Z mięsa jem tylko ryby i powiedzmy średnio raz, 2 razy na tydzień. Inne mięso-raz na pół rok gdy ktoś gdzieś mnie zaprosi na obiad i poczęstuje-jest mi głupio odmawiać na miłe zaproszenie-tak jak dziś, zjadłam trochę kurczaka, ale bez jakiejś wielkiej namiętności. To
Ale ostatnio odrzuca mnie nawet od ryb. Wegetarianką się nie czuję-trzeba mieć taki styl życia, a mi trochę do niego brakuje. Ale chciałabym nią kiedys zostać.
Chyba największy problem mam właśnie z ludźmi-całe życie muszę słuchać tekstów (jestem niejadkiem): to co ty w ogóle jesz? na pewno masz zle wyniki, zle sie odzywiasz i inne tego typu gadanie. Gdybym nie jadła glutenu byłyby kolejne teksty, że teraz to już pewnie umrę z głodu.
Największy problem to właśnie-co ludzie powiedzą i jak dać sobię radę z ich tekstami. Męczy mnie tłumaczenie lub kręcenie, bo nie mówię im całej prawdy w tych kwestiach.
Pamiętam, że wtedy gdy nie jadlam tego cukru też się przyzwyczaiłam i nie miałam problemu. Planowałam nawet pozostać z tym do konca życia...ale to już inna historia nie w temacie.
Wiem, co masz na myśli, bo mam często podobny problem.
Kiedyś przez rok nie jadłem mięsa itd., dieta wegetariańska, to najbardziej męczyły mnie teksty ludzi, znajomych na rożnych imprezach, np. rodzinnych zjazdach, itd., typu CO TY MIĘSA NIE JESZ?

!!! Rzucało mnie wtedy po ścianach z wkurwu.
Teraz też, eksperymentuję często z odżywianiem itd., czytam dużo o tym itd. I też to samo, komuś powiem, że nie jem pieczywa, ziemniaków, ryżu itd., to zaraz laboga, jak tak można, i naśmiewanie się ze mnie, że dziwaczę itd. Męczy to, ale z drugiej strony wiem, że oni są lustrem mnie. Sam pewnie gdzieś tam nie akceptuję tych swoich wyborów, szukam potwierdzenia u nich, ale nie dostaję, bo sam nie akceptuję gdzieś w głębi siebie tego, co robię.
Więc powoli się coraz bardziej męczę tym i coraz mniej ludziom mówię o dietach itd., o zdrowym odżywianiu. Jak to ładnie jest pokazane w jednym tekście de Mello: przychodzi facet do baru i widzi faceta z bananem w uchu, mówi do niego: masz facet banana w uchu, ten na to: co?

!!!!!!, drugi: masz facet banana w uchu!!!!!!!!, co?



!!!!!!!!! MASZ BANANA W UCHU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a facet z bananem w uchu: MÓW FACET GŁOŚNIEJ, BO MAM BANANA W UCHU!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Ja z cukrem też przestałem. Na razie nie jadłem przez 2 miesiące. Zresztą, typowego cukru to już długo. Nie słodzę herbaty, kawy ze 3 lata może. Zamieniłem na początku na Stewię, a teraz już w ogóle nie dodaję słodzików. A od 2 miesięcy już zero cukru, prawie, czasami jest coś w warzywach niektórych, czy w truskawkach, które czasem jem. I powiem szczerze, przyzwyczaiłem się i kompletnie mnie nie ciągnie, ani do słodyczy, ani do niczego słodkiego. Prawdę mówiąc, powoli zapominam, jak smakuję niektóre słodkie rzeczy.
Najważniejsze to wybierać siebie. Bo gdy się będzie robić to, co inni uważają, że się będzie robić, to będzie się żyło w ich KLATKACH OGRANICZEŃ, w których oni żyją.
Co by było, gdyby Jezus, czy Budda słuchał innych? Orzeł słuchał tego, co gdaczą kury? Stałby się kurą. Zniszczyłby swoja naturę, swój potencjał.