Ja z kolei widzę, że zbyt surowo się oceniłam

Ta moja ucieczka nie była ucieczką tak do końca (a nawet coraz bardziej stawiam na to, że tego wcale nie warto rozpatrywać w kategorii ucieczki). Przecież całkowicie świadomie pozwoliłam sobie na zajmowanie się innymi. I okazało się, że to był dobry wybór na tamten moment, bo dzięki temu wyszło coś, co mogło nadal trwać we mnie niezauważone latami i bruździć.
Cieszę się z tego niesamowicie, bo okazało się, że to rzutowało na wiele spraw w moim życiu (m.in. na kwestie zawodowe, związkowe i relacje z innymi ludźmi, a nawet na zdrowie!). Tak wiec dzięki tej "ucieczce" doszło do wyjścia na wierzch i uzdrowienia (cały czas nad tym pracuję, ale już niedługo

mega obciążenia

Zauważyłam, że niektóre kwestie do uzdrowienia czasem wymagają odłożenia ich na bok i zajęcia się czymś, co na pierwszy rzut oka w ogóle się z nimi nie wiąże. Czyli wymagają tak jakby pośredniego uzdrawiania, bo zajmując się nimi bezpośrednio można czasem długo kręcić się w kółko. Dlatego dobrze jest iść za głosem intuicji i pozwolić sobie na coś, na ma się ochotę. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda to nieciekawie

Poza tym - przecież np. kwestia ciała (tak samo inne "bolesne" tematy) nigdy nie została przeze mnie wyparta, tylko przesunięta na dalszy plan. A to dlatego, że zdawałam sobie sprawę z tego, że nie jestem jeszcze na to gotowa. I po prostu, całkiem świadomie, odłożyłam tę sprawę na później.
No ale zdaję sobie sprawę z tego, że można się zapętlić w odkładaniu rzeczy na później

, a zatem dobrze jest pamiętać o tym, żeby trzymać rękę na pulsie i być elastyczną, tzn. błyskawicznie reagować na zmieniającą się sytuację (na przykładzie tematu ciała: dopóki temat mnie przerasta, to, że się nim nie zajmuję jest ok, ale kiedy sytuacja się zmienia, trzeba to zauważyć i po prostu się tym zająć, bez ściemniania, że sobie nie dam rady

Czyli warto być uczciwą i szczerą ze sobą. I niczego nie wypierać

Lęki przed śmiercią, fajnie o tym pisze Osho i samo czytanie wiele mi pomogło.
Mateusz, ciekawi mnie, co Osho o tym pisze, dlatego poproszę o namiary na konkretne tytuły

Jak mi wpadną w ręce, to zwrócę na to uwagę.
Natomiast co do pracy z lękiem i innymi emocjami, to u mnie sprawdza się coś takiego, że muszę dane uczucie poczuć (przeżyć) i uwolnić. Przeczytanie o tym, czy zrozumienie intelektualne (zracjonalizowanie go), niczego mi nie daje. A czasem nawet wręcz przeciwnie - może uspokoić człowieka (czyli zepchnąć do środka) na amen

)
Z lękiem przed śmiercią to w ogóle jest dziwnie, bo można wcale nie bać się śmierci, a jednak mieć go w sobie. Ja np. świadomie nigdy nie bałam się śmierci, nawet gdy byłam jej bliska (a przynajmniej tak mi się wydawało) w ogóle tego nie czułam. Wręcz przeciwnie – czułam wielką ulgę, że wreszcie będę mogła przestać się męczyć

A teraz to wychodzi, w różnych aspektach (bo lęk przed śmiercią to nie tylko lęk przed śmiercią ciała, czy nicością i wszystkim, co się z tym wiąże). Fajnie, bo to jest bardzo uwsteczniające
