nakrzyczałam na faceta w sklepie z ciuchami, że kazał mi po wyjściu z przebieralni jeszcze raz przyłożyć torebkę (ilość rzeczy które oddawałam zgadzała się z numerkiem). Pytam, skąd takie oskarżenie a on: mogła pani schować klipsa do torby.
!. Oczywiście nic nie zapiszczało, potem tłumaczyłam sobie, że chyba na wejściu w oddali akurat było piszczenie i nie wychwycił, że to z oddali a nie z mojej torebki i się chciał upewnić.
Wydarłam się od czego oni są i że we Wrocławiu jest 5 ich sklepów i w żadnym nie sprawdzają na wyjściu,a ten dalej gadka o procedurach, że na wyjściu się sprawdza, więc ja, ze jakoś pani wczesniej przed nim (wcześniej przymierzałam inny ciuch) nie kazała przykładać po wyjściu. Chyba najbardziej byłam zła bo wydawało mi się, że coś kręci.
Teraz mi wstyd, bo widać, że to mi słoma z butów wystaje i może nie miał złych intencji, ale udowadniając mu wcale głupio mi nie było i chciałam mu dosrać za brak uważności i pewnie urojony brak szacunku, bo przecież JA jestem zawsze uczciwa.
Ech, ile jeszcze tej roboty przede mną...