Nie wiem co we mnie jest takiego, że przyciągam żebraków. I to raczej nie takich którzy proszą o pieniądze, tylko takich trochę większych manipulatorów. Dzisiaj wyszedłem z centrum handlowego szybkim krokiem idąc do samochodu. Po drodze zaczepił mnie gość, który wyglądał na takiego, co to musi ugasić "pragnienie". Zaczepia człowieka spieszącego się, w dość dużej odległości od wszelkich jadłodajni i prosi, żeby mu kupić coś do jedzenia. No, od razu widać, że liczy na odpowiedź w rodzaju: "spieszę się, ale masz pan tutaj parę złotych i sobie kup". Ja jednak "zawiodłem" tego "wyłudzacza". Spojrzałem na niego i powiedziałem krótko: "chodź pan". Potem ruszyłem spiesznie z powrotem do centrum i zaprowadziłem go do pizzerii, gdzie kupiłem mu kawałek pizzy. Kosztowało mnie to trochę czasu, ale miałem jakąś dziwną satysfakcję.
Taki przypadek to nie pierwszy raz. Kiedyś w Krakowie idąc od centrum zaczepił mnie gość na ulicy, prosząc o jedzenie, gdzie w promieniu co najmniej kilometra nie było żadnego stoiska z jedzeniem ani sklepu. Przynajmniej jemu się tak wydawało. Nie trzeba wcale wielkiej inteligencji, żeby zobaczyć na co taki liczy. Oczywiście oczekiwał, że dam mu pieniądze, ponieważ nigdzie nie można było nic do jedzenia kupić. Ale ja go zawiodłem. Przechodząc nieopodal widziałem kątem oka ukryty w bramie "kebab", bez żadnej widocznej reklamy. Dosłownie kilkanaście metrów od miejsca zdarzenia. Trzeba było zobaczyć minę tego gościa, jak powiedziałem do niego, że nie ma sprawy i ma iść ze mną. Jak zobaczył ten sklep z kebabem to prawie zemdlał. Oczywiście przyjął z podziękowaniem jedzenie, ale potem pewnie przeniósł się w inne miejsce.
Nie wiem na czym to polega, ale w takich momentach czuję, ze pś prowadzi jakąś grę, tylko nie wiem o co w niej chodzi.