Brrr. Dla mnie godzenie sie na nieprzyjemnosci w imie materialu do przepracowania jest przerazajace. Nie wiem jak moglbym sobie to robic zeby sie celowo wystawiac tylko po to zeby zobaczyc co mam do przepracowania. Przeciez te aspekty problemu ktore sa jeszcze do uzdrowienia i tak beda rzutowac na moje zycie, a do relacji karmicznych nie ma co sie przywiazywac. Jak sie im nadaje takie wielkie znaczenie to sie nie dziwcie ze potem z byle pierdoly bedzie spotykac wszystkich jak leci.
Ja, jak urwalem relacje z rodzicami to i tak mialem piekielnego wspolpracownika ktory byl polaczeniem tego co najgorsze w moich rodzicach. Z cala trojka to bym nie uciagnal

Z gosciem sobie uzdrawialem relacje i jak juz w rozpaczy modlilem sie o oczyszczenie to mnie wywalili z pracy. :p W efekcie trafilem do super fajnych ludzi i od tamtego czasu czyli 1,5 roku w koncu mam dobre relacje z ludzmi i nic mnie nie meczy w tym temacie. Nikt mnie nie atakuje, nie obraza, nie poniza, a wrecz przeciwnie - jest duzo szacunku nawet ze strony przelozonych. Dla mnie to polaczenie oczyszczania intencji z odpowiednimi DZIALANIAMI bylo kluczem do uzdrowienia.
Mam wciaz coraz przyjemniejsze zycie i w spokoju sie dostrajam do Boskosci, ale spoko - z pewnoscia w kolejnym zyciu wroca moi rodzice i zrobia mi jesien sredniowiecza z dupy, mimo ze bede mial juz kompletnie inne intencje wobec siebie...
Przykro mi sie patrzy na nazywanie takiego uzaleznienia od toksycznych relacji rozwojem duchowym, ale kto co lubi...
Danny - spoko, ja sie nie obrazam

Rozbawil mnie Twoj post bo tak bardzo nieswiadomy jestes, o czym piszesz odnosnie mojej rodziny

Ja probowalem to robic przez krotki czas po wyprowadzce. Jak dzwonilem to nie bylo o czym rozmawiac i mnie zbywali szybko. Potem pretensje ze nie dzwonie (robilem to czesciej niz oni). Jak przyjechalem w odwiedziny to ojciec nie odklejal twarzy od tv a matka lazila po ogrodzie. Potem pretensje ze przyjechalem tylko sobie cos wydrukowac. Sami nawet nie weszli do mieszkania ktore wynajmowalem jakby sie brzydzili. Na kazdym kroku tylko glupie teksty, krytyka i znudzenie jakby robili cos na sile. Nikt szczerze nie chcial tej relacji, ale sie trzymalo bo rodzina.
Toz to nawet rozmawiac nie potrafili ze mna o niczjym po za szkola, a pozniej praca. Ostatnio sie dowiedzialem ze moja siostra ktora mieszka z nimi, miala przez pol roku swojego pierwszego faceta. Od poczatku zwiazku, a nawet po jego skonczeniu ojciec nie odniosl sie do tego ani razu. O nic sie nie zapytal, niczego nie skomentowal, tak jakby to sie nigdy nie wydarzylo. A zeby bylo smieszniej codziennie razem jezdzili do pracy przez ponad godzine kazdego dnia. Jak bardzo trzeba miec wszystko w d*pie, zeby przy tylu okazjach slowa nawet nie zamienic? A potem tylko pretensje ze to my (ja i siostra) sie nie staramy, nie rozmawiamy z nimi gdzie kazda proba rozmawiania konczyla sie olewaniem i reakcjami typu "aha, ok".
Powiedz mi jaki sens bylby w tym zeby jezdzic do nich i po to zeby popatrzec jak ojciec oglada tv? A jak juz pogadac to po to, aby z niesmakiem pokrecil glowa czy wylewal reszte tego wszystkiego, czego nie chce mi sie opisywac bo jest tego tak duzo?

Oni deklarowali duzo rzeczy, ale ich czyny i slowa nie pokazaly nawet odrobiny staran o to, zeby bylo cokolwiek lepiej.
Ja mam ciekawsze rzeczy do roboty niz totalne marnowanie czasu i ciagle tlumaczenia czemu znowu robie cos po swojemu, a nie po ichniemu.