Autor Wątek: Pytania różne do Leszka  (Przeczytany 261312 razy)

Fia

  • Gość
[#]   « 2012-05-15, 13:14:06 »
Buddha,
no właśnie, jak na razie najbardziej podoba mi się wahadło z kwarcu różowego, ale nie wiem, czy to się w ogóle nadaje do ćwiczeń dla początkującego.

Buddha_Lounge

  • Gość
[#]   « 2012-05-15, 01:16:27 »
Fia
Możesz zacząć nawet od wahadła podstawowego, ale najlepiej od takiego jakie czujesz i się Tobie podoba, mi np. najlepiej sie waha karnakiem, moim zdaniem dużo dokładniejsze od izisa, ale ja to w poprz. nim wahałem bardzo dużo, na intuicje sie zdaj.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-14, 21:13:09 »
Fia

Nie wiem jakie są wymiary jednego i drugiego, ale moje ma tak ok 3-4 cm, czyli wg mnie spore. Dla mnie nie jest za ciężkie:)
« Ostatnia zmiana: 2012-05-14, 21:16:26 wysłana przez Laka »

Fia

  • Gość
[#]   « 2012-05-14, 21:06:26 »
Laka,
dziękuję. Ale wahasz małym czy mikro? Nie wiem czy małe nie będzie za ciężkie na początek,stąd pytanie.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-14, 21:04:23 »
Fia
 Ja zaczynałam od Izys na 6 baterii, nadal go używam i bardzo je chwale:)
Choć muszę przyznać, że jest bardzo czułe na mental( o dziwo nawet gdy waham samej sobie i mam wobec tego silne czasem emocje to wyniki wychodzą dobre- weryfikuje z kimś innym), ale wystarczy, że o czymś zaczynam myśleć, coś sobie wyobrażę, nawet mimochodem to ono mi od razu skręca na wynik zgodny z moim aktualnym mentalem.

Fia

  • Gość
[#]   « 2012-05-14, 20:26:36 »
Pytanie do Leszka lub innych osób wahadełkujących,

Chciałabym rozpocząć ćwiczenia z wahadełkiem, ale nie wiem jakie kupić na początek. Czy Izis mikro będzie dobre?
dziękuję :)
« Ostatnia zmiana: 2012-05-14, 20:30:04 wysłana przez Fia »

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-05-09, 10:14:14 »
Cytuj
Ufanie Bogu to jedna sprawa, a pozytywne nastawienie warto rozwijać przez całe życie.

Warto rozgraniczyć rozwijanie pozytywnego nastawienia a uzdrawianie. W wyniku pierwszego, czasem pojawia się potrzeba drugiego. Pozytywne nastawienie rozwija się zwykle przez działanie i kierowanie się intuicyjnymi sugestiami.Natomiast wszelakim ascetom oczywiście bardziej "siedzi" uzdrawianie, bo:
- można się jeszcze poczuć jak ofiara (w końcu trzeba sobie przypomnieć te wszystkie straszne rzeczy, który ten zły świat nam zrobił,
- nie potrzeba kontaktu ze światem zewnętrznym,
- jak wynika z powyższych, "lepsze znane piekło od nieznanego nieba", łatwiej jest przypomnieć sobie jak to kiedyś było się przykutym duchowo do dwóch oddalających się galaktyk i to rozrywało ciała subtelne w niesamowitym bólu przez setki lat, niż nauczyć się czerpać przyjemność (!) z mozaikowego układania kafelków (tak się składa, że akurat pasja,
- można się dowartościować bzdurnymi wspomnieniami, jw ;)
- i wreszcie: uzdrawianie jest satysfakcjonujące.

W ostatnim punkcie tkwi najważniejsza pułapka: uzdrawianie jest przyjemne i łatwo uzależnić się od tej przyjemności. Wtedy podświadomość zacznie robić z igły widły, człowiek przez 2 tygodnie będzie pracować nad niechęcią do słodkich ziemniaków, po drodze bedzie mieć 3 wielkie ulgi... i o tę ulgę chodzi, to takie zwarcie ośrodka przyjemności. Coś jak rozrywka, bo też nie robi się nic twórczego, a czerpie z tego przyjemność, tylko o ile rozrywka jest miła, to uzdrawianie raczej bolesne. (Ciekawe, że się tacy asceci naśmiewają z cierpiętników, a godzinę później krzywią się z bólu na codziennej sesji ;)
I oczywiście pś uczy się że warto zmyślać problemy. W końcudla niej przyjemność to przyjemność, nie ważne co się uzdrowiło. A czowiek nie ma wyznaczonego celu w stylu: "nabrać pewności na tyle, aby czuć się swobodnie na spotkaniach rady nadzorczej". Ot, coś tam trzeba pouzdrawiać. To co wywali, jak wiatr zawieje, w końcu Bóg mnie prowadzi do tego jakiegoś "spełnionego życia" o którym tyle czytam...

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-05-08, 21:14:19 »
Clint,
spoko wiem :)


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-08, 21:12:11 »
BR
A po za tym akurat z tym siedzeniem na duchowymi książkami to nie uderzałem do Ciebie, tylko tak ogólnie do forumowiczów (bo to już różnie bywa wśród duchowiaków) :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-08, 21:09:50 »
Cytuj
Jakby nie patrzeć nawet u bardzo "zaawansowanych" osób w pracy nad sobą pojawiają się rozmaite głupotki i przekonania, które mieszają w życiu ; ) Ufanie Bogu to jedna sprawa, a pozytywne nastawienie warto rozwijać przez całe życie.
Ale ja w żadnym razie nie mówię o zaprzestaniu rozwoju, budowania pozytywów, oczyszczanie pś, itp, itd. Chodzi mi to, że jak się już zna techniki to z nimi pracować, a kolejnych wyszukiwać dopiero wtedy kiedy obecne nie wystarczają. Mi chodzi o to, że niezdrowe nastawienie to jest wtedy jak się już wie co się ma robić i się to robi, ale tak "na wszelki wypadek" się wtłacza do umysłu masy dodatkowej wiedzy.

A co do wspomnianych ludzi, którzy skończyli przy piwku - nie sadzę, żeby przeczytanie nawet stu mądrych książek coś miało zmienić w ich życiu - jak mieli takie intencje i takie nastawienie, tak skończyli. Zresztą zgodnie z intencjami na pewno by tylko trafili na wyjątkowe oświecone nauki, gdzie się twierdzi że wszystko jest dla ludzi, więc chlejmy do woli :P

Bo niestety ten kij ma dwa końce - to co wyciągamy z duchowych nauk zależy od naszych intencji, świadomości i otwartości. Dlatego jak ktoś ma nieświadomie bardzo cenne dla jego pś poglądy to już ona mu podsunie takie materiały i do takich wniosków zachęci, że dosyć łatwo będzie mógł się utwierdzić w swoich poglądach.

Cytuj
Ty pewnie masz na myśli książki duchowe, których nijak nie można przypiąć do rozwojowego życia (odleciane, mało konkretne), a ja mam na myśli czytanie czegoś co bardzo pomaga mi w zrozumieniu czegoś i sprawia przyjemność :)
No w sumie właśnie takie książki mam na myśli, a to pewnie już moje spaczenie że mi się duchowe materiały jednoznacznie kojarzą w taki sposób :P

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-05-08, 21:07:16 »
Clint,

Ty pewnie masz na myśli książki duchowe, których nijak nie można przypiąć do rozwojowego życia (odleciane, mało konkretne), a ja mam na myśli czytanie czegoś co bardzo pomaga mi w zrozumieniu czegoś i sprawia przyjemność :)

Mhh, postaram się niedługo zabrać za coś ciekawego w materii ; )


Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-05-08, 20:55:55 »
Clint,

no fakt, wiem, że to może być ograniczające. Otwieram się i wciąż poszukuję czegoś nowego. Wiem, że rozwój to narzędzia, techniki, które umożliwiają wzbogacanie się, lepszą jakość życia. I dobrze się w tym kształcić, poznawać, zwiększać świadomość. Jednak przyszedł czas, aby zacząć doświadczać również czegoś naturalnego, wynikającego z żywego zainteresowania światem.

Książki duchowe lubię, warto czytać,a co do intensywnego zajmowania się rozwojem: Mam wrażenie, że z czasem całe życie staje się świadome, wypełnione w jakiś sposób pozytywną pracą nad sobą. Kwestia, aby nie zatracić się w tym i nie zamknąć w klatce tak jak mówisz. Potrzeba tylko czasu, aby wdrożyć się i z tą świadomością, uporządkowanym światopoglądem, po pewnych przejściach - przynajmniej u mnie. I w zasadzie uczę się podstawowego życia. Zadowolenia z prostych czynności, zajęć, zainteresowań.

Miałam nieco fanatyczne podejście do rozwoju, dużo szukałam, poznawałam. Obecnie nadal mnie to pasjonuje, psychika, emocje, praca z traumą - także ze względu na wykształcenie. Nie ma to jak większa przytomność i trzeźwość w patrzeniu na wiele spraw po latach ; )

Macie rację, że to ogłupiające. Gdybym potrafiła czerpać radość z czegoś zwyczajnego, tak jak praca w ogrodzie, podróże, siłownia, nie wiem cokolwiek. Czasem mi się to zdarza, jednak nigdy taka pasja nie jest trwała. Dochodzi u mnie nieuzdrowiony problem z brakiem pieniędzy, który skutecznie ogranicza rozwijanie pasji.


"Pewnie nie każdy się z tym zgodzi, ale wg mnie wszelkie teorie rozwojowe są ludziom potrzebne tylko na początku, aby jakoś wystartować, wiedzieć jak w ogóle się usamodzielnić w tym rozwoju, zmienić nastawienie i ugruntować trochę pozytywów (pomijam ludzi, którzy chcą się zawodowo tym zajmować - choć nawet u nich nie jest to konieczne). Jak się człowiek już usamodzielni, otworzy na w miarę fajny kontakt z intuicją i będzie miał na tyle zdrowy stosunek do Boga, aby Mu ufać i dawać się prowadzić - to po kiego grzyba mu jeszcze tak intensywne interesowanie się rozwojem?"

Jakby nie patrzeć nawet u bardzo "zaawansowanych" osób w pracy nad sobą pojawiają się rozmaite głupotki i przekonania, które mieszają w życiu ; ) Ufanie Bogu to jedna sprawa, a pozytywne nastawienie warto rozwijać przez całe życie. Znam wiele osób, które rzekomo bardzo się rozwijały, afirmowały, jeździły na regresing. Uznały, że wiedzą co jest dla nich najlepsze, Bóg ich tak poprowadził, że obecnie nie robią nic konstruktywnego. Chodziło im o uzdrowienie spraw kluczowych w ich życiu - czyli np kasy. A potem rozwój nie był już potrzebny. Obecnie prowadzą ciekawe towarzysko życie, nie odmawiając sobie piwka.

Lubię być zaangażowana. Poznawać jest dobrze, uzależniać się od tego to inna sprawa. Obecnie korzystam z wielu technik, tego co się nauczyłam, staram się funkcjonować w większej integracji. Jedynie nie mogę się ocknąć w kontaktach społecznych, o czym napisałam wcześniej ;)  Rozwój kocham i to piękne, że mogę poznawać. Przyjmuję sobie do serca Wasze rady, to istotne, abym bez presji na siebie poszukała w świecie czegoś ciekawego.

"Istniejemy po to, aby istnieć, a nie po to, aby czytać o tym jak się powinno istnieć." - Ja tego nigdy nie wiedziałam i ciesze się, że czytałam ; ) Rozwój jednak to nie same książki ; )



Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-05-08, 20:15:42 »
BR
Jak schodzą ascetyczne obciążenia, wszelkie presje na rozwój, przekonania że nie ma niczego ważniejszego od rozwoju, negatywne nastawienie do czysto materialnych działań, itp kwiatki - nagle się pojawia miejsce na zupełnie inne od dotychczasowych zainteresowania. Świat jest tak bogaty i różnorodny, a nasze talenty, umiejętności, wewnętrzne potrzeby i możliwości działania tak wszechstronne i również różnorodne, że ograniczanie się do tej jednej, jedynej dziedziny jest strasznym ograniczaniem się, zamykaniem się wręcz w klatce.

Rozwój duchowy i wiążące się z tym techniki, teorie, nauki, itd. to tylko narzędzie. Narzędzie którym można się interesować ponad podstawowe potrzeby czysto hobbystycznie lub też zawodowo, ale to wciąż tylko narzędzie, a nie sens życia.

Osoby, które się rozwijają tym bardziej potrzebują podążać za własnymi potrzebami w różne dziedziny życia, aby przełamywać swoje ograniczenia, poznawać i budować swoje możliwości, osiągać spełnienie na różnych płaszczyznach i osiągać wiele innych, realnych dla swojego rozwoju osiągnięć. Bo właśnie to jest prawdziwy rozwój - uczenie się w praktyce jak przejawiać Boskość w sobie, we wszystkich możliwych dziedzinach życia (w tych do których nas wewnętrznie ciągnie).

Pewnie nie każdy się z tym zgodzi, ale wg mnie wszelkie teorie rozwojowe są ludziom potrzebne tylko na początku, aby jakoś wystartować, wiedzieć jak w ogóle się usamodzielnić w tym rozwoju, zmienić nastawienie i ugruntować trochę pozytywów (pomijam ludzi, którzy chcą się zawodowo tym zajmować - choć nawet u nich nie jest to konieczne). Jak się człowiek już usamodzielni, otworzy na w miarę fajny kontakt z intuicją i będzie miał na tyle zdrowy stosunek do Boga, aby Mu ufać i dawać się prowadzić - to po kiego grzyba mu jeszcze tak intensywne interesowanie się rozwojem?

Ja tam już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz czytałem jakąś rozwojową książkę (z rok pewnie minął), nowe techniki mnie nie interesują, bo te które znam na razie mi w pełni wystarczają do bieżącej pracy. Jak pracuje nad danym tematem i jest taka potrzeba, abym się dowiedział czegoś czego nie wiem - to się zawsze przypadkiem trafi na jakiś artykuł, przeczyta odpowiedni post na forum czy też usłyszy coś od jakiejś osoby. Bóg dba o to, aby docierały do mnie wszelkie potrzebne informacje, więc po co marnować czas na doczytywanie tych niepotrzebnych, lecz ładnie i mądrze brzmiących? Przecież cały ten czas można poświęcić na zajmowanie się prawdziwymi potrzebami, odkrywanie swoich pasji, realizowanie marzeń - czyli realny rozwój.

Świat jest tak pięknym i cudownym miejscem, że dla mnie dużo większą wartość ma podziwianie gry świateł na liściach wielkiego dębu niż poznanie kolejnej rozwojowej teorii - więcej Boga bowiem znajdziemy w takiej kontemplacji piękna niż w powiększaniu naszej mentalnej bazy wiedzy duchowej.

Istniejemy po to, aby istnieć, a nie po to, aby czytać o tym jak się powinno istnieć.

Tylko pierwszy akapit jest skierowany personalnie do BR, a reszta to taki już bezosobowy wywód od ogółu :P