My sie chyba wszyscy nie rozumiemy. Pojawiło sie oburzenie i koncentracja na winnym. Piszac o tym, że wina leży po obu stronach nie mam na mysli, (że powiedziałam mezowi Ty za tamtym rogiem to jakaś tak stoi)ale o tym, żeby każda ze stron spojrzała na swoje problemy. W tym artykule który wkleiłeś jest mowa i wybaczeniu - no ja wybaczyłam dlatego emocje opadły, ale życia z kim takim sobie nie wyobrażam!!!
Dowiadujac sie o kochance też miałam rożne fazy.
Strata - mi sie ziemia spod nóg zawaliła (życie przestało miec sens) była ogromna rozpacz smutek, wywaliło mi kobiecość ( no bo to oznacza, że jestem gorsza jak wybrał inna) Wywaliło mi, że byłam nie wystarczajaco dobra.
Nastepny etap wsciekłość, gniew dobrze, że nie był z mojej miejcowości bo jeszcze bym głupie pomysły miała i jeszcze koła poprzebijała( było - ty h.., ty sku...., jak mogłeś, były nawet pretensje doBoga. Nastepny etap to zemsta - to opracowałam tak by nikomu nie stała sie krzywda - a żebym ja z tego zwiazku "czysta" wyszła. Tak 1,5 roku walczyłam o( to właśnie durne przekonanie, że wzieliśmy slub, było zobowiazanie - to ktoś jest cacy - a drugi jest be)
Gdybym przy takim przekonaniu pozostała to i nic z tego dla siebie bym nie wyciagneła. Tu każdy miał odrobić swoja lekcję. Zdrada pokazał mi, że to ja byłam wychowana na robota, który jest emocjonalnie niedostępny( i wiele innych rzeczy).
Jeszcze troche to i sie okarze, że mu podziekuje bo chociaż mam szanse uzrowić to co mi pokazał i wejść w nowy zwiazek inna. Gdybym sie zafiksowała na winie i na tym, że on jest be to ze soba bym nic nie zrobiła:))Ale wiem ,że przed tym jest ból, zranienie, zal, gniew itd.