Dzis w medytacji uświadomilam sobie dlaczego boje sie podniesienia wibracji i przebywania w nich. Dlaczego swoja droga boje sie medytacji( gdy juz sobie pozwole zwykle sa glebokie). Okazalo sie, ze boje sie ze mnie wywieje z ciala. Ps stwierdzila, ze jesli mam sie oczyszczac i podnosic wibracje, to nie bede mogla tu zyc bo nie bedzie istot z jakimi moglabym zyc, wspolpracowac, prowadzic normalny tryb zycia na ziemi. Wiec to tak jakbym nie mogla juz zyc w materii.
A wtedy czeka mnie...odlot. Dla moje pś oczywiste jest, ze gdy podniose wibracje to juz nie beda mnie trzymaly te niskie i odlece:D
Wychodzi na to, ze nie przewiduje opcji szczesliwego i spelnionego zycia w materii, a jedynie zycia w jazdach, emocjach i niskich energiach. Rozumiem juz dlaczego w zwiazku z polowka mi odwalalo, ze "wracamy do Boga", jesli dalej sobie pozwole na rozwoj.
Wracac do Boga jednak nie chcielismy, bo jednak materia dla nas byla atrakcyjna, a i trzeba bylo jeszcze poszaleć, chocby ze soba i trzymac sie niskich wibracji zanim odlecimy. Wiec pomieszanie i nieprzyjemnosci gotowe.
Mysle ze stad tez sie bierze we mnie lek przed "spelnionym" i harmonijnym zwiazkiem partnerskim. Odkladanie tego na tuż przed oświeceniem, jako ostatnia wisienka na torcie. Najpierw wszystko inne a potem odlot:P Najlepiej w seksie tantrycznym z polowkiem.
Oczywiscie uzdrowienie tematu seksu tez zostawiamy na sam koniec;)
Swiadomie oczywiscie tak nie uwazam, ale okazuje się ze pś wie swoje.