Grazynka
Moje ciałko jest takie, że się szybko przestawia, zjazd to miałam po ciąży, w wieku 21lat, ale nie chce o tym pisać.
Byłam w wielkim szoku co moze się przez to z moim jak dotąd bardzo sprawnym, zgrabnym, wygimnastykowanym ciałem stać w jeden rok;) Chyba to jeszcze sobie odreaguję, bo nadal pś czuję lęki.
To że ciało się dostosowuje, to mam na myśli, ze szybko się zmienia na + i na -.
Jeśli jestem bardziej aktywna nabieram mięśni na miarę tej aktywności, jeśli nie jestem od razu zanikają.
Niby to normalny proces, ale widzę u różnych ludzi, jak pomimo nie aktywnego trybu życia, byle jakiego jedzenia mają szczupłą i wyrzeźbioną sylwetkęi co ciekawe umięśnioną. A u mnie to wszystko zależy od danej chwili. Szybko nabywam i równie szybko tracę.
Teraz ćwiczę kundalini jogę i chodzę na basen tak 2-3 razy w tygodniu. W lecie dużo jeżdżę na rowerze, no i dużo chodzę. No i oczywiście joga w parku. Mam niezłą kondycję. Dużo lat mieszkałam na 4m piętrze i nie było windy w bloku.
Kiedyś tak pakowałam na siłce, jadłam nawet polecane przez kulturystów( z którymi trenowałam na sali, bo to taki był klub) jedzenie: ryż, pomidory i białko ugotowanego jajka:P Efekty były zrzuciłam dość szybko 14 kilo i byłam wyrzeźbiona, ale nigdy więcej;) Trenowałam codziennie ok 2 godz, czasem więcej, jeszcze jakiś fitness(zdarzało się, że 4 godz fitnessu w jeden dzień, na wieczór był basen jako relaks, nie zawsze, ale często. No i rolki jeszcze, albo rower. Kiedy indziej tańczyłam taniec współczesny 3 razy w tygodniu po 1,5 godz i nie można było ominąć żadnych zajęć bo było się w tyle. Jak były występy to tydzień- 10 dni z rzędu próby od 17-22. Tak przez 2 lata funkcjonowałam. Ale kochałam to:) Było też wiele innych aktywności, zawsze sobie coś znalazłam.
W każdym razie moja pś wierzy, że musi ciężko i coraz ciężej trenować by być w formie. I tak żyć. Całe moje życie by się zamieniło w trening, bo im więcej ćwiczę to czuję przymus by jeszcze więcej i dłużej trenować, bo już za łatwo mi przychodzi.
To trochę wygląda tak jakbym musiała na bieżąco utrzymywać się "przy życiu" i to powoduje mój bunt. Bunt, że muszę wysiłkowo podtrzymywać ciało, urodę, cokolwiek dobrego co związane jest z tym ciałem. No a to wymaga ode mnie wysiłku i sporo czasu. Musiałabym być jakąś tancerką, by mieć takie ciało jakie chce, czyli dużo regularnych treningów. Ja lubię ćwiczyć, ale nie chce być od tych ćwiczeń uzależniona, bo wtedy stają się one obowiązkiem, czuję że muszę je wykonywać gdy nie mam nawet siły, czasu i ochoty, by wyrobić jakąś normę, która określa jak moje ciało wygląda.
To tak jakby w pracy przyjąć, że zaczynając od najniższej krajowej więcej mozesz zarabiać jedynie dodając sobie godzin pracy.