Poledwica, fajny art
Tylko nie wiem, czy autor nie przecenia roli wolności seksualnej w procesie wyzwalania ludzi z ucisku
Seks to przecież nie wszystko. No ale może chodzi o to, że zmiana podejścia do seksu (który - tak jak podaje autor - był przecież dziedziną przez tysiąclecia najbardziej kontrowersyjną i obłożoną "konwenansami") siłą rzeczy musiałaby oznaczać zmianę mentalności w ogóle.
To już dla mnie dość duża abstrakcja i wolę skupić się na konkretach

A konkretne przesłanie artykułu mi się podoba, bo myślę podobnie.
a co do tematu i artykułu to autor chyba uważa monogamię za wybitnie nieduchowe podejscie do związku
Indra, ja tak tego nie odebrałam. Moim zdaniem nie chodzi o wybór pomiędzy monogamią a poligamią, ale o wybór pomiędzy życiem wolnym (bez dyktatu strachu), a życiem pełnym ograniczeń.
A więc ja powiedziałabym tak: Ani monogamia, ani poligamia nie jest nieduchowa. Nieduchowa jest tak samo monogamia, jak i poligamia jeśli wynikają one z graniczeń podyktowanych lękiem lub chorymi przymusami (czyli de facto też lękiem).
Wolność "od" i "do" seksu wcale nie oznacza bzykania z kim popadnie. Można z powodzeniem czuć się wolnym w sprawach seksu i mieć stosunki tylko z jednym partnerem. Jeśli tylko ktoś tak lubi. Ale to musi wynikać z prawdziwej chęci, a nie z ograniczeń, np. ze strachu przed opuszczeniem, czy dzieleniem się swoją własnością z kimś innym.
No właśnie, bo chodzi o to, żeby odkryć na co naprawdę ma się ochotę i po prostu to robić. Bez lęku, bądź na przekór lekowi. Wtedy jest to wyzwalające.