Obserwacja którą miał na myśli Osho to raczej bezwysiłkowe i nieoceniające postrzeganie rzeczywistości. Kiedy patrzę na trawnik to widzę zieloną trawę i pełzającego ślimaczka - koniec, kropka. Nie analizuje tego czy ta trawa szybko się zazieleniła po zimie, jak bardzo urośnie w przyszłości, gdzie podąża ślimak i dlaczego, jaki jest sens istnienia ślimaka, co jest pod trawą, jak by smakowała ta trawa gdybym ją zjadł na surowo, a jak gdybym ją zagryzł ślimakiem.
I tak samo jest z obserwacją siebie, stanem bezwysiłkowego postrzegania siebie. Gdy idę sobie na spacer i pojawi się jakaś emocja, to mogę zarejestrować jej istnienie, zaakceptować ją i pozwolić jej być. Nie muszę od razu drążyć co to jest, skąd się wzięło i jak się uwolnić.
Jest w nas tyle negatywnych rzeczy, że nie jesteśmy w stanie ich wszystkich uwolnić od razu - często po prostu nie ma jeszcze wewnętrznej zgody na uwolnienie, bo trzeba sobie kilka innych rzeczy wpierw uświadomić. Dlatego dla własnego spokoju trzeba zaakceptować obecność różnych negatywów i fakt, że przez jakiś czas one po prostu będą i nic z tym na obecnym moment nie zrobimy. Warto w takich momentach skupić na pozytywach, ale bez wypierania na siłę negatywów.
Właśnie dlatego obserwacja, której celem jest znalezienie każdego negatywu i jak najszybsze zrozumienie go i uzdrowienie - jest tylko męczącą walką z samym sobą. Drążenie każdej pojawiającej się emocji zostawcie sobie na sesję regresingu, a w międzyczasie trzeba sobie pozwolić na odpoczynek, chwilę wytchnienia od analiz, wykorzeniania, puszczania, uzdrawiania, itd. Trzeba po prostu pozwalać sobie być takim jakim się obecnie jest, razem ze wszystkimi niedoskonałościami - oczywiście nie przez luźne przejawianie każdego negatywu na jaki pś ma ochotę, ale przez pozwolenie na to, aby działo się w nas to co i tak dziać się będzie.
Buddyści mają takie fajne porównanie, że podczas samoobserwacji wszelkie myśli i emocje powinny być jak chmurki na niebie. Coś co po prostu sobie jest, przepływa sobie po swojemu i tyle. Nie ma co ich rozwiewać na siłę, ani drążyć skąd przyfrunęły.
Po za tym dodałbym jeszcze, że zdrowa obserwacja, taka którą chcemy mieć podczas codziennych czynności (a nie podczas akurat uzdrawiania czegoś w sobie) to taka w której w równym stopniu postrzegamy to co w nas, jak i to co jest na zewnątrz.