Autor Wątek: Wasza historia  (Przeczytany 17100 razy)

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-25, 20:27:00 »
totalna porażka. Jak to Leszek ostatnio pisał. Kobiety o pustych oczach i zamkniętych sercach.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-25, 20:20:31 »
Wspomnienie terapii grupowej wprawia mnie teraz w rozbawienie. Udawaliśmy osoby z problemami, albo po prostu mówiliśmy o sobie. Wiele osób podśmiewało się i ciężko było się otworzyć. Złośliwości było bardzo dużo, szczególnie jak komuś się nie udawało zagrać jakiejś scenki. Jak ktoś kogoś nie lubił, potem oczywiscie był obgadany pod uczelnią z tego co powiedział o swoim życiu. Hehe porażka.

Doktor-X

  • Wiadomości: 2 140
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-25, 20:12:12 »
To dowodzi na jak niskim poziomie jest współczesna psychologia. Troche mnie to nawet drażni. Moja siostra skończyła studia pedagodiczne a potem robiła 3 lata psychologie. Ale to ja młodszy od niej brat o 9 lat daję jej psychologiczne rady i często ją pouczam.

Jak bym ja o tym decydował to na studia psychologiczne dostawały by się tylko osoby z powołania które od lat nad sobą pracują i mogą pochwalić się jakimiś osiągnięciam iw rozwoju osobistym. Bo w przeciwnym wypadku to wygląda tak jakby przyjmowac do wojska pierwszych lepszych z ulicy.
« Ostatnia zmiana: 2012-09-25, 20:15:23 wysłana przez Doktor-X »

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-25, 20:11:25 »
Nie wiem Inga,
w Lublinie gdzie kończyłam studia zabijali się o ten kierunek, było może 25 osób na miejsce. Ja się dostałam ale na styk, trudno mi w to uwierzyć. W zasadzie nie chciałam tam iść, ale już gdzieś opisywałam, że tak mi doradzono pod presją. Stało się tak jak się stało i zaczęłam tam studiować. Wszyscy nas oczywiście zapewniali, mydlili nam oczy, że jesteśmy wybitnym kierunkiem, zdobędziemy wiedzę, dzięki której mamy szansę mieć na prawdę dużą przewagę w życiu. Jakkolwiek oni tę przewagę rozumieli, ja już nie wnikam. Od pierwszego roku krytykowali wszelką ezoterykę i to co się z nią wiązało - katolicka terapia rządzi ;) Ludzie zwyczajni studenci - oczywiście spotkanie integracyjne, dużo osób się upiło, bo widziałam to potem na zdjęciach na fejsie. Już krzywo na to patrzyłam i nie rozumiałam o co z tymi studiami chodzi. A wykładowcy dalej nam mamili, że jesteśmy cudowni, że tak rozchwytywani będziemy - a ja nawet nie wiedziałam, że po tym nie ma pracy, tylko trzeba mieć znajomości i masę dodatkowych szkoleń i uprawnień.

Wiele zajęć mnie ostro denerwowało, szczególnie jak prześmiewali tematy i terapie, którymi ja sobie pomogłam. Oni uważają się po prostu za lepszych od innych "pomagaczy".Przez długi czas nie mogłam tam nic zdać, ponieważ ich filozofia i moja głęboko się kłóciły. Nie podobało mi się rycie na pamięć. Rycie na pamięć oznacza brak zrozumienia, brak wrażliwości. Po kij mi setka definicji osobowości? Albo 200 nazwisk terapeutów niemieckich, którzy przyczynili się do rozwoju psychologii? Przez pierwsze lata stos głupot, których nie mogłam sobie przyswoić.

Ludzie jak ludzie. Moim zdaniem większość idzie ze względu na modę, na chęć dominacji, z powodu niskiej samooceny. Zdarzały się jak wszędzie dziewczyny tzw suki, obgadujące i śmiejące się gdy je mijasz. Z takiego powodu, że jesteś gorzej ubrany, lub widać po tobie problemy. Obgadywanie, śmieszki, były na porządku dziennym. Ja się trzymałam z cichymi dziewczynami przypominającymi zakonnice, ponieważ stanowiły mniejsze zło. Przynajmniej nie atakowały. Gdy przyszło co do czego i zwierzyłam im się z moich problemów na 3 roku, żadna nie wiedziała co z siebie wydusić. Po miesiącu mojego żalenia się, a było fatalnie - powiedziały - Anka, my byśmy się chyba zabiły na twoim miejscu ; p

Normalnie zdębiałam. Wtedy już wiedziałam, że psycholog, który jest zamknięty, ma klapy na oczach, czy to katolickie, czy ogólnie jest tępy, bo nigdy nie pracował nad sobą- w żaden sposób nie pomoże. To co opisujecie jest dosyć częste. Podczas studiów, spotkałam może 2-3 wykładowców, na prawdę otwartych, niekatolickich, szczerych. Mieli uśmiech, wrażliwość, chęć wysłuchania. Ale to wymaga dojrzałości i pracy nad sobą. Ci co ze mną studiowali, może i mają wiedzę, ale podejrzewam, że jest to sucha wiedza i dostosowana do ich pojmowania świata. A ich problemy są nieco inne - niż np moje. Nie poszłabym do nikogo z moich znajomych na terapię, znając ich przez 5 lat. Dla mnie ktoś pijący i ograniczony w tematach książkowych, skupiony na rzucaniu testów psychologicznych jak go nauczyli - nie jest wiarygodny.

Myslę że te studia dla mody, dla kasy. Tak.

Ta terapia w której trzeba się po prostu wygadać to podstawowy sposób, którego nas uczyli. To zbieranie danych o kliencie. Gadasz gadasz przez pierwsze spotkania a teraputa mruczy i udaje ze stosuje aktywne słuchanie. Potem może zaproponować dłuższą bądź krótszą terapię. I bez względu na nurt w jakim działa, jest uczony takiej beznadziejniej nienarzucającej się postawy, w której ni to się uśmiecha ni jest obojętny. Trudno stwierdzić. Zdarzają się dobrzy psychologowie, ale ja tylko o takich czytałam, niewielu spotkałam.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-09-25, 20:00:19 »
Ja tez uwazam, ze klasyczna psychologia moze ale nie musi okazac sie fiaskiem, kiedy specjalista cos tam wie, ale niekoniecznie umie pomoc. Ja osobiscie wolalam isc od jasnowidza i go przepytac...o moje cele i boje bolaczki, albo sprawy sprawiajace mi trudnosc. Fakt nieraz bylo to niezrozumiale na poczatku ale efekt byl dobry. Jako dziecko i mloda osoba mialam wsparcie w mojej mamie, ktora mi zawsze dobrze doradzala lub probowala pomoc w rozwiazywaniu problemow. Potem juz sama szukalam, bo wiedza i doswiadczenie mamy nie pomagalo i szkalam pomocy gdzies  indziej. Mialam to szczescie, ze zawsze trafialam na dobry trop i umialam sobie pomoc i zaispirowac sie kims odpowiednim...to duzo ulatwilo....mysle, ze zawsze ktos mi pomagal i prowadzil madrze po mojej drodze poznania.Tak jest i teraz.

Jednak jak czytam wasze wypowiedzi to szczeka mi opada....mniej pomogli jak zaszkodzili....zgroza...

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 19:49:33 »
Ja bylam raz u psychologa  5 lat temu,zaplacilam 50zl za monolog jaki prowdzilam sama ze soba przez 40min i dowiedzilam sie,ze moje problemy tkwia w mojej rodzinie....Powiedzialam nigdy wiecej,predzej mi kaktus na rece wyrosnie jak skorzystam z uslug psychologa.Lepszym psychologiem okazal sie moj kot,bo przynajmniej nie chce kasy za to,ze wywoluje u mnie tak wspaniale uczucia.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 19:40:38 »
Jak z nimi studiowałaś to powiedz po co oni wybrali takie studia? Dla pieniędzy? Dla mody?
Wiem że na psychologię jest bardzo trudno się dostać i nie rozumiem z czego to wynika. Bo po takich studiach nie ma ani pracy ani żadnych kokosów. A żeby być dobrym terapeutą to trzeba mieć do tego powołąnie.
W tych pytaniach pomijam Ciebie bo wiem jak to się odbywało.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-09-25, 19:26:09 »
Ehh jak to czytam to mi się przypomina moje studiowanie psychologii z egoistami, zamkniętymi na duchowość, katolikami, myślącymi, że wszystko rozumieją i potrafią. A po zajęciach piwko pod uczelnią. Nie dziwie się, że są takie sytuacje z psychologami jak tutaj opisujecie.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 19:24:11 »
Ja też od psychologów doznałam odrzucenia.
Poszłam na studiach, gdy byłam na skraju samobójstwa, do poradni psychologicznej. Przyjęło mnie dwoje psychologów, gdzieś w moim wieku. Słuchali w milczeniu. Czułam się taka upokorzona gdy im wyjawiałam swoje sekrety a oni mi się badawczo przyglądali bez żadnego współczucia. Gdy im opowiedziałam o swoim problemie stwierdzili że nie potrzebuję pomocy psychologicznej.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-25, 19:01:17 »
Ona mi-jedyne co pamiętam-radziła skupiac się na zadaniu, w momencie gdy miałam natłok, a pisałam np jakis egzamin czy miałam jakieś ważne zadanie. NIe umiała mi nic pomoc, a nieraz tylko coś tam usiłowała naprowadzić, ale dla mnie było to nietrafione w sedno i odciąganie od problemu. Ta pani miała dośc przyjemną twarz i generalnie była miła młoda, lubiłam ją nawet i wiem, ze chciała mi pomóc, ale chyba to nie to.
Ja wolałam chyba wtedy na tamten czas właśnie by troche więcej mówiła i pokazywała ze mnie słucha i rozumie a nie była taka mało aktywna. Potrzebowałam żywego kontaktu. Potrzebowałam własnie  takiego wsparcia, zapewnienia ze nie jestem szalona, choc czułam, ze mój przypadek nie nadaje sie do psychologa i ze ona tego nie zrozumie, ale mimo to w to brnęłam, bo ojciec wyszedł z tym psychologiem i łudziłam się, ze może a nuż to pomoże.
Ale ta druga baba do której poszłam to była naprawdę porażka. Poszłam do niej zeby poczuć bo nie czułam już nic za bardzo po tamtej. Dała mi do zrozumienia ze już musze iść koniecznie  w trakcie rozmowy, była jak automat do zbierania kasy miałam wrażenie. Potem wyszłam i zaniosłam się płaczem i nie mogłam uspokoić do powrotu do domu, tak mi to wszystko wywaliło, taki żal i ból z tych wszystkich lat. Ale to był koniec.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 18:48:08 »
Moja terapia jest w nurcie psychoanalitycznym. Psychoanalitycy są tacy milczący, przyjmujący, nie narzucający niczego, słuchający, niedyrektywni. Dobry psychoanalityk słucha aktywnie, zadaje pytania, nakierowuje, choć mówi mało. Jest wycofany, mało emocjonalny, bez własnej osobowośći ale nie ma kamiennej odpychającej twarzy tylko przyjazną i zachęcającą.
Twoje terapie też chyba były w tym nurcie. Niestety terapeuci bardzo niekompetentni. Tacy terapeuci potrafią bardzo zaszkodzić.
Jeżeli psycholożka przez 2 lata słuchała i nie reagowała to musiałaś się czuć tak jakby Cię nie było.
2 lata mówienia bez odzewu,  to musiało być tak straszne że wolałaś przestać czuć.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-25, 18:08:54 »
Inga

A ta terapia na którą chodzisz jak się fachowo nazywa nurt wg którego jest prowadzona?
Ja chodziłam na terapię w której tylko gadałam i gadałam, a psycholożka słuchała, tak było 2 lata, czasem bąknęła jakąś radę ale rzadko i nie wiązało się to z niczym. Miałam wtedy natłok uczuc, sprzecznych impulsów, emocji ALE CZUŁAM. I ona nie wiedziała jak mi doradzić, bo chyba ją mój przypadek przeraził. Po  tych 2 latach czułam się jak spuszczony z powietrza balon i wtedy przestałam czuc cokolwiek. a terapia miała na celu tylko to, bym jakos poradziła się z uczuciami i sprzecznościami które mną targały żebym mogła skonczyć studia.
Potem raz poszłam na jedno spotkanie do psychoterapeutki, która miała własny osrodek terapeutyczny dla DDA i zraziłam się bardzo, bo tez opowiedzialam jej w godzine swoja historie, wlasciwie wywaliła mnie po 50 min każąc płacić 80 zł a ona tylko sluchala jakby była bezosobowym, bezczuciowym tworem. Tacy terapeuci przechodza tez terapie i potem tak wygladają.
Nie wiesz jaki to nurt terapii który opisałam wyżej?

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 17:17:10 »
Inga

Jestem pelna podziwu,piszesz ze afirmowalas 13 lat i mimo tego,ze pozniej mialas te silne leki to nie poddalas sie .

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-25, 17:12:25 »
Leszek pisał że powinno się pisać afirmacje z odpowiedziami i ja tak też robiłam. Pisał że odczucia emocjonalne też są odpowiedzią. Oraz żeby pojawiające się odpowiedzi zamieniać powrotem na afirmacje.
Ale głownie stosowałam słuchanie. Dużo też rozmawiała z podświadomością ale to nie było wysłuchiwanie jej tylko zamienianie tego co mówiła na przeciwieństwa i przekonywanie jej do tego co ja wiedziałam lepiej od niej.

„podczas pisania afirmacji podświadomość często „ucieka”. Ucieczka ta może np. przejawiać się w formie nudy lub np. przekonania że to co robimy jest bez sensu, głupie itd. Podświadomość może tez uciekać w nieprzytomnośc, zmęcznie albo głód. Może przekonywać nas że ma nam do zaoferowania coś lepszego, lecz są  to tylko jej wybiegi. Nie przejmuj się tym i nie wściekaj na nią, lecz wytrwale afirmuj dalej i przekonuj ją do treści afirmacji aż do skutku”

Miałam takie objawy ale nie poddawałam się i afirmowałam i afirmowałam aby złamać jej opór. Podświadomość w końcu cichła i przestawała stawiać opór.
No bo przecież celem było jej przeprogramowanie.

Po 13 latach afirmowania doszłam do takiego zastoju gdy nic się nie działo ani w moim życiu ani we mnie. Przestały mi się pojawiać odpowiedzi i jakiekolwiek reakcje na afirmacje a ja poczułam że doszłam do kresu swoich możliwości i już niczego w sobie nie dam rady zmienić. Nadal czułam się źle więc mój cel nie został osiągnięty a moje narzędzie pracy nad sobą przestało działać, wyczerpało się. Pisałam afirmacje a w odpowiedzi słyszałam ciszę. To był 2005 rok. Bałam się bo nie wiedziałam co się dzieje i co ze mną się stanie. Wtedy moją córkę spotkało coś bardzo złego. Byłam sama, nie wiedziałam co robić a przed wszystkimi musiałam ukrywać co się u nas dzieje i udawać że jest wszystko w porządku. Bałam się że umrze a wiedziałam że gdy pójdę z nią do lekarza to dostanie psychotropy i może szpital psychiatryczny. Postanowiłam szukać ratunku u regres era. I w ten sposób znalazłam się na regresingu. A moja córka została opętana przez demona i już była na granicy śmierci. Anna Atras uwalniała ją od tego opętania przez 3 dni.
Ja też byłam opętana i miałam wolę życia wynoszącą 20%. A do regresingu nie potrzebowałam żadnych umiejętności bo od razu weszłam w niego bardzo mocno.
Rozpoczęła się wielka akcja ratowania nas- egzorcyzmy, zakładanie odpromienników na żyłę wodną i na szlaki astralne, usuwanie z mieszkania szkodliwie  promieniujących znaków feng shui.

O tym że nie należy szukać psychoterapeuty przekonał mnie Leszek.

„psychoterapia zajmuje się poprawianiem osobowośći tak aby pasowała do ról społecznych. Terapeuci nauczają jak radzić sobie lepiej w różnych życiowych sytuacjach i osiągać cele wyznaczone przez ego lub społeczeństwo.
Czerpiąc inspiracje z książek i spotkań poświęconych psychoterapii trzeba pamiętać że terapeuta pracuje na zlecenie klienta który go wynagradza za efekty zgodne z oczekiwaniami zleceniodawcy. Prawda nie jest najważniejsza gdy korzysta się z psychoterapii. Najważniejsze jest zyskanie umiejętności i zdolnośći efektywnego funkcjonowania w wybranych sferach życia  gospodarczego czy społecznego.
Podobnie psychoterapia chrześcijańska powołuje się na uniwersalne wartośći moralne chrześcijaństwa”

Leszek ma rację ale tylko jeżeli chodzi o psychoterapię behawioralno-poznawczą w której pacjent dostaje rady a praca polega przede wszystkim na zmianie przekonań.


hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-09-25, 09:23:55 »
Tym bardziej, ze Leszek chyba zawsze podkreśla, jak ważna jest kolumna reakcji.