Autor Wątek: Zdrada w związku  (Przeczytany 17825 razy)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2013-01-06, 19:27:46 »
To nieprawda, że jak się uwolnisz to nic Ci nie pozostanie. Wtedy zrobisz miejsce na coś o wiele lepszego. Bóg NA PEWNO  ma dla Ciebie coś o wiele lepszedo od tego całego popieprzenia.


Indra, zaczynasz naprawde mądrze i przytomnie gadać :-)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 19:20:45 »
można się opierac i opierać w nieskończonosc, masz tyle czasu, ile potrzebujesz :) ale tak tylko męczarnie się przedłużają. Trzymam kciuki za uzdrowienie tej sytuacji u Ciebie.
Ja już zaczęłam widzieć światełko dla siebie i dla przerobienia mojej karmy. Twoja wibracja też chyba jest szczególna...

Mirea

  • Wiadomości: 42
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-06, 19:12:10 »
No ja niestety z tych opornych...
najgorsza jest nadzieja. póki mam nadzieję (a mam), że jakimś cudem wrócę do niego po raz drugi, to nie ma mowy o uwalnianiu się od tego...

najlepsza jest świadomość. mimo wszystko wiem, że ta cała historia opiera się na głębokiej nieprzytomności i naprawdę nie ma sensu tam wracać, to nic pięknego....

na razie jestem dosyć rozdwojona. potrzebuję jeszcze czasu. dużo czasu. albo jakiegoś silnego wstrząsu...żeby w końcu się zacząć zbierać. albo kolejnego zauroczenia, które mnie wyleczy z tego (tylko, to nie żadne leczenie).

na szczęście miewam fazy przytomności i dużej ilości dystansu do całej tej historii, jak np. teraz.
niestety bywają też fazy ryczenia w poduszkę.

dzięki z góry za wypowiedzi o dacie. będę Ci bardzo wdzięczna za wszelkie sugestie:)))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 19:02:40 »
jak się poznam lepiej na numerologii to sie pewnie wypowiem coś o dacie :)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 19:02:02 »
Mirea
hahahahaha :D No ładnie, to się dowiedziałam, że moja telenowela kogoś inspiruje ;)) tak, w końcu "Esmeralda" miała tyyyyyyluuu wiernych fanów :)
Z telenoweli można się wyleczyć. Trzeba chciec i coś robić w tym kierunku. Niektórzy są niestety bardzo uparci - trudno chyba o większe opory, niż moje- ale to od nas zależy, kiedy oprzytomniejemy. To nieprawda, że jak się uwolnisz to nic Ci nie pozostanie. Wtedy zrobisz miejsce na coś o wiele lepszego. Bóg NA PEWNO  ma dla Ciebie coś o wiele lepszedo od tego całego popieprzenia.
Ja byłam gotowa i w swięconej wodzie się wykąpać, żeby tylko uwolnić się. Już i tak jest o niebo przytomniej!

Mirea

  • Wiadomości: 42
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-06, 18:55:00 »
Indra:)))

ty zawsze byłaś tu moją inspiracją. z uwagą czytałam Twoje wpisy o telenoweli. dzięki Tobie wiem, że można się z tego wyleczyć, że są sposoby.

(moja data: 27.04.1984, czyli ósemeczka, a on to słodka szóstka ...)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 18:51:08 »
Lynd,
Ja wiem, że to jest ból - przeżyj świadomie wszystkie emocje - bo najpierw to jest bardzo konieczne:)
A jak juz sie oczyścisz z tych emocji(czarnej strony) to zmien kierunek swojej drogi na jasniejsza:)
I teraz żebyś tak nie cierpiał to z Toba jest wszystko wporządku!! Ta kobieta nie zdradziła Ciebie  - tylko siebie i swoj system wartości:))

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 18:50:48 »
o fuck... moja telenowela to nic, w porównaniu do Twojej. Mirea, czas wziąć się za uwalnianie od tego bajzlu i to na serio. Będzie Ci potem lżej.
Z ciekawości zapytam- jaką masz datę urodzenia?

Mirea

  • Wiadomości: 42
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-06, 18:42:13 »
też czekałam na ten wątek!

pozwólcie, że skorzystam i potraktuję to trochę jak kącik oczyszczania, w temacie oczywiście.
bo mam ochotę trochę sobie powywalać i może przy okazji coś przeanalizować.

najpierw byłam tą drugą, tą z którą ktoś zdradzał kogoś. w dodatku przyjaźniłam się z kobietą, którą zdradzał facet, który wziął sobie mnie na kochankę.
czyli ja też ją zdradzałam

i co? prawie zero poczucia winy, wyrzutów sumienia. takie wrażenie, że póki ona nic nie wie, póki nikt nic nie wie, wszystko jest w porządku. póki ona nie dowie się i nie zostanie zraniona. bardzo zraniona. było też takie nasze wspólne (moje i jego) dbanie o nią, troszczenie się, żeby tylko nic nie ucierpiała...
jedynie w momentach, gdy ona była wyjątkowo miła/dobra/kochająca dla mnie, troszeczkę mi wywalało, co ja jej właściwie robię... ale raczej rzadko.
byłam mocno nieprzytomna, głównie pod wpływem zakochania i zauroczenia
Dosyć często mówiłam do siebie pół żartem pół serio, że kiedyś Bóg mnie za to ukarze i mnie też ktoś kiedyś zdradzi. no i stało się. dużo szybciej niż myślałam...

ten mój nielegalny, ukryty związek, to oczywiście nie był żaden związek, ale raczej układ. i nigdy nie uważałam tego za związek. mimo to, kiedy dowiedziałam się o jego kolejnej (niedoszłej zresztą) kochance, to zabolało cholernie.
Najpierw czarna rozpacz, potworne uczucie odrzucenia, wypłakiwanie oczu, samoocena 10 km w dół.
a on się cały czas bezczelnie wypierał i kłamał mi w żywe oczy.
Więc zaczęłam działać, bardziej podświadomie niż świadomie i sama już nie wiem jak to zrobiłam, ale doprowadziłam do tego, że ta trzecia dziewczyna prawie go znienawidziła i odeszła (chyba na zawsze) z jego życia, zanim do czegokolwiek poważniejszego między nimi doszło.

no bo ja go chciałam z powrotem tylko dla siebie. zaślepienie trwało (i niestety trwa nadal).
odczekałam swoje i wrócił do mnie. nie znienawidził mimo wszystko. ale to już i tak było zepsute nie do naprawienia, jeśli w ogóle można mówić o czymś, o jakiejś czystej relacji od początku, którą można zepsuć.
bolało mnie każde wspomnienie tej trzeciej.więc po prostu nie myślałam o tym. jakoś potrafiłam się odcinać od prawdy. zaślepienie bardzo w tym pomaga.
ale po krótkim czasie wszystko i tak się posypało (wystarczył mały pretekst) i w końcu zostałam odrzucona na dobre. on został przy swoim legalnym związku. jego legalna dziewczyna przez cały ten czas o niczym się nie dowiedziała.

minął prawie rok. ale to tylko kalendarzowy. ja emocjonalnie i rozwojowo nie ruszyłam się od tamtego momentu ani trochę. tak jakby to dopiero co się stało. kręcę się w kółko.
zaślepienie nadal trwa. to chyba jakieś grubsze (może karmiczne) powiązanie z tym człowiekiem. czuję to bardzo wyraźnie na splocie. gruby, gruby sznur. nawet nie mam ochoty tego przecinać. bo co ja będę potem miała? on był/jest wszystkim.
więc mam fazy miłości i nadziei. potem tęsknoty i poczucia braku.potem przychodzi złość, nienawiść i chęć zemsty.
mogłabym łatwo się zemścić. powiedzieć wszystko jego narzeczonej. różne myśli i motywy, mniej i bardziej przytomne:

- dlaczego tylko ja mam znosić ten ból, niech ona też pocierpi. czuję, że jesteśmy jak naczynia połączone, gdybym tak trochę ulała mojej goryczy do niej, to bym sobie ulżyła i jemu też by się dostało, dużo, dużo bólu... choć kto go tam wie, czy by to go ruszyło
- im szybciej się dowie, że ją zdradza tym lepiej dla niej. prędzej czy później i tak się dowie. już teraz może zobaczyć co naprawadę się dzieje w jej związku. zasługuje na coś lepszego.
- ona tego nie zniesie. tak bardzo go kocha. życie jej się zawali. nie mogę jej tego zrobić.
- już i tak jest za późno
- słodka zemsta: odrzucił mnie. ta jego obojętność mnie zabija. w ogóle się nie odzywa. to damy mu powód, żeby się odezwał, żeby mnie przeklinał do końca życia...
- nie mogę mu tego zrobić. ja sobie jakoś jeszcze zdążę ułożyć życie, o mnie nikt nic nie wie.( to wszystko działo się daleko stąd, ja byłam obca, z obcego, dalekiego kraju, przyjechałam, wyjechałam.)
on straci wszystko. tam jest jego dom.

i tak 24 h na dobę. i w kółko wróżby w temacie, od których jestem uzależniona. zresztą ten romans też mi ktoś wywróżył, dokładnie rok przed fatalnym spotkaniem...


poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 18:25:49 »
Lynd,
teraz już rozumiem, O kochany to ja Ci na tacy lekcji odrobionej nie podam. Bo jak się tylko na czarne patrzy, to co dobrego można wyciagnąć. Taka droga przez zaslepienie:)

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-06, 18:18:54 »
No to już nie wiem czy się zagłębiasz czy nie ;P

Temat zdrady mnie dotykał kilka razy, i zawsze reagowałem wyrozumiale, jak na wzorce DDA przystało. Ilość razy kiedy mi to wyszło na dobre lub neutralne: 0 :P Za to zdecydowanie mógłbym sobie oszczędzić czasu i problemów gdybym się wtedy pożegnał.
No i fakt że zdrada mi się (przez to) nie mieści w głowie, największe tabu którego (znów przez to :P) nie ma bata abym się dopuścił.

Trochę pomyślałem, i dla mnie największym objawieniem w tym artykule (i dalszej dyskusji, dzięki Clint :) było to że w takim przypadku nie jestem w 50% odpowiedzialny, choćby dlatego że to nie ja zerwałem tę umowę społeczną. Inna sytuacja: załóżmy że jeden listonosz zawsze nam przynosi paczki. Pewnego dnia, kiedy czekamy na dość drogą rzecz zakupioną przez Internet, listonosz przychodzi ze skruchą (a może i równie dobrze przyznać się miesiąc później) że paczkę dał komuś innemu, i nie wie czemu to zrobił, i bardzo żałuje. Zdrową reakcją raczej nie będzie, kiedy zaczniemy go pocieszać, stwierdzimy ze spoko, to też nasza wina, po czym zapłacimy mu dodatkowo za to że tak się musiał trudzić i takie ciężkie emocje przeżywa ;)

Jasne że jak ktoś mnie zdradził, to we mnie też tkwiły przyczyny tego. I zdecydowanie się nimi zajmę, zwłaszcza że teraz będę mieć o wiele więcej czasu bo jemu już mówimy do widzenia :P

A co do wolności, to pewnie interpretujemy ją tak samo. Tyle ze pisałem tylko o wyłączności, a Ty napisałaś w tym kontekście że chcesz czuć się wolna -- czyli, półżartem, podsumowałem że chodzi o wolność do romansów ;)

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 15:35:31 »
Ja podziwiam Twoja otwartośc do pracy nad budowaniem zdrowego zwiazku! Ale ja nie jestem gotowa na jakies dłuższe dyskusje - bo dopiero co zaczełam sie rozkoszowac sama soba:)) Teraz trzeba by było dyskutować o wolności - bo każde z Nas inaczej ja rozumuje!
I w zwiazkach w których panuja zdrowe zasady - gdzie każdego dnia pielegnujemy i pracujemy nad jakościa tego zwiazku - nie wiem czy dochodzi do zdrady? - może i tak, ale też pytanie jak w takim zwiazku zareaguje na to osoba zdradzana:))

poledwica

  • Wiadomości: 385
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-01-06, 10:17:38 »
Mnie najbardziej zastanawia ten watek zdrady. Bo nie bez powodu problem zdrady wychodzi:)
Sorry ale ja sie w to juz nie zagłebiam:)) Tu nie ma winnego - po co szukać?

Iustitia

  • Gość
[#]   « 2013-01-06, 10:06:02 »
Pojęcie winy jest pejoratywne i od razu ustawia dyskusję w określonych schematach.
« Ostatnia zmiana: 2013-01-06, 10:08:57 wysłana przez Iustitia »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-01-06, 10:00:19 »
No art sam z siebie nie zakłada życia z kimś takim.
Cytuj
Dla twojego zdrowia psychicznego najlepiej byłoby gdyby partner ci nie wybaczył i wykopał cię ze swojego życia. Zbrodnia i kara.
Fakt, że autor myli przebaczenie z kontynuowaniem związku. Przebaczanie jak najbardziej ma sens, ale dla swojego spokoju psychicznego, nie po to "żeby związek trwał." Zresztą mówi o wykopaniu takiej osoby i ewentualnej ponowniej próbie dopiero za jakiś czas.

W tym wątku chyba nie było oburzenia (albo byłem zbyt nieprzytomny aby je zauważyć;). Raczej chodziło o to że Twoje mówienie o winie zostało odebrane jako pierwsza z tych skrajności:
1. Ojej, jaki to ja zły byłem dla mojego partnera, bo byłem taki pomieszany... Nic dziwnego że mnie zdradził, biedaczek, bo on tylko szukał miłości i uwagi...
2. Oż ty gnoju, wszystko przez ciebie, to ja tu taki piękny i czysty, a ty podłą gadzino...!

(Na tym forum zawsze się rzeczy odbiera jako skrajności, żeby potem napisać posta że skrajnością nie są:D)

Chodziło raczej o to, że owszem jeśli zostaniemy zdradzeni, jest jakaś lekcja do przerobienia dla nas. Tyle że odpowiedzialność nie idzie po połowie, że jednak osoba która zachowała sie nie fair jest bardziej odpowiedzialna i bardziej "winna". Bo oboje mieliście jakieś niefajne intencje, ok, ale to ona świadomie zdecydowała się podjąć jakieś działania. I rozdzielanie tu winy po połowie jest jak (z góry przepraszam za wyświechtany i dramatyczny przykład) stwierdzenie że ofiara gwałtu jest też winna, bo mogła się tak nie ubierać. Zdradzający czy gwałciciel jak najbardziej może wybrać coś innego. A że jednak wybrał to, oznacza że oprócz niefajnych intencji podjął niefajne działania, czyli przyczynił sie do tego o wiele bardziej niż druga strona.

Co do wolności w związku, to pytanie czy czucie się wolnym oznacza że możemy kogoś przelecieć jak mamy ochotę -- a jeśli tak, to po co ;) Jestem z tą osobą bo chcę z nią być, ustaliłem sobie wyłączność bo chcę pogłębiać związek właśnie z nią i ta wyłączność ma mnie pilnować gdybym się "zagapił" i zaczął pchać gdzie nie powinienem. I oczywiście powinna płynąć ze mnie, jeśli zaczynam czuć presję to znaczy że albo ja już nie chcę być z tą osobą, albo ta osoba zaczyna mnie dusić.