Lilliole
Jak się nie wie, to warto się dowiedzieć

Ludzie chcą spełniać poprzez związki z innymi rózne swoje potrzeby, zaspokajać je. Nie ma w tym nic złego. Związek służy zaspokajaniu róznych potrzeb POD WARUNKIEM, ZE NIE SĄ ONE ZASPOKAJANE KOSZTEM PARTNERA.
I teraz dalej
Związek ma być po to, żeby nam było z kimś lepiej / przyjemniej, niż jest samemu. Każdy inny powód to KONTRAKT, czyli umowa de facto handlowa: "coś za coś". Marks uważał nawet, że małżeństwo to zalegalizowana prostytucja. W wielu związkach nie chodzi o nic więcej.
Ja nie lansuję kontraktów.
Zachęcam, by związek był oparty na wzajemnej miłości, szacunku, wsparciu, zrozumieniu, wspólnocie celów i zainteresowań. By było w nim miło i przyjemnie.
To jest możliwe.
Istnieje wiele związków opartych na błędnych załozeniach czy pelniących funkcje kompensacyjne. Dlatego większość osób przed stworzeniem związku powinno przejść przez psychoterapię, szczególnie dla Dorosłych Dzieci Toksycznych Rodziców. Przydają się też Ustawienia Rodzinne wg Hellingera (pod warunkiem, że prowadzi je KOMPETENTNY i SWIADOMY terapeuta, a takich jest niewielu).
Jeśli wolimy autoterapie, to warto ją zacząć od afirmacji "sam wiem, czego chcę w związkach z (osobami płci przeciwnej/ tej samej)".
Przyklady uzdrawiania nastawienia do związku:
Klientka zniecierpliwiona, zdenerwowana, ze trafia zawsze na partnera, który ją olewa. Nawet jak jest harmonijny, to ją zostawia. Tymczasem czas ucieka i już niedługo bedzie za późno, by mieć dzieci.
Odreagowujemy wzorce rodzinne, przejęte od rodziców, dziadków, otoczenia i... nadal nic, a czas związany z mozliwością posiadania dzieci ucieka.
I wreszcie wpadam na pomysł, że niepowodzenia z przyciągnięciem właściwego faceta mogą się wiązać z niewłaściwym nastawieniem do posiadania dzieci.
Proponuję klientce, żeby zrobiła zestaw cech, których by nie chciała w związku. Ona na to, że zestaw cech, które by chciała, to już przerobiła i... nadal nic.
Tłumaczę jeszcze raz, że trzeba poznać cechy, których się nie chce, by potem afirmować ich pozytywne zaprzeczenia. Zgadza się, ale.... bez zapału.
No i wreszcie mówię, że jeśli chce mieć dzieci, to musi je uwzględnić w swoim planie związku. Tłumaczę, że powinna przyciągnąć partnera prorodzinnego, który chętnie zarabia na dzieci i na nią, który ją wspomaga w opiece nad dziećmi, w wychowaniu ich i bawi się z nimi.
Klientka jest zszokowana - takiego podstępu sie nie spodziewała. Chwilę mysli i wreszcie mówi:
- A po co mi te dzieci? Ja nawet nie wiem, czy chcę mieć dzieci? I w ogóle to mi na pewno bardziej zależy na osobie partnera, żeby się mną interesował i żebysmy miło spędzali czas. A dzieci? Nawet nie widzę dla nich miejsca. Jakby były, to by były. I wreszcie dochodzi do wniosku, że to, czego chce od dzieci, to ma na codzień, bo pracuje w przedszkolu. I tyle jej wystarcza do spełnienia.
Kolejna klientka. Chce, żeby związek był wspaniala zabawą i seks też był zabawą. Och, jak ona o tym marzy!
Sugeruję jej:
- Jeśli chcesz, żeby seks był wspaniałą zabawą, to powinnaś zaakceptować,że jesteś wspaniałą zabawką w rękach partnera.
- Cooooo? - krzyczy przerażona - Ja mam być zabawką w rękach mojego faceta?
Jednak po ochłonieciu i chwili zadumy dochodzi do wniosku, że właśnie tego jej brakowało i zaczyna pracę z afirmacją. Wywalanka jest straszliwa, ale skutki po jakimś czasie pozytywne.
Facet, który w wyniku negatywnych doświadczeń z kobietami uznał sie za geja:
Zawsze czuł obrzydzenie na myśl o seksie z kobietami. Raz jednak spróbował seksu oralnego i... zaczął wymiotowac, bo ona tak mu śmierdziała.
W trakcie sesji okazało się, że podczas porodu matka popuściła i rodził się w kale i moczu. Ten smród mu się zawsze kojarzył z kobiecymi genitaliami. Po uwolnieniu od traumy narodzin, kobiety przestały mu śmierdzieć, a więc potancjalnie mógł wejść w związek z kobietą.