Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 646356 razy)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-03-27, 20:36:02 »
Jesteśmy czymś więcej niż ciałem, a ciało jest moje, ale nie jest mną tak żeby sie z nim strasznie utożsamiać

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-27, 20:27:03 »
Felicite
:)

"Jak to się stało, że nagle zaczął się wcielac we własne ciało."
To się nazywa karma :P Taki aniołek po jednym lub kilku opętaniach tak sobie zaniżył wibracje, zawężył świadomość że gdy po śmierci swojego opętanego człowieka i trafieniu do astralu był ściągany z powrotem i zmuszony do wcielenia się. Jego wibracje były za niskie, aby przebywać w wyższych światach duchowych, a w astralu trzeba mieć jakieś źródła energii - tak więc jak się skończyły źródełka to był wypad. :P

Myślę, że tym co nas ściągało była zawartość naszej pś, która nałapała masy syfu i po prostu nie mogła tego od tak odpuścić - te wszystkie emocje, doświadczenia czy też poczucie misji. Pojawiło się przywiązanie do materii. Na dodatek w wyniku tak intensywnych i nieprzytomnych doświadczeń taki aniołek się szarpał jak ryba wyciągnięta z wody i kompletnie nie ogarniał co i jak.

To nie było nigdy zmuszenie do wcielenia się z powodu samych opętań. To zawsze było podświadome "ja muszę się wcielić bo...". Problemem było to, że z powodu zawężenia świadomości aniołek nie był świadomy, że to wszystko się dzieje z powodu jego wyborów i z reguły wyciągano powierzchowne wnioski w stylu "upadłem, więc leżem". Nieświadomy aniołek nie był świadomy, że ma władzę nad tym wszystkim i myślał, że to kwestia jakiś zewnętrznych sił - że to Bóg ukarał albo że w materii Boga nie ma, więc to taka pułapka bez wyjścia - raz wlazłeś i już nie wyjdziesz.

A jedyne co trzeba było zrobić, to się z powrotem dostroić do wyższych wibracji - nic więcej. No, ale taka opcja była wyjątkowo nie na rękę większości UA :)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-03-27, 20:05:57 »
Clint,
dobrze piszesz o tej cielesności. Ja też tak to odbieram.
I chętnie bym się z Tobą poprzytulała :)

Laka,
"Zastanawiam się jak to było z takim opetaniem. Bo gdy kogoś opętywaliśmy to przez pewien czas ta istota żyła z takim pasożytem, potem umierała. I jak to wtedy z takim aniołkiem wyglądało. Jak to się stało, że nagle zaczął się wcielac we własne ciało."

Też mnie to ciekawi.

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-27, 19:58:24 »
Ja też myśle, że ciało to taka nasza forma w materii.  I jest ważna póki jesteśmy w materii.
Nie mniej ważna jak każda inny aspekt naszej duszy.

Aniolki mają cos takiego jeszcze, że gdy opętywały ludzi na ziemi, chcąc wejść w materie, uznały, że są czymś innym, a nie materią. Bo faktycznie w tamtym momencie tak to wyglądało i to nie były nasze ciała. Tylko, że w naszym ciele, już dalej kreowanym przez nas, są tez wzorce zaczerpnięte z tamtego ciała które się opętało. Storzył się wtedy silny zwiazek karmiczny między nami, a tą istotą.
NO i wtedy tak to wyglądało, że ciało to nie byliśmy my.  Ale teraz już jesteśmy.

Zastanawiam się jak to było z takim opetaniem. Bo gdy kogoś opętywaliśmy to przez pewien czas ta istota żyła z takim pasożytem, potem umierała. I jak to wtedy z takim aniołkiem wyglądało. Jak to się stało, że nagle zaczął się wcielac we własne ciało.



Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-27, 19:30:57 »
"docieramy do świadomości że nie jesteśmy swoim ciałem "
To też nie jest tak do końca, że my nie jesteśmy swoim ciałem. To jest tekst, który był powtarzany przez wielu nauczycieli duchowych ze względu na to, że większość ludzi nie potrafi dostrzec, że są czymś więcej niż tylko ciałem. Nie wspomnę już o UBA, które wolałyby sczeznąć niż przyznać że mają cokolwiek wspólnego z materią.

A w rzeczywistości, gdy przebywamy w materii, gdy mamy materialne ciało - jest ono częścią nas, przejawem nas na tym właśnie (materialnym) planie. Jesteśmy wielowymiarowymi istotami, które przejawiają się na wielu płaszczyznach naraz. Można więc powiedzieć, że nie jestem tylko moim ciałem, ale przejawiam się m.in. jako moje ciało. Czemu więc miałoby to być coś obcego? Toż to pewna forma, którą sobie sam wykreowałem, aby przebywać w tym materialnym świecie, który składa się z form.

No i z tej perspektywy nielubienie swojego ciała wydaje się nieco głupie. W końcu to tylko forma, której sam nadałem i wciąż nadaje kształt swoimi intencjami. Ta forma jest fizycznym przejawem naszych intencji do siebie i do swojego życia (nie wszystkich), więc mówiąc że nie lubię swojego ciała, tak naprawdę przyznaję że nie lubię jakiś swoich intencji, a więc ich nie akceptuje.

Można to porównać do budowania zamku z piasku na plaży. Zbuduje sobie piękny zamek, nacieszę się nim przez chwilę, a potem go kopnę i poleje wodą. Jaki sens ma tworzenie negatywnego stosunku do tego zamku, za to że ma formę taką jaką mu sam nadałem swoimi decyzjami? To nie ma znaczenia, że działałem pod wpływem emocji czy nieprzytomnie po pijaku. Ja to zrobiłem. Zamek niczemu nie jest winny.

A tutaj na dodatek jest mowa o tak cudownym, złożonym i świetnie nam służącym tworze jakim jest nasze ciało! Tyle dobrego zawdzięczamy naszemu ciału (ile możliwości funkcjonowania w materii!), a my je niszczymy i potem jeszcze obdarzamy niechęcią za to, tak jakby to była jego wina. Aż mi żal tych wszystkich biednych ciałek - sprowadźcie mi je tutaj, to je poprzytulam* :D


*Dla jasności - nie, nie chcę otrzymywać czarnych worków ze zwłokami. :P

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-03-27, 19:01:55 »
Może to jest tak, że docieramy do świadomości że nie jesteśmy swoim ciałem i że ciało i osobowość jest kreacją naszej duszy. Ja też tak troche mam jak mówicie, ale staję przed lustrem i w zależności od nastroju mówię Lubię tego gościa / Ty głupku :P

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-27, 17:53:42 »
Dla mnie moje ciało wydaje sie obce, zaczęło się w tym życiu od momentu zajścia w ciąże i potem porodu.
To troche tak, jakby sie oddzieliła od ciała. I nie lubię go. Jakbym chciała o nim zapomnieć. CHoć przywiązuje do niego duża wagę. I w sumie to lubię się nim bawić np kreować swój wygląd.
Wczesniej w tym  życiu zupełnie tak nie było, bardzo czułam swoje ciało i podobało mi się.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-03-27, 17:46:44 »
zastanawiam sie, czy gdyby w dziecinstwie ojciec nie powiedział mi, ze w zyciu spotkają  mnie jakieś problemy wcale by sie nie pojawily...a pamietam to  dobrze, ze to powiedzial, przy okazji ...bodajrze jakiegos pierwszego problemu...odbylo sie to wtedy spokojnie, bez agresji, byl pomocny i byla to nawet bym powiedziala pogawędka dziecka z doswiadczonym doroslym. mialam wtedy jakies 6, 7 lat moze.
w chwilach wywalenia najbardziej brakuje mi wsparcia. mam znowu takie uczucie jakie mialam gdy bylam dzieckiem, gdy poczulam, ze rodzice mnie nie rozumieja i raczej nie wesprą i ze jestem sama na tym swiecie i nie mam sie czego zlapac. i lek, ze nie dam rady i wszystko sie zawali.
ciekawe, skad ludzie biora wsparcie jesli nie maja go z zewnatrz? moze jest to zakodowane w naszej psychice, ze wsparcia nalezy szukac na zewnatrz a coponiektorzy rozwijajacy znajduja je w sobie? ale skad pochodzi i jak je znalexc? oto jest pytanie retoryczne dla mnie na dzien dzisiejszy.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-27, 17:22:39 »
Mi się zdaje, że takie poczucie obcości wynika zazwyczaj z tego, że wypływają na wierzch te części naszej osobowości, które stłumiliśmy, wyparliśmy. I teraz nie dość, że to jest wyparte to jeszcze tak naprawdę w jakimś tam stopniu może być nieprawdziwe(np. stłumione czucie się ofiarą), co się też w jakimś stopniu czuje i w efekcie daje takie dziwne odczucie, że to coś nienaturalnego, coś nie mojego.


Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-03-27, 17:07:31 »
Też tak często mam, wydaję się sobie obca - a to zapewne oddzielenie na jakimś poziomie ciała wywołane traumą lub emocjami...

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-03-27, 16:06:46 »
Mam takie chwile, że patrzę na siebie jak na całkiem obcą osobę, jakbym był dla siebie samego zupełnie obcy- to nie ja. Nie wiem na razie co to znaczy. Ale odnoszę wrażenie, że albo są to wzorce wyobcowania, brak bliskości, albo poprostu następuje wyraźny rozdział między tzw. sobą prawdziwym, a moimi wzorcami karmicznymi, iluzjami, obciążeniami.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-03-25, 18:11:10 »
Dostałem fajną afirmację: Wykonuję moją praktykę duchową na luzie i z przyjemnością.

Przy powtórzeniu jej zobaczyłem dyscyplinę jaką sobie narzuciłem.

I to obserwowanie było związane z trudnościami w zmierzeniu się z różnymi tematami. Wychodzą z moich głębin od dawna rzeczy które trudno mi akceptować, bo są tak ukorzenione że wydają mi się czymś naturalnym, a są szkodliwe

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-03-25, 16:00:04 »
Sebastian i Tinga
Myślę, że to co przeżywacie jest stanem przejściowym. Przechodzicie pewną transformację i stąd takie odczucia.
Nie ma co też patrzeć na siebie w kategorii 3 oddzielnych jaźni. Te 3 jaźnie ze soba współpracują. Nauka huny jest pewnym opisem, uproszczeniem. Człowiek zaś jest bardzo skaplikowaną istotą i nie ma sensu cały czas szuflatkować siebie: to jest z WJ, a to z NJ, czy ŚJ.
Myślę że trzeba próbować podchodzić na luzie, ze spontanicznością.
« Ostatnia zmiana: 2012-03-25, 16:08:02 wysłana przez Mateusz »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-03-25, 14:49:55 »
Obserwacja którą miał na myśli Osho to raczej bezwysiłkowe i nieoceniające postrzeganie rzeczywistości. Kiedy patrzę na trawnik to widzę zieloną trawę i pełzającego ślimaczka - koniec, kropka. Nie analizuje tego czy ta trawa szybko się zazieleniła po zimie, jak bardzo urośnie w przyszłości, gdzie podąża ślimak i dlaczego, jaki jest sens istnienia ślimaka, co jest pod trawą, jak by smakowała ta trawa gdybym ją zjadł na surowo, a jak gdybym ją zagryzł ślimakiem.

I tak samo jest z obserwacją siebie, stanem bezwysiłkowego postrzegania siebie. Gdy idę sobie na spacer i pojawi się jakaś emocja, to mogę zarejestrować jej istnienie, zaakceptować ją i pozwolić jej być. Nie muszę od razu drążyć co to jest, skąd się wzięło i jak się uwolnić.

Jest w nas tyle negatywnych rzeczy, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich uwolnić od razu - często po prostu nie ma jeszcze wewnętrznej zgody na uwolnienie, bo trzeba sobie kilka innych rzeczy wpierw uświadomić. Dlatego dla własnego spokoju trzeba zaakceptować obecność różnych negatywów i fakt, że przez jakiś czas one po prostu będą i nic z tym na obecnym moment nie zrobimy. Warto w takich momentach skupić na pozytywach, ale bez wypierania na siłę negatywów.

Właśnie dlatego obserwacja, której celem jest znalezienie każdego negatywu i jak najszybsze zrozumienie go i uzdrowienie - jest tylko męczącą walką z samym sobą. Drążenie każdej pojawiającej się emocji zostawcie sobie na sesję regresingu, a w międzyczasie trzeba sobie pozwolić na odpoczynek, chwilę wytchnienia od analiz, wykorzeniania, puszczania, uzdrawiania, itd. Trzeba po prostu pozwalać sobie być takim jakim się obecnie jest, razem ze wszystkimi niedoskonałościami - oczywiście nie przez luźne przejawianie każdego negatywu na jaki pś ma ochotę, ale przez pozwolenie na to, aby działo się w nas to co i tak dziać się będzie.

Buddyści mają takie fajne porównanie, że podczas samoobserwacji wszelkie myśli i emocje powinny być jak chmurki na niebie. Coś co po prostu sobie jest, przepływa sobie po swojemu i tyle. Nie ma co ich rozwiewać na siłę, ani drążyć skąd przyfrunęły.

Po za tym dodałbym jeszcze, że zdrowa obserwacja, taka którą chcemy mieć podczas codziennych czynności (a nie podczas akurat uzdrawiania czegoś w sobie) to taka w której w równym stopniu postrzegamy to co w nas, jak i to co jest na zewnątrz.

Tristen

  • Wiadomości: 351
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-03-25, 14:34:29 »
Wielu ludzi tak ma, ja tez :). Trudno jest Ci wrocic do swiata bo to troche tak, ze znow bedziesz musiala sie mierzyc z wszystimi przeciwnosciami a tutaj jest tak wygodnie....