Leszek
No ja się spotkałam z takimi osobami niestety, niekoniecznie byli to moi klienci. Ale po sesji, coś nie zostało do końca oczyszczone, zeszła jakaś warstwa, ktoś sobie coś przypomniał, coś popuszczał, ale nie odreagował wszystkiego. Temat ciągnął się głębiej, relacja karmiczna była bardziej zawiła i nie da sie wszystkiego odreagować w ciągu jednej sesji. Więc pewne tematy zostały puszczone, ale to było za mało. Wyszły kolejne warstwy pretensji. Nie uważam by była to wina regresera. No i taka osoba nadal pozostawała nieodreagowana z pretensjami do karmicznego kata wg jej postrzegania.
Jeśli chodzi o karmę ofiary, to nie jestem przekonana( mogę się mylić bo jestem w trakcie uzdrawiania tego tematu), że ofiara zawsze musi prowokować. Ja doszłam do takiego momentu, że czuję się ofiarą, wobec różnych osób, bo czuję że nie mam mocy, Boskiej ochrony i mam przekonania że Bóg mi w żaden sposób nie pomoże i nie ochroni. Że jestem słaba przejawiając światło, a mrok i syf ma większą moc, zwłaszcza gdy jest to kilka osób, które są zaślepione. Nie chodzi o to, że te osoby są zakodowane konkretnie na mnie, one chętnie wykorzystają każdego, kogo się nie boją.
Czy to co opisałam też jest prowokacją o jakiej piszesz?
Ja świadomie widzę że mam czyste intencje, że mam rację, a te osoby mają złe intencje, chcą poniżać, wykorzystywać, manipulować i atakować, by coś np uzyskać, wymusić, albo coś sobie udowodnić. I co z tego? To one mają "siłę przebicia" nade mną, zwłaszcza gdy są w grupie, która z różnych powodów ma intencje by się wspierać, np widzą w tym wspólny interes. Ja widzę intencje poszczególnych osób zwykle i sposoby ich działania, a jednak ulegam, bo nie jestem w stanie "przyjąć na klate" tyle paskudnej energii z ataków psychicznych i energetycznych jakie te osoby, często DDA wysyłają. Nie ma w tym często żadnej logiki. A jeśli jest to bardzo pokrętna. One często przychodzą już z takim nastawieniem.
Chyba że luki w mojej samoocenie są wystarczającą prowokacją. No ale idealną samoocenę to będę miała pewnie tuż przed oświeceniem, albo w momencie oświecenia, gdy już nie będzie faktycznie o co zaczepić.
Przyjmuję do wiadomości że w związku z tym ze to mi wywala, mogę czegoś nie widzieć.
Natomiast jeśli chodzi o prawdę obiektywną w sesjach. Zdarzyło mi się nie raz, że bliska mi osoba, szła na sesje, puszczała sobie coś ze mną związanego, a potem wracała przekonana o tym jaka to ja jestem zła, bo coś tam tej osobie kiedyś zrobiłam. Choć ja to widzę zupełnie inaczej, znając moją drogę karmiczną z tą osobą.
Ale ta osoba sobie przypomniała i ona "wie", ma mnóstwo emocji i potwierdziła sobie, że ja to zło. I widzi że ja mam nadal takie intencje, co dla mnie jest abstrakcją i widzę zupełnie coś innego.
No i wiem także po sobie, że wiele sesji upłynęło zanim odpuściły mi żale do pewnej bliskiej istoty i przekonanie że to jej wina, te wszystkie nieszczęścia między nami.
Puściło dopiero, gdy po dłuuuugim czasie dotarłam do pierwotnych przyczyn, które były bardzo głęboko. W między czasie mieliło się i emocje były nadal żywe. Wydawały się być uzasadnione.
W tym kontekście pisałam, że warto o tym mówić, że nie jest prawdą obiektywną, to co się w sesji może wydawać. Zwłaszcza gdy emocje nadal są żywe, bo nie do końca temat został uzdrowiony.