No z grubsza właśnie tak to wygląda. W kwestii związku akurat na szczęście ostatnio się uspokoiło i zszedł dość konkretnie ten przymus analizowania wszystkiego, ale trochę zmęczenia po tym jeszcze mogło zostać

Najbardziej męczy mnie ta perspektywa pracy i że nie wiem jak to będzie, szczególnie pod kątem tego jak się będę czuł w tej pracy - czy nie będzie mnie męczyła. Finansowo sobie ogólnie poradzimy, jesteśmy zdeterminowani, jest nas dwoje (co wiele ułatwia) i chcemy mieszkać w dużym mieście, które obecnie ma najniższy wskaźnik bezrobocia w kraju. Poradzić więc sobie poradzimy, ale boję się że momentami może to być kosztem frustracji i zmęczenia psychicznego marną pracą.
Dzisiaj mi się nawet śniło, że byłem znowu w tej ostatniej pracy od sprzedaży telefonicznej i kolega, który tam też siedział mówił mi, żebym nie rezygnował i kroił pieniążki w stabilnym miejscu, bo nigdzie indziej pracy tak łatwo nie znajdę. Coś podobnego zresztą mi mówił naprawdę, w dniu gdy odchodziłem z tamtej pracy i próbował mnie przekonać do zostania.
No i jeszcze wiszą na mnie te studia, których końcówkę też trzeba jakoś pogodzić z pracą, a mimo wszystko to są dzienne studia i czekają mnie zaliczenia i egzaminy w środku tygodnia. Niby wiem, że da się to pogodzić i że to wcale nie jest taki problem, ale gdzieś się boję komplikacji.
No, ale właśnie wczoraj przyszło do mnie to, żeby doceniać te wszystkie wspaniałości jakie mam w swoim życiu i skupiać się na wdzięczności, zamiast na panikowaniu
