też czekałam na ten wątek!
pozwólcie, że skorzystam i potraktuję to trochę jak kącik oczyszczania, w temacie oczywiście.
bo mam ochotę trochę sobie powywalać i może przy okazji coś przeanalizować.
najpierw byłam tą drugą, tą z którą ktoś zdradzał kogoś. w dodatku przyjaźniłam się z kobietą, którą zdradzał facet, który wziął sobie mnie na kochankę.
czyli ja też ją zdradzałam
i co? prawie zero poczucia winy, wyrzutów sumienia. takie wrażenie, że póki ona nic nie wie, póki nikt nic nie wie, wszystko jest w porządku. póki ona nie dowie się i nie zostanie zraniona. bardzo zraniona. było też takie nasze wspólne (moje i jego) dbanie o nią, troszczenie się, żeby tylko nic nie ucierpiała...
jedynie w momentach, gdy ona była wyjątkowo miła/dobra/kochająca dla mnie, troszeczkę mi wywalało, co ja jej właściwie robię... ale raczej rzadko.
byłam mocno nieprzytomna, głównie pod wpływem zakochania i zauroczenia
Dosyć często mówiłam do siebie pół żartem pół serio, że kiedyś Bóg mnie za to ukarze i mnie też ktoś kiedyś zdradzi. no i stało się. dużo szybciej niż myślałam...
ten mój nielegalny, ukryty związek, to oczywiście nie był żaden związek, ale raczej układ. i nigdy nie uważałam tego za związek. mimo to, kiedy dowiedziałam się o jego kolejnej (niedoszłej zresztą) kochance, to zabolało cholernie.
Najpierw czarna rozpacz, potworne uczucie odrzucenia, wypłakiwanie oczu, samoocena 10 km w dół.
a on się cały czas bezczelnie wypierał i kłamał mi w żywe oczy.
Więc zaczęłam działać, bardziej podświadomie niż świadomie i sama już nie wiem jak to zrobiłam, ale doprowadziłam do tego, że ta trzecia dziewczyna prawie go znienawidziła i odeszła (chyba na zawsze) z jego życia, zanim do czegokolwiek poważniejszego między nimi doszło.
no bo ja go chciałam z powrotem tylko dla siebie. zaślepienie trwało (i niestety trwa nadal).
odczekałam swoje i wrócił do mnie. nie znienawidził mimo wszystko. ale to już i tak było zepsute nie do naprawienia, jeśli w ogóle można mówić o czymś, o jakiejś czystej relacji od początku, którą można zepsuć.
bolało mnie każde wspomnienie tej trzeciej.więc po prostu nie myślałam o tym. jakoś potrafiłam się odcinać od prawdy. zaślepienie bardzo w tym pomaga.
ale po krótkim czasie wszystko i tak się posypało (wystarczył mały pretekst) i w końcu zostałam odrzucona na dobre. on został przy swoim legalnym związku. jego legalna dziewczyna przez cały ten czas o niczym się nie dowiedziała.
minął prawie rok. ale to tylko kalendarzowy. ja emocjonalnie i rozwojowo nie ruszyłam się od tamtego momentu ani trochę. tak jakby to dopiero co się stało. kręcę się w kółko.
zaślepienie nadal trwa. to chyba jakieś grubsze (może karmiczne) powiązanie z tym człowiekiem. czuję to bardzo wyraźnie na splocie. gruby, gruby sznur. nawet nie mam ochoty tego przecinać. bo co ja będę potem miała? on był/jest wszystkim.
więc mam fazy miłości i nadziei. potem tęsknoty i poczucia braku.potem przychodzi złość, nienawiść i chęć zemsty.
mogłabym łatwo się zemścić. powiedzieć wszystko jego narzeczonej. różne myśli i motywy, mniej i bardziej przytomne:
- dlaczego tylko ja mam znosić ten ból, niech ona też pocierpi. czuję, że jesteśmy jak naczynia połączone, gdybym tak trochę ulała mojej goryczy do niej, to bym sobie ulżyła i jemu też by się dostało, dużo, dużo bólu... choć kto go tam wie, czy by to go ruszyło
- im szybciej się dowie, że ją zdradza tym lepiej dla niej. prędzej czy później i tak się dowie. już teraz może zobaczyć co naprawadę się dzieje w jej związku. zasługuje na coś lepszego.
- ona tego nie zniesie. tak bardzo go kocha. życie jej się zawali. nie mogę jej tego zrobić.
- już i tak jest za późno
- słodka zemsta: odrzucił mnie. ta jego obojętność mnie zabija. w ogóle się nie odzywa. to damy mu powód, żeby się odezwał, żeby mnie przeklinał do końca życia...
- nie mogę mu tego zrobić. ja sobie jakoś jeszcze zdążę ułożyć życie, o mnie nikt nic nie wie.( to wszystko działo się daleko stąd, ja byłam obca, z obcego, dalekiego kraju, przyjechałam, wyjechałam.)
on straci wszystko. tam jest jego dom.
i tak 24 h na dobę. i w kółko wróżby w temacie, od których jestem uzależniona. zresztą ten romans też mi ktoś wywróżył, dokładnie rok przed fatalnym spotkaniem...