Nie składam jedynie na psychologiczno-pedaoggiczne stanowiska, ale równiez praca biurowa, telemarketing, redaktorzy, tłumacze. Co tam tylko mogę i czuję się na siłach, że się nadam. Najczęściej dostaję odmowę, bo piszą mi, że brak doświadczenia, a praktyki studenckie się nie liczą.
Po maturze, chciałam wyjechać z pewną osobą do Gdyni i zakładać działalność. Szkolenia duchowe, uzdrawianie, coś w tym stylu. Rodzina mi nie pozwoliła, były takie awantury, że zachodziło na obłęd, do tego doszło picie ojca. Zrezygnowałam z tego pomysłu i poszłam na studia, do których mnie praktycznie zmuszono. Wtedy już zaczęła się u mnie ostra patologia, która nie pozwoliła mi ani pracować, ani uczyć się - więc i te studia ledwo zdane i bez doświadczenia. Stąd moje najgorsze stany emocjonalne, że nie postawiłam na swoim i dałam się urobić rodzinie. Teraz nie czuję się ani pewnie ani odważnie, żeby realizować to co kiedyś gdy działałam bardziej w duchowości.
Pozostaje mi afirmować i modlić się o najlepsze rozwiązania, a nóż uda mi się coś wymyśleć i przyciągnąć do swojego życia.
To przykre, że rodzina potrafi na tyle wykończyć przez 5 lat studiów, że potem ledwo chodzisz. Ale widocznie tak miało być, jestem chyba zbyt zmęczona, by analizować.
Clint,
to wydaje się fajne, ale drogie. Może warto? jeżeli masz ku temu możliwości.