Autor Wątek: Wasza historia  (Przeczytany 17033 razy)

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-09-24, 22:20:34 »
Robiłam tak jak Leszek to zalecał. Właśnie tak Leszek pisał żeby tak słuchać, mówić sobie, pisać, śpiewać i przełamywać opór podśwaidomości.
Innych informacji nie miałam.

Inga - z ciekawości - a nie było mowy o kolumnie reakcji, jak z nią postępować i do czego służy? Reakcje - w tym emocje, uczucia pojawiające się na afirmacje czy dekrety - są przecież bardzo ważne.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-24, 22:19:05 »
Myślę, że u Ciebie m.in. zabrakło rozmów, spotkań choćby sporadycznych z rozwojowcami. U mnie to odegrało bardzo dużą rolę, jestem wdzięczny wszystkim osobom, zresztą nawzajem, bo to było pomaganie sobie wzajemnie, wszystkim którzy mi służyli dobrą radą.
Myślę, że chodzenie na terapię daje Ci własnie mozliwość konfrontacji tego co robisz z terapeutą, czy z grupą. Ty bardzo tego potrzebowałaś i potrzebujesz.
Jak zresztą wiele innych osób tego potrzebuje; to dlatego terapia grupowa jest taka popularna i skuteczna.
« Ostatnia zmiana: 2012-09-24, 22:21:09 wysłana przez Mateusz »

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 22:17:54 »
Inga

A skorzystalas w koncu z sesji regresingu?Jesli tak to po ilu latach od rozpoczecia przygody z rozwojem moglas miec taka sesje?

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 21:59:57 »
Inga
To wyglada na autohipnozę. To było mechaniczne i nieświadome kodowanie, czy też bardzo mało świadome. Afirmacji trzeba używać w skupieniu i z uwagą, bo wtedy jest reakcja. Ja już widziałem jak nawet regreser pisał afirmacje i jednocześnie rozmawiał z innymi, wykłócał się.  Ale co z takiego afirmowania było, raczej nic.


Robiłam tak jak Leszek to zalecał. Właśnie tak Leszek pisał żeby tak słuchać, mówić sobie, pisać, śpiewać i przełamywać opór podśwaidomości.
Innych informacji nie miałam.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 21:56:03 »
Przez cały ten okres moim największym marzeniem było pójście na regresing. Marzyłam o tym że wreszcie osiągne taki poziom że bede się nadawała do odbycia sesji regresingu. Bo Leszek postawił 2 warunki: umiejętość zrelaksowania się oraz znajomośc podstaw medytacji. Więc ja dążyłam do tego aby sie nauczyć samodzielenie tych 2 rzeczy i wreszcie skorzystać z regresingu. Lata upływały a moje próby wejścia w relaks kończyły się bardzo silnymi napięciami w ciele a o medytacji nie było mowy.
Więc co miałam zrobić w tej sytuacji jeżeli nie nadawałam się do regresingu?
Mogłam tylko stosować afirmacje.
Ja nie wiedziałam że mogłąbym się z kimś konsultować, bo do dyspozycji miałam tylko ksiązki. Wtedy nie było komputerów i inetrnetu. byłam zdana tylko na siebie i na to co wyczytałam w książkach.
Ja nie stawałam się coraz bardziej nieszczęśliwa. Było odwrotnie. Było lepiej bo przestawałam mieć te okropne uczucia i te okropne myśli.
tylko że potem nagle pojawiły się bardzo silne lęki.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-24, 21:50:43 »
Inga
Cytuj
Ja za pomocą afiramcji podnosiłam sobie nastrój i wychodziłam z tych ciężkich myśli. Czułam się po nich lepiej więc myslałam że się rozwijam. A okazało się że ja się odcianałam od negatywnych uczuć i to był powód mojego lepszego sampoczucia.
Ja do spania zakłądałam słuchawki bo dzięki temu mogłąm zasnąć, bo mi się przerywał tok okropnych myśli.

To wyglada na autohipnozę. To było mechaniczne i nieświadome kodowanie, czy też bardzo mało świadome. Afirmacji trzeba używać w skupieniu i z uwagą, bo wtedy jest reakcja. Ja już widziałem jak nawet regreser pisał afirmacje i jednocześnie rozmawiał z innymi, wykłócał się.  Ale co z takiego afirmowania było, raczej nic.
 

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-24, 21:34:48 »
Inga
Nie wiem czy konsultowałaś swoją praktykę duchową z kimś zaawansowanym, czy z jakąś grupą. Pamietam, że Osho mówił, że jak twoja praktyka sprawia, że stajesz się coraz bardziej nieszczęśliwy, to nie tędy droga, idziesz w zupełnie niewłasciwym kierunku. Praktyka powinna sprawiać, że stajesz się coraz bardziej szczęśliwy, coraz bardziej radosny, coraz bardziej świadomy. Ja wiem, że trudno jest się orientować gdy ma się mnóstwo wzorców.
Pamietam jak Darek mi powtarzał, żebym śmiało do niego dzwonił z każdym problemem i o wszystko pytał, żeby czegos nie robić źle.

Cytuj
Dowiedziałam się że ja to nie moje myśli tylko moje uczucia. Że uczucia są ważniejsze od myśli. Że zmiana przekonań niczego mi nie da.
Gdy rodzi się dziecko to najpierw ma emocje a potem po ukształtowaniu się kory mózgowej zaczyna myśleć, a jego myśli są adekwatne do uczuć jakie ma.

Czy tak jest, trudno powiedzieć. Bo z jednej strony tak jest, jak piszesz, ale w drugą stronę też jest prawdą, że myśli rodzą uczucia. W sumie to jest to chyba w tej kolejności, są jakieś doświadczenia i człowiek na nie reaguje, i ta reakcja jest zabarwiona emocjonalnie a potem pojawiaja się w związku z nimi myśli, wspomnienia.
Ale jak piszę, to, czy uczucie jest pierwsze to trudno dociec. A jeśli chodzi o autorów książek duchowych to najczęściej piszą o tym, że myśl rodzi uczucie.
Nawet Biblia mówi, że na początku było słowo, wypowiedziana myśl.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 21:33:11 »
To ja miałam całkiem inaczej. Nie potrzebowałam tyle determinacji ponieważ po tych przyjemnych afirmacjach czułam się lepiej. Ja za pomocą afiramcji podnosiłam sobie nastrój i wychodziłam z tych ciężkich myśli. Czułam się po nich lepiej więc myslałam że się rozwijam. A okazało się że ja się odcianałam od negatywnych uczuć i to był powód mojego lepszego sampoczucia.
Ja do spania zakłądałam słuchawki bo dzięki temu mogłąm zasnąć, bo mi się przerywał tok okropnych myśli.
Dziwię się że tak mocno reagowałeś na afirmacje. U mnie odbywało się to bez echa.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-24, 21:04:13 »
Inga
Niesamowite to co piszesz. Pracowałaś nadzwyczaj intensywnie, miałaś tyle sił i determinacji. Ja bym tak nie potrafił. Głównie dlatego, że jak zauważyłem u mnie jest dużo negatywnych programów i w sumie ciężka karma. Prawie w ogóle nie słuchałem afirmacji, bo czułem silny bunt pś, że nie mogłem spać. Podobnie z dekretami i medytacjami. Tylko kilka dekretów mi zaskoczyło, czyli że pś w miarę się zgodziła. Przy innych po kilkunastu dniach przerywałem, bo bym nie spał, nie jadł i jeszcze wiele innych załamek a i w ogóle nie mógłbym w takim stanie żyć. Dlatego głównie zajmowałem sie przebaczaniem, poczuciem bezpieczeństwa i to najważniejsze odreagowaniem. Było to niesamowite jak sobie teraz przypominam. Prawie cały czas byłem w stanie regresywnym. 1-2 razy dziennie autoregresing. Wszystko w około powodowało we mnie wywałki i jak tylko znalazłem się na osobności to uwalniałem. To była moja główna praca.

Przypomniałem sobie sytuację w związku z tym co pisałaś, a mianowicie czytałem jeden bardzo pozytywny dekret, który wywoływał bunt we mnie, a ja nadal go czytałem i po kilku miesiącach jak go zaczynałem czytać, to wpadałem w letarg, po prostu zapadałem w dziwny sen. To mogło być to co piszesz. Zupełne wyparcie pś i jakaś głucha cisza. Jakby część mnie była uśpiona. Nie znałem metod regresywnych i pracy z emocjami i sądzę, że dlatego to się tak działo. Przerwałem więc ten dekret i w ogóle afirmowanie czegoś na siłę. 

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 17:42:55 »
Jeszcze dodam że te kilkanaście lat pracy z myślami zaowocował zapanowaniem nad nimi. Gdy zaczynałam miałam w głowie tysiace galopujących bezładnie myśli i kompletnie nie dawałam sobie z nimi rady. Później było ich bardzo mało tak że czułam żę prawie przestałam myśleć.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-24, 17:27:13 »
Swiadomy dialog? Z kim? Po kilkunastu latach prania sobie mózgu moja podświadomość się wycofała i już nie podejmuje ze mną żadnych rozmów. Bo moje rozmowy z nią polegały na przekonywaniu jej czyli na afirmowaniu, a to znaczy wpychaniu jej tego co ja myślałam i zmuszaniu jej aby w to uwierzyła.
Ona mówiła- jest tak a ja jej mówiłam-  nieprawda bo jest akurat na odwrót. I tworzenie sobie wielu afirmacji powtarzanych do oporu aby ją przekonać że jest tak jak ja myślę.
A wszystko robiłam zgodnie z instrukcjami z książek Leszka.
Brałam jakiś problem do rozwiązania np. pracę. Wypisywałam sobie wszystkie przekonania jakie miałam na jej temat a potem zgodnie z radą Leszka zamieniałam to na afirmacje jako przeciwieństwa tamtych zdań. Nagrywałam te afirmacje i słuchałam w nieskończoność, wykończyłam w ten sposób wiele magnetofonów. Pisałam z odpowiedziami, powtarzałam sobie i wbijałam to do głowy.
W rozwoju duchowym pracuje  się z myślami a nie emocjami i myślenie stawia się na pierwszym miejscu a na emocje nie zwraca się uwagi.
Oto co mówi na ten temat podręcznik
1.   Myśl jest twórcza. Myśl poprzedza uczucia.
2.   Twoje funkcjonowanie w świecie zależy od jakości twojego myślenia
3.   Wszystkie myśli powiązane są z uczuciami. Gdy czujesz się dobrze i przyjemnie masz dowód żę w twoim umyśle przeważają myśli pozytywne. Gdy czujesz się podle zawdzięczasz to swej skłonnośći do negatywnych myśli.
4.   Zmiana myślenia i odczuwnia leży w twej mocy ponieważ twoje  emocje zależą od twoich myśli.
5.   Świadomie i celowo możesz wyprzeć ze swego umysłu stare ograniczające cię myśli i struktury myślowe gdy zastosujesz afirmacje. Afirmacje to pozytywne myśli które często powtarzane, przywracają harmonię.
6.   Myśl powoduje w twoim ciele konkretne odczucia emocjonalne- pozytywna: radość, szczęście, miłość. Negatywna- emocje bardzo nieprzyjemne.
7.   Zmiana sposobu odczuwania jest tak samo łatwa, jak zmiana sposobu myślenia. Z tą róznicą że to myśli zawiadują emocjami, a w związku z czym, zmiana uczuć musi być poprzedzona zmianą sposobu myślenia.
Niestety ale to nie jest prawda. Sprawdziłam to przez kilkunastoletnie próby zmieniania swojego myślenia po to aby się zmieniły moje emocje.
Wprowadziłam rygorystyczną kontrolę swoich myśli. Negatywne od razu zmieniałam na pozytywne. Nie pozwalałam sobie na myślenie o czymś złym, od razu zmieniałam to na coś pozytywnego i to sobie powtarzałam. Nie pozwalałam sobie myśleć źle o ludziach a wszystko co mi się u nich nie podobało od razy jakoś wytłumaczyłam usprawiedliwiałam.  Straciłam przez to mój osąd ludzi i ich postępowania. Przeniosłam się w jakiś wirtualny świat. Bałam się tworzenia myślokształtów, wysyłania ludziom złych myśli.
Prawda jest taka że to moje myśli zależą od moich emocji a nie na odwrót. Kompletnie nie potrafię wpłynąć moimi myslami na to co czuję.
Za pomocą swoich myśli nie udało mi się zmienić żadnej swojej emocji.
Byłam bardzo zdziwiona gdy terapeuta zamiast zapytać co pani mysli, zapytał co pani czuje. A potem tylko moje uczucia go interesowały. To był inny świat. Dowiedziałam się że ja to nie moje myśli tylko moje uczucia. Że uczucia są ważniejsze od myśli. Że zmiana przekonań niczego mi nie da.
Gdy rodzi się dziecko to najpierw ma emocje a potem po ukształtowaniu się kory mózgowej zaczyna myśleć, a jego myśli są adekwatne do uczuć jakie ma.
Mózg emocjonalny jest starszy od mózgu inteligentnego i myślenie nie ma na niego wpływu. Gdy jest konflikt między emocją a myślą to zawsze wygrywa emocja.
Tak to rozwój duchowy zawiódł mnie na manowce.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-22, 17:00:35 »
Inga
Cytuj
A tak naprawdę cała ta walka we mnie przeniosła się jeszcze do większych głebin we mnie i tam poza moją kontrolą robiła we mnie spustoszenie.

Może spróbuj prowadzić swiadomy dialog ze sobą. Jak pś ma swoje rozumienie wynikłe z prania mózgu, to dobrze jest z nią rozmawiać spontanicznie przy codziennych sytuacjach.
Ja mam tak, że kiedy pś pokazuje swoje zasady, to się jej pytam, czy na pewno tak jest? bez żadnych nacisków. Ona zdaje się być taka pewna swego, ale kiedy ją sie delikatnie podpyta, traci pewność i zaczyna rozumieć; jak widzi bezsens czegoś, to przyznaje się do błędu.   

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-09-22, 16:27:56 »
Każdy zaczyna rozwój ze swojego etapu i ze swoim bagażem obciążeń. Dla jednych przygoda z rozwojem jest przypomnieniem sobie tego co osiągnęli w przeszłosci i łatwa kontynuacja, a dla innych oduczanie sie tego w czym sie zakręcili itp.
Inga
Twoje doswiadczenia pokazują jak ważne są emocje, o których trochę za mało się mówi, ale chyba nie przez to że się je ignoruje.

Ja zacząłem od duchowości i też były momenty, że chciałem na siłę zmian wypierając emocje. Żeby nie walczyć z emocjami mnie pomógł regresing, autorefleksja, rozmowa, potem TU. W sprawach duchowych jest tak, że człowiek sie zabiera za pracę a pś działa według swoich dawnych mechanizmów i może używać wszystkiego by sobie zaszkodzić. Ja też miałem takie sytuacje, kiedy czytanie książek duchowych, praktyka powodowały pomieszanie umysłowe i konflikt wewnętrzny. Dlatego uważam, że na samodzielny rozwój może sobie pozwolić część ludzi. Dla wielu potrzebny jest terapeuta, przynajmniej na początku.
U mnie wygląda to tak. Zacząłem od duchowości i jestem sobie i innym, szczególnie Leszkowi i Darkowi L. bardzo wdzięczny. Przede wszystkim zacząłem w przyzwoity sposób funkcjonować, bez chronicznego zmęczenia, senności, otumanienia itd. Teraz mam wystarczająco energii, żeby sie zająć psychologią i mechanizmami działającymi miedzy ludźmi. Dodatkowo pomaga mi też szersza swiadomość.

W ogóle zauważam, że to nowe pokolenie coraz mniej funkcjonuje na zasadzie nakazów, tłumienia i wyparcia a bardziej zajmuje sie pracą z emocjami. Na miarę swojej świadomości starają sie rozpoznawać co się z nimi dzieje a nie jak dawniej ludzie mówi nie, bo nie, i koniec, bez dyskusji.

Semira

  • Gość
[#]   « 2012-09-22, 15:26:09 »
Typowe katolickie trzepanie mozgu.W wielu rodzinach jest tak,ze dziecko jak pokazuje emocje-placze,krzyczy,za glosno sie smieje itp jest za to karane i pozniej wytwarza sie mechanizma ,ze kazda taka emocja jest zla-bo sie wczesniej dostalo klapsa za to,wiec dziecko uczy sie tlumic swe emocje.
Zauwazylam ten syndrom glownie w rodzinach,gdzie dzieci sa az zaspokojne,tzw wzorowe rodziny,gdzie dzieci i ryby glosu nie maja.

Inga

  • Gość
[#]   « 2012-09-22, 14:42:45 »
A tak naprawdę cała ta walka we mnie przeniosła się jeszcze do większych głebin we mnie i tam poza moją kontrolą robiła we mnie spustoszenie.