samopoczucie się poprawiło.
A dzisiaj mama znów zadzwoniła z rutynową kontrolą. Ale już nie zaczęła rozmowy zgodnie ze schematem, czyli  od straszenia mnie zwolnieniem i nędzą tylko od wypytywania o co tam w pracy i czy jestem zdrowa. Ona chce się upewnić że wszystko jest w porządku po to aby się o mnie nie martwić. Mówiła też że chce mi wysłać pieniądze. A dla mnie najważniejszy był jej głos.
Już nie czułam tak mocno że ten głos mnie zabija. Skupiłam się na swoich odczuciach i zobaczyłam że ona za pomocą tego głosu sączy czarną energię do mojego serca, które jest całkowicie otwarte i nie ma żadnej ochrony. Tak wygląda to zabijanie mnie. Trudno mi było z nią rozmawiać i jednocześnie to obserwować ale po prostu części tego co mówiła nie słuchałam.
A po zakończeniu rozmowy już nie miałam tego stanu co zwykle, zjednoczenia z nią, bycia nią, ciągłego słyszenia jej. Miałam tylko lekko obniżony nastrój i to wszystko. Mama mi nie zaszkodziła. To bardzo duża zmiana. Nie wpuściłam jej do siebie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-03-04, 07:28:41 »
Carolieen
Słuszne podejście do mamy, bo tylko cierpienie jest zdolne zmusić ją do zmiany.

carolieen

  • Wiadomości: 1 062
  • Płeć: Kobieta
    • www.openwings.pl
  • Karolina Kozielska, terapia WHH i Stanów Szczytowych, zebiegi węzłów karmicznych, www.openwings.pl,
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-03-03, 23:39:39 »
Kurcze, od jakiegoś już dłuższego czasu jak rozmawiam z mamą, normalnie łapie doła w czasie rozmowy. Z nikim innym tak nie mam, tylko z nią. Nie umiem na siłę udawać, że fajnie się gada, bo mnie rozmowy z nią męczą. Pisałam ostatnio do Ani Atras by jej sprawdziła wpływy astralne i są dość wysokie, tak już powoli na pograniczu z opętaniem. Czułam to już od bardzo dawna, ale jakoś miałam spore zaślepienie pod kątem kontaktu z nią, odrzuca mnie od niej, mimo iż prosi o kontakt, jakby siłą próbowała mnie mieć. Okropne to i powoduje, że ja się jeszcze bardziej wycofuję.

Powiedziałam jej dzisiaj o egzorcyzmach, w sumie przytaknęła jakby czuła, że to konieczne. Chyba czuje się już tak źle, że innego wyjścia nie ma.
Uderzyło mnie parę tygodni temu co mi powiedziała. Najpierw ściemniała, że się dobrze czuje, ale na kilometr szło wyczuć, że kłamie. Więc pytam czemu kłamie, na co dopiero ona wtedy, że nie widzi sensu życia i mogłaby już teraz umrzeć. Matko boska.. stwierdziłam, że za jakiś czas spróbuję jej pomóc, ale inicjatywa musi wyjść z jej strony, sama sobie ma zapłacić za egzorcyzmy i dopiero wtedy mogłam podziałać jakimiś węzłami u niej. Bo gdybym ja zapłaciła, to przypuszczam, że kompletnie by olała taką pomoc, co już wcześniej miało miejsce..

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-02-22, 08:03:09 »
W moim przypadku relacja z matką ma zasadniczy i podstawowy wpływ na relacje z wszystkimi innymi kobietami.
Mam na to kolejny dowód.
W pracy pracuję z jedną kobietą która w niczym mi nie przypomina mamy i o której myślałam że mnie lubi. Przez całe życie tak myślałam o mamie.
Wczoraj patrząc na nią z daleka zobaczyłam w niej czarownicę.
Za jakiś czas ona przyszła do mnie, jakaś taka zła i nieprzyjemna. Po jej wyjściu straciłam całe dobre samopoczucie i poczułam się głupia i beznadziejna tak jak zwykle. Ponadto widziałam że ona przeprowadziła jakieś ataki na moje serce. To było dla mnie coś niespodziewanego., bo myślałam że ona mi dobrze życzy.
Ja od niedzieli czuję się znacznie lepiej, znikły mi lęki przed zwolnieniem i w pracy już nie trzęsę się ze strachu.
Ona we wtorek była u lekarza. Tylko mi powiedziała że jest chora ale nie chciała zdradzić na co, co też mnie zdziwiło.
Wczoraj zrobiłam sobie na nią sesję oddechową i już na samym początku zobaczyłam że ona narzuciła na mnie niewidoczną cienką sieć, taką abym nie była w stanie jej zauważyć. Sieć ma mnie zduszać, ograniczać i jej podporządkowywać.
Zapytałam siebie dlaczego zgadzam się na tę sieć. I otrzymałam odpowiedź- bo mama tak mi robiła. Ze wszystkimi kobietami powtarzam to samo czego doświadczyłam od mamy.
Potem zobaczyłam że mam podpięty pod splot cienki i słabo widoczny wężyk z założeniem że ja go nie zauważę. A ona siedzi sobie, noga na nodze i pociąga  przez ten wężyk jak przez słomkę i jest zadowolona.
Zapytałam dlaczego pozwalam jej na to. I znów ta sama odpowiedź- bo mama tak robiła i dla mnie jest to naturalne. Dla mnie jest naturalne i oczywiste to że wszystkie kobiety ciągną ze mnie energię.
Potem pojawił się lęk przed jej groźbami i tym co ma mnie spotkać za uwolnienie się od niej ma to być plaga węży i jaszczurek które mnie zjedzą.
A ja zrozumiałam jej ostatnie zachowania. W poniedziałek zobaczyła mnie i zauważyła że ja dzięki lepszemu samopoczuciu przestałam ją karmić energią. Z braku energi się rozchorowała a potem przyszła się za to zemścić atakując mnie na serce.
Cieszę się że udało mi się to namierzyć.


Inga

  • Gość
[#]   « 2013-02-19, 09:45:23 »
Jestem zdalnie sterowaną kukłą w rękach moich rodziców.
Wczoraj chciałam napompować rower na stacji benzynowej. Kompresor przestał działać a całe powietrze uciekło mi z koła. Nie wiedziałam co zrobić. Bałam się. Roweru pompką nie da się napompować a ja jutro musiałam na nim jechać do pracy. długo się zastanawiałam co mam zrobić i w końcu wymyśliłam że pójdę do budynku i kogoś zapytam. Okazało się że obsługa była bardzo miła i chłopak zaraz wyszedł i mi rower napompował. Kompresor się zacina i trzeba było wcisnąć jeden przycisk. A ja zamiast się ucieszyć że rozwiązałam problem poczułam się winna.
I usłyszałam jak mama w moje głowie się na mnie złości że jestem taka do niczego że nawet nie potrafię napompować sama roweru tylko muszę innych prosić o pomoc.
Co bym nie zrobiła, mama zawsze mnie skrytykuje.

Inga

  • Gość
[#]   « 2013-02-19, 08:44:33 »
Zawsze wiedziałam że mama jest strażnikiem mojej duchowośći ale ta wiedza mi niczego nie dawała. Próbowałam ją zwalniać z tego strażnikowania ale nic się nie działo.
Wczoraj gdy przeglądałam ulotkę, poczułam się winna. Jak zwykle bez powodu. Zastanowiłam się skąd to poczucie winy i przyszła mi na myśl mama, że będzie zła, że j a myślę o kupowaniu czyli o sprawach materialnych. I zrozumiałam że ona za wszelklą cenę próbuje mnie doprowadzić do Boga. Daje z siebie wszystko, robi to ostatkiem sił, jest już bardzo tym zmęczona ale nadal mnie ciągnie w stronę Boga którego sobie wyobraża.
Trochę mi poluzowało w tym temacie.

MariuszEro

  • Wiadomości: 298
  • Płeć: Mężczyzna
  • Mariusz Dziemianczuk Regreser:regresing,rebirthing, praca z oddechem,pozytywne myslenie,EFT
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-02-12, 10:45:48 »
Hydrozagadka
Zorganizuj tu akcje modlitwa o najwyzsza cene, w odpowiednim czasie, to bedziemy sie "spotykac" wirtualnie, i modlic w intencji sprzedazy mieszkania w jak najlepszej mozliwej cenie :))
Ciekawilby mnie rezultat ;p

Chociaz, nie, po przmysleniu, rozne intencja maja ludzie ;)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-02-11, 20:33:22 »
Kaja - ja już dogadywałam sie z mama w tym temacie - i nie bardzo się da, bo mama jest chora na czerwienicę od 12 lat i uważa, ze niedługo umrze i woli bym oddawała jej więcej teraz;
Zresztą ja też w związku z tym nie czuję się przez to w porządku, ze nie oddaję mamie lub oddaję mało, bo mnie teraz nie stać na wieksze sumy przez to obciążenie opłatami i ratami; Wolę to po prostu rozwiązać szybko i sprawnie, jak nie pojawi się inna sensowna możłiwość w najbliższym czasie.
Ale naprawdę dziękuję za Twoją opinię i uwagi :)

Ontoja - serdecznie dziękuję :) Niech tak się dzieje!

Grazynko - "Tylko tu nad Wisłą panuje takie przywiązanie do mieszkania, które często staje się kotwicą u nogi." - dokładnie. A w obecnym świecie lepsza jest mobilność i elastycznosć niż uwiązanie do miejsca i obciążenie kredytami.


Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2013-02-11, 18:31:45 »
Asiu mam nadzieję, że znajdziesz najlepsze dla siebie rozwiązanie.

Tylko tu nad Wisłą panuje takie przywiązanie do mieszkania, które często staje się kotwicą u nogi.

Poza tym ceny najmu zmieniają się znacznie wolniej niż koszty kredytu.