Autor Wątek: Uzdrawianie związków partnerskich  (Przeczytany 99037 razy)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 23:20:30 »
Myślę, że czasem my sami stwarzamy sobie zbyt dużo ograniczeń, które według naszego "przekonania" blokują stworzenie związku. Trzeba to, trzeba tamto itd... 

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 23:08:46 »
Ciekawie bywa z tymi wszystkimi "zaletami" do tworzenia związków, jakie cechy powinien mieć partner/ka, czego ludzie szukają w partnerze/ce. Są tacy co przejawiaja mnóstwo takich zalet: uroda, inteligencja, pieniądze... i szukają a tu nic.
A właśnie przypominam sobie faceta, który jest lewy do wszystkiego oprócz robienia plotek, a jednak coś potrafi- tworzyć bardzo udany związek. Nic nie wie o kreacji związków, ale widocznie tworzenie związku, to dla niego coś OCZYWISTEGO.
 

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 23:05:55 »
 Clint
rozwaliłeś mnie tym postem-pozytywnie!! :) szacun. Najlepszy fragment o głupich łysolach :D
 Mam odczucia bardzo podobne do Twoich, tylko u mnie teraz jest frustracja związana z konkretną osobą, a nie tylko ogólnym brakiem związku. Strasznie mnie wkurwia fakt, że oczyszczam, oczyszczam, oczyszczam tą zasraną karmę z nim i te intecje, a to dalej wszystko jest. Czasem chciałabym, żeby ktoś to po prostu za mnie zrobił i żeby wreszcie był spokój.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-05, 23:02:28 »
Mi latami nie chciała odejść rozpacz za brak związku. Nie da się, tym bardziej jeżeli jest presja społeczna i chce się zdobyć jakiekolwiek doświadczenie z ludźmi, w bliskości itd. To normalne. Gorsze jest potępianie samego siebie za brak postępów i mijające lata. Gdy osoba miała jakieś związki, chyba łatwiej jest jej poczekać, łatwiej uzdrawiać. Tak myślę. Bez związku nie da się przejść pewnych traum, nie da się samodzielnie wyzwolić pewnych energii i włączyć ich w życie. Harmonizujący partner daje taką możliwość rozwoju, kopa do innego funkcjonowania. Jest potrzebny.

Clint,
wiem chyba o jakim zawieszeniu piszesz. Tak jakbyś czekał od dawna, aby coś przekroczyć w sobie.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 22:56:35 »
Ja z kolei czytając post Sebastiana poczułem podobieństwo z tą samotnoscią i wiem, że jest ona naprawdę męcząca. Też zmarnowałem wiele wcieleń będąc pustelnikiem.
Clint
Cytuj
A jeśli chodzi o wolność od przymusu, uwalnianie od presji i wrzucanie na luz - hahahahaha

Tak właśnie zareagowałyby osoby nierozwijające się. Jeśli miałyby się od tych wszystkich przymusów uwolnić to po co byłby im związek. Oni właśnie po to je tworzą żeby to wszystko dostawać.

« Ostatnia zmiana: 2012-08-05, 22:58:26 wysłana przez Mateusz »

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-08-05, 22:54:39 »
Pewnie, ze tak. Rozwoj rozwojem ale kazdy chce byc kochany i kochac. To normalna potrzeba ktora zamiast zwalczac powinno sie wspierac nadzieja na spelnienie. A ono wtedy na pewno przyjdzie. W odpowiednim czasie :-))

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-08-05, 22:36:19 »
Jak przeczytałem post Sebastiana to wzbudziło to we mnie jakieś niemiłe odczucia - przyjrzałem się temu bliżej i widzę, że odczuwam podobną frustrację, ale w samym temacie związku partnerskiego. Cuda na kiju mi kreują w różnych tematach, wzrasta samoocena, pojawiają się coraz fajniejsi ludzie, jest coraz lepiej z kasą i pracą, itd. ale za cholerę nie mogę sobie wykreować nawet średnio dobrego związku, nie mogę spotkać żadnej dziewczyny, która byłaby chociaż do realnego rozważenia, nawet jak obniżę wymagania do absolutnego minimum (przy którym taki związek miałby jeszcze jakikolwiek sens).

Mija już jakieś 3,5 roku mojego rd, a ja po raz setny odczuwam tą samą frustrację, może i dużo słabszą niż kiedyś, ale wciąż tak beznadziejnie ryjącą dziurę w sercu. Ile jeszcze czasu będzie musiało minąć nim przeleje się ta cholerna masa krytyczna tych wszystkich obciążeń i w końcu moja pś dopuści do stworzenia tego związku? Jak długo jeszcze będę musiał udawać przed samym sobą, że to wcale nie boli tak bardzo jak rzeczywiście boli? Jak długo będę musiał zgrywać twardego, niezależnego i potrafiącego dobrze żyć bez związku? Nie chce znowu przeżywać tak intensywnie tego całego bólu, wchodzić w ten ocean rozpaczy, który pochłonąłby wszystko to, co do tej pory osiągnąłem. Nie chce aby dni znowu stałe się szare i depresyjne. Nie chce tego całego oczekiwania i napięcia na to kiedy wreszcie spotkam tą odpowiednią partnerkę.

Moje serce więc jest ściśnięte i trwa w zawieszeniu, co sprawia że cała radość i zadowolenie z mojego całkiem fajnego już życia, są od czasu do czasu zabrudzane przez uczucie pustki. Mam dość tej pustki, jestem przeraźliwie wściekły na to, że ona wciąż i wciąż i wciąż i wciąż jest w moim sercu i cokolwiek bym nie robił, czegokolwiek bym nie uzdrowił - ona sobie gdzieś tam uparcie tkwi i tkwi i tkwi i tkwi nieustannie, bez przerwy i chwili wytchnienia. Mam ochotę wyrwać sobie serce, żeby tego nie czuć, ale wiem że to niemożliwe, więc odczuwam jedynie bezradność i bezsilność.

A jeśli chodzi o wolność od przymusu, uwalnianie od presji i wrzucanie na luz - hahahahaha


HAHAHAHAHAHA!


Nie wiem jak Sebo, ale jak dla mnie to jest ostatnia rzecz o jakiej chciałbym w takiej chwili słyszeć. Pewnie dlatego że próbowałem tego przez sporą część tych 3 lat wielokrotnie i choć samoistnie przy uzdrawianiu różnych rzeczy te presje i przymusy malały, to nie wyobrażam sobie, aby ktoś z tak silnym poczuciem osamotnienia miałby pracować nad tym, że "nie musi tworzyć związku" i jednocześnie miałby sobie nie wbić łyżki w serce. Zresztą to właśnie przez tego typu duchowego pieprzenia od buddystów wszelkiego rodzaju straciłem wiele żyć na pogłębianie swojej samotności. Głupie łysole odcięte od własnych emocji.

Eh, dobrze wiem, że sobie zasłużyłem na taki los moją mega upartością przez wieeeeeeele wcieleń i wcale się nie dziwie, że wciąż jestem sam, ale i tak jest to strasznie frustrujące. Ile jeszcze takich wywalankowych postów będę pisał na tym forum nim kogoś sobie znajdę?

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-05, 22:30:15 »
Ja mam tu łatwiej bo doświadczyłem na bardzo głębokim poziomie powiedzmy medytacyjnym wolności do i od związków i to we mnie juz tak zostało. Co prawda sporo mam jeszcze nieuzdrowione w temacie, czyli w praktyce blokuj jeszcze się na najlepszy związek ale jego brak nie powoduje u mnie jakichś wiekszych schizów.

Zauważam, że przede wszystkim jedyna na świecie osoba, która jest w stanie mi zapewnić miłość ZAWSZE i do tego taką jakiej potrzebuję - jestem JA SAM :-) Partnerka może też mi ją dać ale może też byc do tego niezdolna. Uzależnianie sie od tego, do czego jest ona zdolna a do czego nie to droga do nieszczęścia

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 22:28:20 »
Ciekawi mnie, że ta wolność od przymusów do związku, od potrzeby opierania się na partnerce, leczenia samotności poprzez związek dotyczy tylko rozwojowców. Oni, żeby stworzyć związek muszą się od tego całego uzależnienia uwolnić i dopiero jest szansa na związek.
Co innego nierozwojowcy. Oni właśnie po to tworzą związki żeby nie być samotnym, żeby mieć oparcie, poczucie bezpieczeństwa i dalej wszystko inne - od czego rozwojowiec, jak myśli o związku musi się uwolnić.
Dodam, że mając takie egoistyczne oczekiwania nierozwojowcy bez problemu tworzą udane związki i najczęściej dostają to, czego od partnera oczekują.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-05, 22:19:46 »
Wydaje mi się, że ciężko sobie odpuścić tęsknotę za jakąś duchową partnerką, kimś kto idealnie zrozumie. Tym ciężej im bardziej przykre jest życie. Niestety. Ja od siebie nie wymagałam takiej postawy przy kiepskiej sytuacji własnej. To rzeczywiście może przyjść, taka rezygnacja i poczucie, że jest mi dobrze w związku i bez związku - ale na to potrzeba dojrzałości i czasu. Wtedy dopuszcza się naprawdę fajne energie i rozwiązania, gdy mniej presji.

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-05, 22:12:31 »
Sebo
Uzależnianie samopoczucia  od bycia z partnerką to raczej nie pomysł na 5tkę. Teraz czyni cie to nieszczęśliwym, a nawet jak związek powstanie to będziesz zawsze w sidłach lęku, czy sie nie rozpadnie i dno nie wróci.

Lepiej od razu opanuj wolność od przymusu tworzenia związku. To nie oznacza uciekania od związku - tylko postawę, że jest mi dobrze i bez relacji związkowej ale jeśli pojawi sie taka mozliwość to spokojnie stworzę związek z najlepsza dla mnie partnerką

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-08-05, 22:05:39 »
Sebastian
Czy nie za dużo samokrytycyzmu?
Choćby na tym forum, jesteś dobrze rozumiany, ceniony za szczerość, za to że piszesz śmiało od serca.
Każdy ma swoje do przerobienia, i naprawdę nie chodzi tu o szybkość, czy pośpiech. W rozwoju wszystko ma swój czas, musi się uzdrowić i dlatego potrzebna jest cierpliwość i spokój. Ja sam myslałem że z niektórymi tematami poleci mi szybciutko, a tu sie okazuje, że zostaję wręcz przystopowany i co? temat trzeba brać dosłownie po kawałeczku.

W pewnych tematach trzeba zacząć od dobrej wiedzy psychologicznej ze świadomością duchową. I uczyć się na drobnych sprawach, robiąc małe kroczki- za które KONIECZNIE  trzeba się chwalić, gratulować sobie, doceniać, cieszyć się.
 
 
 

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-08-05, 21:44:59 »
Sebastian,

powtórzę to również na forum. Uważam, że taki płacz jest w porządku. "Wypłakujesz" swoją przeszłość, swoją bezradność, swoje nieszczęśliwe dzieciństwo. I to jest bardzo dobre, to jest potrzebne, aby zobaczyć przytomniej rzeczywistość, w której możesz wykreować coś lepszego. Nie sądzę, aby wszyscy szli łeb w łeb do przodu, to nie jest tak. Każdy bardziej panuje nad jakimś tematem, jest w czymś zdolniejszy, bardziej świadomy. Opisana przez Ciebie sytuacja wzbudza we mnie jedynie zrozumienie i spokój. Pomimo wszystko, ponieważ wiem, że wyjście z tego otworzy Ci oczka i duszę na coś zupełnie nowego. Przekonałam się, że w takiej rozpaczy, gdy nie chcemy puścić przywiązania do czegoś - Bóg właśnie szykuje cudowną niespodziankę. Wtedy wydarza się coś, co trudno było zaplanować. Coś naprawdę dobrego.

Amelka

  • Gość
[#]   « 2012-08-05, 21:20:20 »
Sebastian,

:-)) moge Ci powiedziec ze Twoje poczucie przytloczenia zyciem jest przejsciowe, zreszta mozna to tez spokojnie zrzucic na wywalanki. Radzisz sobie swietnie przeciez! Dlaczego jestes dla siebie taki surowy? Utrzymujesz sie sam, jestes niezalezny, zmieniles sie wewnetrznie. Wszedzie widze rozwoj! Osiagnales tak duzo. To ze kiedys byles taki czy siaki teraz nie ma juz zadnego znaczenia. Zaakceptuj ze byles "cwaniakowaty", pokochaj siebie tamtego z tamtych czasow i odpusc sobie. Zreszta miales takie a nie inne dziecinstwo a to wplywa na czlowieka. A Ty sam potrafiles sie z tego wydzwignac i sie zmienic i TO jest dopiero cos. Liczy sie teraz. Powinienes byc dumny z siebie. Masz po prostu gorszy czas, ale kazdy z nas miewa. Ale bedzie lepiej, znowu zaswieci slonce :-) Mowisz ze nic sie nie zmienia, tupiesz nozkami i wolasz: juz!juz!juz! daj Bogu troche czasu, zeby mogl przygotowac COS EKSTRA dla Ciebie :))))

Ps. Ja tez patrze jak wszyscy pisza i ida do przodu a ja... zolw bylby szybszy ode mnie ;-))

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-08-05, 20:52:11 »
Czuję się boleśnie samotny i nie potrafię tego zmienić. Jestem zafiksowany i odizolowany od ludzi, próbuję z kimś nawiązać kontakt cały czas ale nie wychodzi mi to. Tak samo zresztą na tym forum. Patrzę na to jak wszyscy piszą, idą do przodu a ja czuję się jakbym był w jakiejś klatce. Spotkałem się wczoraj z moją byłą dziewczyną, pogadaliśmy troche, pośmialiśmy się ale po tym spotkaniu czuję się jeszcze bardziej samotny. Zaczynam wysyłać do Boga desperackie prośby o to żeby przysłał mi jakąś światłą anielicę która się mną zaopiekuje bo najzwyczajniej nie radzę sobie z życiem. Podjąłem wyzwanie, żeby samemu się utrzymywać i ogrom emocji, stresów, wywałek i obowiązków mnie rozwala. Spędziłem 2 dni weekendu głównie na odpoczynku i wcale nie czuję się dobrze, a o 3  rano wstaję znowu do pracy. Pierwszy raz się cieszę że będę miał dniówkę we dwójkę mimo że ten gość ma adhd i działał mi na nerwy - bez niego bym chyba nie przeżył tej jutrzejrzej dniówki.

Podczas odpoczynku na przemian płaczę, emocjonuję się , potem śpię - potem zalewają mnie fale światła gdzie czuję się wspaniale a potem znowu sie emocjonuję płaczę i śpię ;/ i mógłbym tak nonstop, bo brakuje mi siły na cokolwiek

Moja sytuacja jest tragiczna! Czuję takie napięcie. Oglądałem przed chwilą film "zielona piękność" i ryczałem cały film, podczas płaczu było mi trochę lżej a teraz dalej czuję się fatalnie samotny i odrealniony. Zaczynam wierzyć że ten rok 2012 jest naprawdę przełomowym czasem dla ludzi i ja to przeżywam bardzo ciężko i modlę się o to żebym to przetrwał i żeby wszystko było lepiej.

Modlę się o to żeby mi było lekko to nie - kurwa - mi ma być ciężko! i żadne afirmacje sracje mi na to nie pomogą ;/ mam za swoje, za cfaniakowanie przez kilkanaście lat tego życia i wysługiwanie się wszystkimi dookoła i manipulowanie otoczeniem dla swojej wygody....


Wczoraj jak widziałem się z była dziewczyną, to widziałem się też z jej mamą, która malowała komuś biuro żeby sobie dorobić. Położyłem się tam na podłodze i leżałem, a one nie zwracały na mnie uwagi i sobie cośtam robiły. To taki fajny stan, że ktoś jest wokół mnie, coś sobie robi, nie zaczepia mnie a ja mogę być zagłębiony w siebie wiedząc że ludzie są blisko ale też że nie będą mi nic robić. Wtedy nie czułem się samotny.
« Ostatnia zmiana: 2012-08-05, 20:57:38 wysłana przez Sebastian »