Dla mnie ten art jest złą inspiracją w kontekście związków.
Lynd, zadajesz pytanie, czy mozna stworzyc dobry związek na bazie tego, że wystarcza nam sama obecnośc danej osoby. Potem piszesz w odpowiedzi na:
" Mi się zawsze wydawało że to że oferuję siebie taką jaką jestem wystarczy. Tym bardziej że to wszystko co wyżej jest względne i jest tak naprawdę kwestią samooceny i właśnie docenienia samego siebie."
:
Mi się też tak zawsze wydawało, i niestety tworzyłem związki jakie tworzyłem. Odpowiednie na tamten czas, bez wątpienia, ale takie... płaskie? I właśnie jak piszesz, po przerobieniu samooceny i nauczeniu się przejawiania tych wszystkich fajnych rzeczy w społeczeństwie, sprawy nabrały niesamowitej głębi. Nawet mimo tego, że w temacie zostało dużo do przepracowania.
Wnioskuję że jak przepracujesz to co ci zostało do przepracowania, to uświadomisz sobie że sama obecnośc wystarcza.

Nie jest to płaskie, widać że nie miałeś związków w których doświadczałeś podobnych wibracji i otwarcia, bo nie wiesz, co się dzieje dalej i wnioskujesz negatywnie po swojej przeszłości w której notabene nie byliście otwarci i nie mieliście podobnych wibracji/świadomości:)