Autor Wątek: Relacje rodziców z dziećmi  (Przeczytany 83858 razy)

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 17:01:30 »
Cytuj
Mam materiał do pracy.

Inga, jest taka możliwość i potrafisz sobie wyobrazić sytuacje, w której byś nie miała tego materiału ? ;)

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 15:40:07 »
Chyba tu jest różnica, czy się kogoś wykreśla ze złości, czy na luzie z uśmiechem i w poczuciu wolności i życzliwości się odchodzi. Bo się wie że już się nie musi (inna sprawa , że osoby inne mogą się pojawić, które luźniej i mniej inwazyjnie będą wpływać po tych samych wzorcach)

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-05, 15:16:17 »
Inga:
Cytuj
W uzdrowione obszary rodzina już nie zagląda i mi tam nie śmieci. Na wierzch jest wynoszone to co jest do uzdrowienia. Widzę jak relacja cały czas ewoluuje. Mam materiał do pracy.
i
Cytuj
a przy takiej odciętej a nie uzdrowionej relacji, spotkanie w przyszłym wcieleniu - murowane

Każdy może iść swoją drogą. Dla mnie powyższe to ważne słowa, myślę tak samo. Nie raz miałem ochotę ze złości wykreślić kogoś ze swego życia raz na zawsze, jednak sprawa wracała a objawiało sie to różnymi problemami psycho-somatycznymi. Na szczęście już wiem o co chodzi i o kogo. 
Abstrahując od sprawy wspólnego mieszkania, bo rzeczywiście jak jest możliwość osobnego zamieszkania to jest łatwiej, widzę jak praca nad uzdrawianiem relacji przynosi efekty. Osoby z którymi uzdrowiłem jakieś rzeczy zupełnie inaczej do mnie mówią, nie domagają się ode nie wiadomo czego, nie czepiają sie o byle co, nie ma wzajemnego "podnoszenia sobie ciśnienia" itp. W ogóle czuję pozytywną zmianę w intencjach. Zupełnie lżej sie robi.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 15:27:08 wysłana przez Mateusz »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-02-05, 15:15:51 »
Brrr. Dla mnie godzenie sie na nieprzyjemnosci w imie materialu do przepracowania jest przerazajace. Nie wiem jak moglbym sobie to robic zeby sie celowo wystawiac tylko po to zeby zobaczyc co mam do przepracowania. Przeciez te aspekty problemu ktore sa jeszcze do uzdrowienia i tak beda rzutowac na moje zycie, a do relacji karmicznych nie ma co sie przywiazywac. Jak sie im nadaje takie wielkie znaczenie to sie nie dziwcie ze potem z byle pierdoly bedzie spotykac wszystkich jak leci.

Ja, jak urwalem relacje z rodzicami to i tak mialem piekielnego wspolpracownika ktory byl polaczeniem tego co najgorsze w moich rodzicach. Z cala trojka to bym nie uciagnal :D Z gosciem sobie uzdrawialem relacje i jak juz w rozpaczy modlilem sie o oczyszczenie to mnie wywalili z pracy. :p W efekcie trafilem do super fajnych ludzi i od tamtego czasu czyli 1,5 roku w koncu mam dobre relacje z ludzmi i nic mnie nie meczy w tym temacie. Nikt mnie nie atakuje, nie obraza, nie poniza, a wrecz przeciwnie - jest duzo szacunku nawet ze strony przelozonych. Dla mnie to polaczenie oczyszczania intencji z odpowiednimi DZIALANIAMI bylo kluczem do uzdrowienia.

Mam wciaz coraz przyjemniejsze zycie i w spokoju sie dostrajam do Boskosci, ale spoko - z pewnoscia w kolejnym zyciu wroca moi rodzice i zrobia mi jesien sredniowiecza z dupy, mimo ze bede mial juz kompletnie inne intencje wobec siebie...

Przykro mi sie patrzy na nazywanie takiego uzaleznienia od toksycznych relacji rozwojem duchowym, ale kto co lubi...

Danny - spoko, ja sie nie obrazam :) Rozbawil mnie Twoj post bo tak bardzo nieswiadomy jestes, o czym piszesz odnosnie mojej rodziny ;D

Ja probowalem to robic przez krotki czas po wyprowadzce. Jak dzwonilem to nie bylo o czym rozmawiac i mnie zbywali szybko. Potem pretensje ze nie dzwonie (robilem to czesciej niz oni). Jak przyjechalem w odwiedziny to ojciec nie odklejal twarzy od tv a matka lazila po ogrodzie. Potem pretensje ze przyjechalem tylko sobie cos wydrukowac. Sami nawet nie weszli do mieszkania ktore wynajmowalem jakby sie brzydzili. Na kazdym kroku tylko glupie teksty, krytyka i znudzenie jakby robili cos na sile. Nikt szczerze nie chcial tej relacji, ale sie trzymalo bo rodzina.

Toz to nawet rozmawiac nie potrafili ze mna o niczjym po za szkola, a pozniej praca. Ostatnio sie dowiedzialem ze moja siostra ktora mieszka z nimi, miala przez pol roku swojego pierwszego faceta. Od poczatku zwiazku, a nawet po jego skonczeniu ojciec nie odniosl sie do tego ani razu. O nic sie nie zapytal, niczego nie skomentowal, tak jakby to sie nigdy nie wydarzylo. A zeby bylo smieszniej codziennie razem jezdzili do pracy przez ponad godzine kazdego dnia. Jak bardzo trzeba miec wszystko w d*pie, zeby przy tylu okazjach slowa nawet nie zamienic? A potem tylko pretensje ze to my (ja i siostra) sie nie staramy, nie rozmawiamy z nimi gdzie kazda proba rozmawiania konczyla sie olewaniem i reakcjami typu "aha, ok".

Powiedz mi jaki sens bylby w tym zeby jezdzic do nich i po to zeby popatrzec jak ojciec oglada tv? A jak juz pogadac to po to, aby z niesmakiem pokrecil glowa czy wylewal reszte tego wszystkiego, czego nie chce mi sie opisywac bo jest tego tak duzo? :D Oni deklarowali duzo rzeczy, ale ich czyny i slowa nie pokazaly nawet odrobiny staran o to, zeby bylo cokolwiek lepiej.

Ja mam ciekawsze rzeczy do roboty niz totalne marnowanie czasu i ciagle tlumaczenia czemu znowu robie cos po swojemu, a nie po ichniemu.

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 15:05:57 »
W mnie bycie w toksycznej relacji to nie jest uzdrawianie, a to w czym jestes , to wglądu nie mam.

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 14:40:10 »
Czyli wg ciebie ja nie uzdrawiam relacji.
Gdy po raz pierwszy się sprzeciwiłam mojej siostrze, to był to dla niej taki szok, że przez rok się do mnie nie odzywała.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 14:48:39 wysłana przez Inga »

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 14:28:48 »
Chodzi o to by to uzdrowić ze swojej strony, co staje się w pewnych przypadkach mozliwe dopiero po zerwaniu kontaktu.

Wg Ciebie Inga bita żona powinna zostać w tym związku jeśli jej relacja troche się poprawia z czasem (ale bita jest nadal, jednak juz nie 3 tylko 2 x w tygodniu).

Moim zdaniem im dluzej w tym jest tym bardziej jej problem sie pogłębia, nawet jesli jest bita mniej.

Bycie w toksycznej relacji to robienie krzywdy sobie/ swojemu życiu. Robienie sobie krzywdy to nie jest uzdrawianie.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 14:34:10 wysłana przez medżikowsky »

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 14:00:04 »
a przy takiej odciętej a nie uzdrowionej relacji, spotkanie w przyszłym wcieleniu - murowane

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:51:41 »
medżi
ja akurat mam relację toksyczną i nie widze aby się tak działo jak piszesz. W uzdrowione obszary rodzina już nie zagląda i mi tam nie śmieci. Na wierzch jest wynoszone to co jest do uzdrowienia. Widzę jak relacja cały czas ewoluuje. Mam materiał do pracy.
Moja starsza siostra przestała w ogóle do mnie dzwonić, chociaż się nie kłocimy i nie jesteśmy na siebie złe.
Ja do rodziny jeżdżę raz na rok.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 13:54:18 wysłana przez Inga »

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:41:29 »
Inga mi sie to kojarzy mniej wiecej tak, jak bys w domu sprzatala a druga osoba za toba szla i robila balagan. Lub chciala wysuszyc wlosy recznikiem będac pod prysznicem itd ;) albo umyc sie gdy cos / ktos bryzga na ciebie blotem

BlueEyes

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:36:49 »
Zmierzam tutaj oczywiscie do tej totalnej odcinki o ktorej pisal Clint, bo przeciez moglby od czasu do czasu, z 1 miesiacu sie pojawic  w domu i wypic kawe?  Pisze tu przez pryzmat swojej wlasnej osoby i jak to widze, wiec nie odbieraj tego jako atak  Panie Clint ;]
XD

medżikowsky

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:31:44 »
Danny7
Mowa jest nie o kazdej relacji "do uzdrowienia" , tylko o relacji toksycznej, a w takim wypadku nie oplaca się nawet raz na miesiac ani raz na rok kontaktowac.

Inga
Na czym polega? Pewnie u kazdego na czym innym. Na czyms z czego ta osoba nie zdaje sobie sprawy. Moze sobie zdac jak się od tych osob odetnie. Logika jest bardzo prosta - jak jakosc danej relacji sie nie poprawia a kontakt pogarsza samopoczucie, a z innymi osobami jest normalnie, to oplaca sie ten kontakt zerwac - do czasu (i o ile) az sie zobaczy w czym rzecz.
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 13:33:55 wysłana przez medżikowsky »

Danny7

  • Wiadomości: 158
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-02-05, 13:25:49 »
Wydaje mi sie ze Inga ma tutaj rację.  Jeśli człowiek jest autentycznie poukładany, emocjonalnie, finansowo, nie mieszka  na codzien z tymi osobami, jest szczesliwy to jak ktos inny moze wplynac na niego?  Chyba ze po plecach da ostro kijem?  ;D

Zmierzam tutaj oczywiscie do tej totalnej odcinki o ktorej pisal Clint, bo przeciez moglby od czasu do czasu, z 1 miesiacu sie pojawic  w domu i wypic kawe?  Pisze tu przez pryzmat swojej wlasnej osoby i jak to widze, wiec nie odbieraj tego jako atak  Panie Clint ;]

PS. No chyba ze omawiany przypadek to skrajna patologia... Chociaz znam ludzi ktorzy wywodza sie z takich rodzin totalnie spier****ych a mimo to nie odcieli sie na 100%, nie pluja na  siebie non stop  i widac jak by ta relacja byla ogolem na + mimo swoich totalnych brakow w fundamentach
« Ostatnia zmiana: 2016-02-05, 13:28:55 wysłana przez Danny7 »

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:20:11 »
Inga czasem kontakt z tymi osobami nie pozwala na żadne uzdrowienie z twojej strony, taki kontakt może (oni mogą) paraliżować twoją zdolność do uzdrowienia, trzymając cie (twoją podswiadomosc, dusze) w szachu.
Dlaczegoby nie zobaczyć chociaż okresowo, na pol roku lub rok, jak jest bez tych osob?
Możesz mi to jakoś dokładniej wytłumaczyć? Bo w ogóle tego nie widzę. Na czym polega to trzymanie w szachu?

Inga

  • Gość
[#]   « 2016-02-05, 13:18:52 »
Clint
Dla mnie wniosek jest jeden- jeżeli musisz się posuwać do odcinania relacji z rodzicami to znaczy że jest ona nie uzdrowiona, nadal jest nieuzdrowiona.