Clint,
no fakt, wiem, że to może być ograniczające. Otwieram się i wciąż poszukuję czegoś nowego. Wiem, że rozwój to narzędzia, techniki, które umożliwiają wzbogacanie się, lepszą jakość życia. I dobrze się w tym kształcić, poznawać, zwiększać świadomość. Jednak przyszedł czas, aby zacząć doświadczać również czegoś naturalnego, wynikającego z żywego zainteresowania światem.
Książki duchowe lubię, warto czytać,a co do intensywnego zajmowania się rozwojem: Mam wrażenie, że z czasem całe życie staje się świadome, wypełnione w jakiś sposób pozytywną pracą nad sobą. Kwestia, aby nie zatracić się w tym i nie zamknąć w klatce tak jak mówisz. Potrzeba tylko czasu, aby wdrożyć się i z tą świadomością, uporządkowanym światopoglądem, po pewnych przejściach - przynajmniej u mnie. I w zasadzie uczę się podstawowego życia. Zadowolenia z prostych czynności, zajęć, zainteresowań.
Miałam nieco fanatyczne podejście do rozwoju, dużo szukałam, poznawałam. Obecnie nadal mnie to pasjonuje, psychika, emocje, praca z traumą - także ze względu na wykształcenie. Nie ma to jak większa przytomność i trzeźwość w patrzeniu na wiele spraw po latach ; )
Macie rację, że to ogłupiające. Gdybym potrafiła czerpać radość z czegoś zwyczajnego, tak jak praca w ogrodzie, podróże, siłownia, nie wiem cokolwiek. Czasem mi się to zdarza, jednak nigdy taka pasja nie jest trwała. Dochodzi u mnie nieuzdrowiony problem z brakiem pieniędzy, który skutecznie ogranicza rozwijanie pasji.
"Pewnie nie każdy się z tym zgodzi, ale wg mnie wszelkie teorie rozwojowe są ludziom potrzebne tylko na początku, aby jakoś wystartować, wiedzieć jak w ogóle się usamodzielnić w tym rozwoju, zmienić nastawienie i ugruntować trochę pozytywów (pomijam ludzi, którzy chcą się zawodowo tym zajmować - choć nawet u nich nie jest to konieczne). Jak się człowiek już usamodzielni, otworzy na w miarę fajny kontakt z intuicją i będzie miał na tyle zdrowy stosunek do Boga, aby Mu ufać i dawać się prowadzić - to po kiego grzyba mu jeszcze tak intensywne interesowanie się rozwojem?"
Jakby nie patrzeć nawet u bardzo "zaawansowanych" osób w pracy nad sobą pojawiają się rozmaite głupotki i przekonania, które mieszają w życiu ; ) Ufanie Bogu to jedna sprawa, a pozytywne nastawienie warto rozwijać przez całe życie. Znam wiele osób, które rzekomo bardzo się rozwijały, afirmowały, jeździły na regresing. Uznały, że wiedzą co jest dla nich najlepsze, Bóg ich tak poprowadził, że obecnie nie robią nic konstruktywnego. Chodziło im o uzdrowienie spraw kluczowych w ich życiu - czyli np kasy. A potem rozwój nie był już potrzebny. Obecnie prowadzą ciekawe towarzysko życie, nie odmawiając sobie piwka.
Lubię być zaangażowana. Poznawać jest dobrze, uzależniać się od tego to inna sprawa. Obecnie korzystam z wielu technik, tego co się nauczyłam, staram się funkcjonować w większej integracji. Jedynie nie mogę się ocknąć w kontaktach społecznych, o czym napisałam wcześniej

Rozwój kocham i to piękne, że mogę poznawać. Przyjmuję sobie do serca Wasze rady, to istotne, abym bez presji na siebie poszukała w świecie czegoś ciekawego.
"Istniejemy po to, aby istnieć, a nie po to, aby czytać o tym jak się powinno istnieć." - Ja tego nigdy nie wiedziałam i ciesze się, że czytałam ; ) Rozwój jednak to nie same książki ; )