Przyjęło się uważać, że te święta mają być rodzinne że rodzina ma się spotkać, odnowić.... zależności itd.
Póki jeszcze żyła babcia, solidnie wychowana w klasztorze, to cała rodzina zbierała się u nas, w Katowicach. Ale potem nastąpilo rozluźnienie. Nie chciało się porzyjeżdżać ciotce ze Szczecina, a następnie nawet wujkowi z Katowic.

Mnie te dni zawsze męczyły - zabieganie i niepokój krewnych, dziadowski program w TV, zimno na dworze. Jedyne, co mi się podobało, to prezenty, bo nawet żreć mi się specjalnie nie chciało (a trzeba było, bo babcia się urobiła!).
Teraz wolę spędzić święta w gronie miłych, sympatycznych znajomych przy okazji zwiedzając to i owo.