Tulia,
ja jeszcze od siebie dodam, że warto sprawdzać, czy doradza się z czystymi intencjami (czyli po to, by pomóc, by się czegoś nauczyć, itp.).
I dążyć do tego, żeby tak właśnie było.
Jak to rozpoznać? Po swoich reakcjach. Jeśli doradzam po to, żeby się dowartościować, to będzie mnie raził brak wdzwięczności. Jeśli doradzam po to, żeby zmienić kogoś (ten świat), nauczyć jełopów

, to bedzie mnie bolało, że ten ktoś nie zastosował się do mojej rady. Będę kontrolować tego kogoś, czy postąpił tak, jak ja chcę, itd. W tych przypadkach nie doradzam po to, żeby pomóc (żeby coś komuś dać), ale po to, żeby zapełnić jakiś swój brak.
Czyste intencje można rozpoznać po tym, że nie zależy mi na tym, jak ktoś zareaguje, czy będzie mi wdzięczny, czy nie, itp. Wystarczy mi, że będę mieć przyjemność w tym, że dzielę się z kimś moim doświadczeniem, przemyśleniami. Wystarczy mi uczucie radości, poczucie, że zrobiłam to, co mogłam najlepiej (a czy dobrze, to już inna kwestia

, a czy ktoś z tego skorzysta to już nie moja sprawa.
Kiedy doradza się z czystymi intencjami, to nie trzeba się martwić o to, że "być może się wymądrzam". Wtedy po prostu cieszę się z tego, że mogę to zrobić. Jeśli natomiast jest jakiś dyskomfort, to znaczy, że coś w sobie muszę zmienić. Warto się obserwować i wypełniać braki "od środka" po to, żeby nie starać się ich wypełnić "od zewnątrz", bo to niemożliwe
