Hahaha:) fajnie, bo właśnie afirmuję że jestem niewinny i w porządku kiedy wyrażam siebie, swoje uczucia i emocje i już powoli przestaję się z nimi dusić - czasem mam ogromną potrzebę podzielenia się z innymi czymś fajnym co mnie cieszy a wcześniej moja rodzina to zduszała i nawet jak sie dzieliłem to troche w odcięciu od siebie.
To błogosławienie to ciekawa sprawa - nie chodzi o gest, tylko o to że otwiera się wtedy serce i płynie energia. Ciekawe z czego to się bierze - pewnie w zamierzchłych czasach wypracowano zależność pokłon - oddanie szacunku - wdzięczność i błogosławieństwo.
Trochę żałuję że nie podnieśliśmy niektórych cen bardziej, ale i tak jest dobrze. Cieszy mnie to że wywaliłem wszystkie hamburgery i zapiekanki, na które przychodzili okoliczni klienci. Wczoraj skutek był taki:
- Dzień Dobry, poproszę dwa hamburgery
- Nie sprzedajemy już hamburgerów, wycofaliśmy je z menu (gość już sie szykuje żeby sie obrócić i odejść) ale mamy pyszne bagietki, z szynką, kurczakiem, tuńczykiem...
- To poproszę dwie bagietki
- (Miałem zamiar sprzedać jedną na pół, bo kosztuje 14 zł, a hamburger kosztował 5 zł, ale nabijam na kasę i...) To będzie 28 zł.
- Proszę bardzo.
I zamiast pi****ć się z grzaniem kiepskich hamburgerów w mikrofalówce, zarobić na nich 4 zł, poświęcając na to conajmniej 3 minuty czasu, przygotowałem pyszne bagietki które wiem że są bardzo smaczne, zrobiłem je na chrupiąco w piecu do pizzy i zarobiłem na tym około 20 zł

Mam wrażenie że moje modlitwy o powodzenie i prosperitę lokalu działają. Chciałbym jeszcze nauczyć innych zdrowego podejścia - mam problem z kelnerką i z kucharzem - kucharz za każdym razem przyrządza potrawę inaczej, co mnie bardzo stresuje bo nie jesteśmy od tego żeby robić z klientów idiotę, tylko podawać mu to samo przewidywalne jedzenie, tak smaczne że chętnie na nie przyjeżdża bo sam nie potrafi/nie chce mu się robić. Kucharz rozumie ale on wcześniej nie pracował normalnie na kuchni tylko szkolił szefów kuchni, podawał im nonstop jakieś przepisy i dla niego ograniczenie się do jednego menu to jak zamknięcie w klatce.... I jeszcze kelnerka która zamiast przywitać klienta mówi trochę bez ogłady "Słuchaaam?". Jednak niektóre rzeczy sie widzi chyba tylko kiedy się patrzy na to całościowo. Restauracja to nie jest sklep spożywczy tylko punkt usługowy, gdzie usługi powinny być najwyższej jakości i nie mówię o samym jedzeniu, ale też obsłudze i klimacie w lokalu. Chcę się modlić o harmonię wśród pracowników lokalu ale jakoś nie potrafię zrozumieć o co mi chodzi. Z modlitwami zawsze mam tak że one działają dopiero wtedy kiedy je rozumiem i umiem bez skrupułów i wątpliwości wypowiedzieć

)
Jest nas zaledwie 5 osób (przydałaby się jeszcze jedna na 2 dni w tygodniu ale jakoś nie umiemy sie zebrać kogoś zatrudnić, same dziwadła przychodzą nienadające się) i dwoje z nich traktuje mnie jak swojego terapeutę w pracy. I widzę że mam potencjał nimi pokierować i natchnąć, dokładnie tak jak oni też mnie inspirują, ale niestety złość że ktoś coś robi tak a nie inaczej uniemożliwia mi konstruktywne pouczenie. Nie można po kimś krzyczeć. A jak tłumię złość to message nie ma siły przebicia. Nad tym trzeba mi popracować.
Hehe krzyżem jeszcze nie błogosławię

Ale czasem szepczę pod nosem nad wydawaną potrawą "bierzcie, i jedzcie z tego wszyscy"

Jeszcze podzielę się z wami moimi przemyśleniami - w dobie kapitalizmu, gdzie molochy i sieci sklepów i punktów usługowych przejęły większość zbiorowej uwagi, pojedyńcze lokale mają szansę przebić się tylko tworząc niepowtarzalny klimat, i dbając o dobry nastrój swoich pracowników i ich zdrowe, pozytywne i twórcze nastawienie do klientów (Broń Boże, odreagować w sesjach, afirmacjach, wszelkie zabieganie o klienta! Bo z takim nastawieniem nawet mówiąc najpiękniejsze słowa, będą one fałszywe!). Takim lokalem jest np. Dobra Karma w Katowicach, gdzie można się czuć jak u siebie w domu.